03/09/2009
I znów szkoła
Nie wiem, jak inni nauczyciele, ale ja w okolicach pierwszego września zaczynam kolejny etap życia. I dzieje się to co roku, niezależnie od tego, czy rozpoczynam pracę z nową klasą, czy kontynuuję nauczanie w już mi znanej. Ciągle coś nowego: dzieci się starzeją (to znaczy dorastają), programy się zmieniają (no, modernizują), pojawiają się co chwila nowoczesniejsze metody nauczania. Na dodatek jeszcze internet, komórki, Wikipedia, ściągi do przepisywania z róznych miejsc i tłumy chętnych do pisania wypracowań (za pieniądze) lub przygotowujących za uczniów prezentacje maturalne. Można się pogubić. Czasmi siadam przy komputerze i wprowadzam co bardziej interesujące sformułowania do przeglądarki. Co drugi raz (a czasem częściej) trafiam. Jedni lepiej, inni gorzej przepisują różne cudze fragmenty. Niedawno tłumaczyłem: - To jest kradzież, normalna kradzież. Przecież nie chcecie być złodziejami…
Na dodatek mam w pamięci sprawdzane przeze mnie w maju matury. I cały czas się zastanawiam, co zrobić, aby moi uczniowie się nie kompromitowali, aby czytający ich teksty egzaminator nie myślał tego, co ja myślałem o maturzystach, których prace czytałem. Właściwie to bardzo dobrze, iż są to absolutnie anonimowe teksty i nie muszę przejmować się dopiskami w rodzaju “Ja wiem, że napisałem słabo, ale bardzo proszę o zaliczenie mi tej matury”. Na szczęście takich dopisków nie jest wiele.
A więc początek roku szkolnego. Jedną klasę mi zabrano, inną dano. Opowiadam koleżance, która przejęła “moją” drugą: zeszycik kulturalny, projekty, wiedza o Warszawie, tablice chrono;ogiczne, portfolio, obiecana “normalna” matura, zeszyt z wypracowaniami, wizyty w teatrze… Strasznie tego dużo. Jakby program, treści w nim zawarte gdzieś były na dalszym planie. Czego moi “byli” nie będą mieli? Warszawy w “Lalce” Prusa? Zwiedzania Łazienek (to kwintesencja polskiego oświecenia)? Jakiejś rozmowy o obejrzanej sztuce? Kilku ironicznych uwag z mojej strony? No tak, ale na pewno będą mieli inne, może ciekawsze lekcje. Tego nie wiem.
Dziś rozmawiałem z moimi pierwszakami. O ocenianiu, podręcznikach, zeszytach. I nie zapomniałem zrobić im ankietki. Takiej sumującej, co pamiętają z gimnazjum i pokazującej, czym się interesują. Jedna moich próśb brzmiała: “Opiszcie swoje zainteresowania humanistyczne”. I co się okazało? Moi milusińscy czasem nie rozwijali tego tematu. Są tacy absolwenci gimnazjów, którzy nie chodzą do kina, do teatru, nie byli w filharmonii, w operze, nie czytają książek, nie piszą wierszy, nie zainteresowali się filozofią lub historią. Itd., itd. Czy to możliwe? Na szczęście są też tacy, którzy w teatrach bywają, lubią poezję śpiewaną, są zainteresowani historią (dziewczęta pasjonują się II wojną światową!). Są też tacy, którzy bywają w kinach. Zobaczymy, jak jest naprawdę. Za miesiąc, za dwa, za trzy. Zobaczymy…

Komentarze(7)