Adam Czetwertyński

Harcerstwo (190) Kuchnia (24) Kultura (272) Polityka (37) Pożegnania (27) Szkoła (74) Varia (105)

Archiwum kategorii: 'Pożegnania'

Wiesiek

I znów taka sama wiadomość. Odchodzi kolejny instruktor harcerski, z którym na co dzień pracowałem/współpracowałem kilka dobrych lat. I o którym od lat myślałem, jak o wielu innych, że byłoby dobrze się z nim spotkać, przypomnieć dawne czasy. Wypić kawę. Porozmawiać o starych znajomych.
Z Wieśkiem pracowaliśmy w “Drużynie” w latach osiemdziesiątych. Była to końcówka poprzedniego ustroju, gdy cała prasa harcerska była wydawana przez Młodzieżową Agencję Wydawniczą. Zmiany ustrojowe to między innymi likwidacja MAWu, a więc w roku 1990 staliśmy się bezrobotnymi. Nasze drogi się rozeszły. Ja zacząłem organizować dział wydawniczy w Głównej Kwaterze, a gdzie rozpoczął pracę Wiesiek? Nie wiem.
“Drużyna” była trzema autonomicznymi miesięcznikami. Szefową była Jola, Wiesiek jej zastępcą. Nie wtrącali się do tego, jak redaguję “Drużynę - Na Tropie”. I do dziś jestem im (a teraz oboje przeszli do tego lepszego ze światów) wdzięczny. To naprawdę, wierzcie mi, najlepsza cecha szefów - nie przeszkadzać w wykonywaniu codziennej pracy. Wiesiek i Jola przyszli do naszego pisma z “Motywów”, byli od lat zaprzyjaźnieni.
Wiesio był tak samo długo instruktorem, jak ja. Tyle że on wychował się w Hufcu Warszawa Ochota, w “21″, na Ochocie był instruktorem zuchowym, jakiś czas namiestnikiem, był też komendantem Hufca Śródmieście. Opowiadał o prowadzonych przez siebie obozach. O harcerskiej służbie. Wiesiek pracował też w Głównej Kwaterze. Ja, instruktor z Pragi-Południe i Wydawnictwa Harcerskiego byłem w zespole “Drużyny” nieznany. I nie da się ukryć, że między innymi dzięki Wiesiowi nowy dziennikarz, jakim wówczas byłem, poczułem się w tym towarzystwie jak w cudownej harcerskiej rodzinie.
W nekrologu jego prawdziwa rodzina napisała, iż był dziennikarzem harcerskim. To prawda. Wiesiek znał się na dziennikarstwie. Znał się na harcerstwie. Nie pisał tak wiele jak ja, był za to doskonałym organizatorem naszej wspólnej pracy. Bardzo dobry zastępca Joli, która nami kierowała. Wiesiek był też szefem ówczesnej mutacji młodszoharcerskiej “Drużyna - Propozycje”.
Nie da się ukryć - czas pracy w “Drużynie” to był także czas naszej powoli odchodzącej młodości. Może dlatego bawiliśmy się też tak ochoczo w naszej redakcyjnej niewielkiej ekipie? Często z Wieśkiem na czele, który był człowiekiem tak radosnym. Bawiliśmy się w redakcji w starym budynku, dziś chyba przeznaczonym do remontu przy Prostej (Rondo ONZ). Bawiliśmy się w Załęczu, na wyjeździe do Berlina, w “Perkozie”… jak to było, że wszyscy w kilkuosobowej redakcji bardzo się lubiliśmy. A teraz nasz mały zespół znów się zmniejszył. Żal.
PS W czasie uroczystości pogrzebowych podszedł do mnie D. - przyjaciel Wieśka - i powiedział: - Wiesz, ostatnio Wiesiek mówił, że bardzo chciałby się z tobą zobaczyć. Chciałem znaleźć kontakt do ciebie, ale jakoś mi się nie udało. - Cóż, na tym świecie już się nasze spotkanie nie odbędzie.

