Jak sumować 60 lat od matury? Szmat czasu za nami? Wiele się wydarzyło? Jak ocenić życie w tamtym i w nowym ustroju? Że teraz zdecydowanie jest wszystko łatwiejsze? Łatwiej wyjechać za granicę i łatwiej wszystko kupić, co się chce?
Spotykamy się w gronie dziewięciorga maturzystów sprzed lat. Dużo nas? Mało? Z częścią nie mamy kontaktu, niektórzy z różnych powodów nie przyszli. I jest coraz liczniejsza grupa tych, których groby możemy odwiedzić na Powązkach czy Bródnie. Mamy 77-78 lat. I każde z nas zbliża się do tej granicy, którą przekroczyć nam przyjdzie. Wcześniej czy później.
Gdy jednak patrzę na nas jako niewielką zbiorowość, muszę przyznać, że jesteśmy szczęśliwi. Wszyscy ukończyliśmy studia, wszyscy pracowaliśmy zawodowo nie narzekając, nie marudząc, że to niedobra praca. Wszyscy mamy rodziny – większe czy mniejsze. Czasem gdzieś się w życiu potknęliśmy, ale wyszliśmy na prostą. Nie miejsce tu, aby opowiadać o żonach, mężach, dzieciach i wnukach. Nie każda z koleżanek, nie każdy z kolegów tego by sobie życzyła czy życzył. Ale te lata – niegdyś trudne, później nieco łatwiejsze, ale nasze życie 60 lat po maturze, z naszymi wspomnieniami sprzed pół wieku, i naszymi opowieściami o czasach późniejszych, to wspaniała księga, co by nie powiedzieć, księga sukcesów.
Umawiamy się na 65-lecie. Obyśmy byli w komplecie. I jeszcze w większej liczbie, bo nasza klasa nadal jest liczna.