Janusz

Druhu Januszu, druhu harcmistrzu, druhu komendancie!
Odszedłeś w wieku 61 lat na wieczną wartę, pozostawiłeś nas, wszystkich tych, którzy Cię znali od lat w smutku i żałobie. W hufcu ZHP Warszawa Praga-Południe byłeś przede wszystkim znany jako ojciec znakomitego instruktora harcerskiego, jako ojciec dorastającej córki związanej z harcerstwem oraz mąż harcerskiej instruktorki. Pamiętamy, że jesteście jedną w wielu rodzin naszej wspólnoty, bo wszak wasz związek to małżeństwo instruktorskie. Wiedzieliśmy także, że aktywnie współpracujesz z teatrem „Paradox”, że jesteś tam osobą niezbędną, gdyż bez takich osób jak Ty, tych zajmujących się techniczną stroną widowisk, żadne z nich nie mogłoby się odbyć. Wiedzieliśmy, jak temu środowisku jesteś bliski. Zdajemy sobie również sprawę, że zainteresowałeś się historią harcerstwa, działasz w zespole historycznym hufca i nawiązałeś kontakt z Muzeum Harcerstwa.
Druhu Januszu, cały czas zdawaliśmy sobie sprawę, jak wiele czasu poświęcałeś pracy społecznej, choć ostatnio stałeś w drugim szeregu naszych instruktorów, nie pracowałeś bezpośrednio z dziećmi i młodzieżą, nie meldowałeś się na zbiórkach, apelach, nie było Cię widać w hufcu czy szczepie. Jednak taka praca, spokojna, mrówcza, była nam, naszemu środowisku bardzo, bardzo potrzebna. Bo bardzo potrzebni są wśród nas tacy jak Ty.
Dziś, gdy Cię nie ma, interesujemy się Twoją przeszłością. Czterdzieści lat temu byłeś drużynowym zuchowym, jeździłeś z druhem Romanowskim do Ocypla. Potem, po latach także dzięki Tobie budowane były na Kaszubach bazy Szczepu „31” w Gołubiu i w Stężycy. A gdy odszedł od nas do lepszego ze światów komendant „31”, podjąłeś się pełnienia funkcji szczepowego. Wybierano Cię do chorągwianej komisji rewizyjnej, byłeś jej przewodniczącym, w hufcu byłeś także namiestnikiem harcerskim… Dziś widzimy, że miałeś bardzo ciekawą i bardzo długą drogę instruktorską!
Zapamiętamy Cię jako dobrego, zawsze uśmiechniętego, spokojnego, rozsądnego człowieka. Przyjaznego ludziom, chętnego do udzielania im pomocy. Ogromny żal, że odszedłeś tak wcześnie. Miałeś przecież tak wiele do zrobienia…
Druhu Januszu, za Twój wieloletni trud, za Twoją instruktorską służbę zostałeś pośmiertnie odznaczony przez Przewodniczącego ZHP Krzyżem Za Zasługi dla ZHP.
Januszu, spotkamy się na niebieskim, już innym harcerskim szlaku, czekaj tam na nas, a dziś odpoczywaj w spokoju.
Czuwaj!
PS To napisane przeze mnie pożegnanie zostało wygłoszone przez przedstawiciela Komendy Hufca w trakcie pogrzebu hm. Janusza Gzyla.

Druh Stefan

Tak, to koniec pewnej epoki. Odejście druha Stefana do lepszego ze światów zamyka długi etap istnienia, funkcjonowania, działania Hufca Praga-Południe. Oczywiście pierwszym, jakby zwrotnym momentem było przekazanie władzy w hufcu Andrzejkowi. To prawda. Ale wśród nas ciągle była wyczuwalna obecność druha Stefana. Był czynnym instruktorem ZHP. Popularność naszego komendanta, fakt, że dziś honorowego, widać było to niedawnej uroczystości rocznicowej, gdy wszyscy życzyli mu 100 lat życia. Niestety, nasze życzenia nie spełniły się.
W którym roku poznałem druha Stefana? Może w 1957, nie pamiętam, ale na pewno w 1958, gdy pojechałem na prowadzone przez niego zgrupowanie w Kolibkach koło Sopotu. Ja - szeregowy harcerz, on - nasz komendant. Ja w “133″, on - szef Hufca Saska Kępa. Na jego ręce składałem tam 22 lipca Przyrzeczenie Harcerskie. Ile lat temu? No tak, sześćdziesiąt. Przez te sześćdziesiąt lat działaliśmy razem. Raz bliżej, raz dalej. Ale zawsze w jednym hufcu. Przez krótki czas byłem nawet jego zastępcą, byłem namiestnikiem starszoharcerskim, byłem szczepowym. Blisko, bardzo blisko. Redagowałem niektóre książki przez niego napisane. Ta najbardziej osobista, wspomnieniowa, podobała mi się. Inne po prostu były potrzebne.
O naszych relacjach od pewnego czasu mówi się “szorstka przyjaźń”? Tak, była ona bardzo szorstka. Lecz o tych relacjach może napiszę w innym czasie.
Rzadko się widzi człowieka tak zaangażowanego w pracę organizacji. Przez te sześćdziesiąt lat (z krótką przerwą związaną z problemami osobistymi), jakie pamiętam, druh Stefan żył harcerstwem i dla harcerstwa. Takich ludzi już nie ma. Może działo się tak dlatego, że nie miał własnych dzieci? Że tymi dziećmi (czasem mało dopieszczanymi) byliśmy my wszyscy? Setki i tysiące wychowanków. Ogromny życiowy sukces. Tych harcerskich sukcesów (ale także zawodowych) miał wiele. Żartowaliśmy sobie z “Zuchmistrza”, że taki staroświecki, mało nowoczesny. Ale był on wykorzystywany w bardzo wielu gromadach w całej Polsce. Czy to nie sukces? Ocypel… O nim można pisać długie opowieści. Krąg “Romanosów”. Czy to nie ogromne sukcesy? I tak dalej, i tak dalej.
Druh Stefan, nawet gdy nie był instruktorem czynnie włączającym się w pracę hufca, był cały czas z nami, był swoistym punktem odniesienia. Patrzył na nas krytycznie. I był nam potrzebny.
Nieco niespodziewanie nas opuścił. Nie wytrzymało serce. Żal.

Druh Adamkiewicz

Odszedł na wieczną wartę kolejny harcerski instruktor - hm. Adam Kiewicz. Czlowiek-harcerska legenda. Instruktor, nazwijmy go - kontrowersyjny. Wymienię dwie jego najważniejsze, moim zdaniem, cechy. Po pierwsze był człowiekiem konsekwentnym i rzeczowym. Po drugie był człowiekiem lewicy. Czy należy coś do tego dodać, by zauważyć, że jego życie nie moglo być usiane różami? I nic w tej ocenie nie zmienią wysokie państwowe odznaczenia i wysoki społeczny prestiż.
Druha Kiewicza poznałem na przełomie lat 1960/61. Ja - uczestnik jednego z kilku kursów drużynowych zuchów. On - komendant Zuchowej Chałupy. Szef naszego kursu - instruktor z Łodzi - opowiadał nam o kadrze szkoły. W pewnym momencie padło zdanie: - Komendantem naszej Chałupy - pięknego pałacu Schafgotschów - jest druh Adamkiewicz. - Bardzo długo zastanawiałem się, jak nasz komendant ma na imię. W Cieplicach miało miejsce ważne wydarzeenie. Złożyłem Zobowiązanie Instruktorskie. Gdy nieco później brałem udział w tej samej Zuchowej Chałupie w kursie podharcmistrzowskim, już takich problemów nie miałem. Ale i wtedy zachowywałem w stosunku do niego ogromny dystans. Miał swoisty autorytet człowieka, który wie wszystko, decyduje o wszystkim i jest prawdziwym szefem.
Druh Adam zawsze moim zdaniem był stary. Nieduży, o ostrych rysach. Zawsze nieslychanie precyzyjny…
Zetknąłem się z nim kilka razy znacznie, znacznie później. Najpierw w nowej, może nawet piękniejszej zuchowej szkole w Oleśnicy, lecz ona nie miała w sobie tego ducha tej starej - cieplickiej. Byłem na jej otwarciu i nigdy jej na serio nie polubiłem.
A później, gdy już w XXI wieku druh Miejsca nawiązał kontakt z moim komendantem hufca (komendantem sprzed lat), wydając roczniki historii harcerstwa. Wiedziałem, że jest historykiem. I jako jeden z nielicznych starał się w miarę obiektywnie pokazać dzieje harcerstwa w Polsce Ludowej. Chwała mu za to, bo do jego monografii sięgać będą przyszłe pokolenia. Roczniki były czystą amatorszczyznę, lecz i do tych materiałów można czasem sięgnąć, znajdując tam wartościowe teksty.
Odszedł mając 95 lat. Piękny wiek. A życie miał bardzo urozmaicone, lecz o tym napiszą na pewno inni.

Basia

Basia nie była moją bardzo dobrą znajomą. Oczywiście mówiła do mnie: - Adasiu. - Ja do niej: - Basiu. - Oczywiście, gdy spotykaliśmy się, było takie typowe “buzi - buzi”. Basia zauważała mnie na swoich kominkach i spotkaniach, ale nie była to znajomość bliska. Ot, harcersko-szkolno-samorządowa. Takich znajomych jak ja Basia miała tysiąc a może dwa tysiące. Więcej na ten temat mógłby powiedzieć Krzysio Jakubiec, który był instruktorem towarzyszącym Basi w jej wielu inicjatywach, więcej mógłby powiedzieć (były instruktor harcerski!) Andrzej Golimont. Dziś Basię, fioletową Basię z Podlasia, pożegnamy na warszawskich Powązkach.
Basia była kobietą - instytucją. Kobietą, znakomitą artystką, mistrzem, autentycznym mistrzem mowy polskiej (niepotrzebne tu wielkie litery), która potrafiła porwać tłumy. Prezentowała swoje pasje dotyczące ludzi ważnych i tych trochę mniej znaczących w historii Polski, i których potrafiła postawić na pomnikach. We wspomnieniach i nekrologach wymieniane są jej liczne książki, te o charakterze biograficznym. Sienkiewicz, Żeromski, wielcy romantycy. Ale dla mnie była ona autorką opowieści o harcerzach. Ta wierna rzeka harcerstwa jest najważniejsza. Kominki szaroszeregowe. Kominki o założycielach harcerstwa, o wielkich Polakach. I wigilie polskie, realizowane w Poznaniu. I ten ostatni wrocławski.
Zauważcie - Basia z nami, instruktorami harcerskimi, była wszędzie - przy grobie Aleksandra Kamińskiego, na apelu Rajdu Arsenał, w trakcie rocznic i uroczystości ZHP, w Muzeum Harcerstwa, na naszych zlotach krajowych i na naszych zbiórkach. Basia “ciągnęła” projekt arsenałowy dla warszawskich szkół, polegający na odkrywaniu cichych bohaterów z okresu II wojny. Ale “Arsenał pamięci”, ten dziś Krzysia, zaczęła w Łodzi.
Basia była patriotką. Promowała polskość w najlepszym jej znaczeniu. Kochała tych, którzy mieszkali na Wschodzie, tych, którzy emigrowali na Zachód. Ot, jej ulubionym bohaterem był Polak-Białorusin Tadeusz Kościuszko. To on wiązał swoją osobą, swoją walką te dwie ważne dla Polaków części świata.
Tak, Basia kochała być w centrum uwagi, ona - dama w każdym calu - pokazywała tych najlepszych, najważniejszych w naszej historii Polaków, ale poruszała się między nimi swobodnie, jakby była jedną z nich. Basia, tak kolorowa postać naszej współczesnej kultury, odeszła do lepszego ze światów. Jeżeli gdzieś w Polsce spadnie fioletowy deszcz, to na pewno będzie Jej sprawka. Powinniśmy Basię pamiętać, naprawdę wiele jej zawdzięczamy.
PS Byłem na pogrzebie. Setki jej przyjaciół. Mądre listy prominentów i mądre wypowiedzi. Pogrzeb jakiś taki “nasz”, harcerski. I (jak mi się to podobało) troszkę żywiołowy, troszkę improwizowany. Prochy Basi pochowano przy samym wejściu na Powązki Wojskowe. Każdy, wchodząc na cmentarz, będzie musiał zastanowić się, zapytać: - A to kto? - My na szczęście wiemy. I na serio będziemy o niej pamiętać.

Next Page »