Adam Czetwertyński

Harcerstwo (108) Kultura (168) Polityka (30) Szkoła (45) Varia (59)

Archiwum kategorii: 'Polityka'

BP - wilk czy hiena?

To zabawne. Ni z tego, ni z owego odbrązawia nam się cenionego powszechnie w skautingu ojca-założyciela lorda BP. No tak - wywiady teraz nie w modzie, a on był wszak oficerem brytyjskiego wywiadu. Tylko że pułkownikiem Kuklińskim nie był. Fakt. Był wiernym poddanym korony brytyjskiej. Może dlatego o generale Baden-Powellu ostatnio głośno? Zbudowł skauting, aby młodzi ludzie byli wierni swemu królowi. I by czynili na świecie dobro. Pojawili się więc wrogowie lorda - czciciele zła? Nie będę poszukiwał przyczyn. Okaże się na przykład, że jakieś dziennikarz chciał po prostu zarobić i napisał, co napisał. Ponoć wyjęto ostatnio jakieś tajne dokumenty z archiwów brytyjskich i znalazły się tam różne kwity na Baden-Powella, które są interpretowane dość dowolnie. Dobrze, że nie wyjęto papierów na generała trzy lata temu, gdy obchodziliśmy stulecie skautingu. Jakby to wyglądało - tu dmiemy w róg kudu, a tam lord BP w Kenii zachwyca się “Mein Kampf”.
No, żeby niezorientowani, na przykład ci, którzy nie śledzą twórczości panów dziennikarzy publikujących w “Rzeczpospolitej”, nie dziwowali się za bardzo - wytłumaczę, w czym rzecz. Szpiedzy różnych chyba nacji donieśli przed laty, że naszemu Generałowi bardzo podobało się wychowanie młodzieży w hitlerowskiej III Rzeszy. I patrzył okiem przychylnym na faszystowskie Niemcy. Taki z niego numerant. Tu setki tysięcy młodych wychowuje się zgodnie z metodą skautową w lesie i na polu, uczy się samarytanki i terenoznawstwa - a tam BP chce się z Hitlerem zaprzyjaźniać.
Żarty? Żarty. Ale w popularnym dzienniku poczytać takie głupstwa można. Zacytuję: Założyciel i pomysłodawca skautingu, który do dziś stawiany jest za wzór do naśladowania harcerzom na całym świecie, był sympatykiem Trzeciej Rzeszy. Mało tego – zamierzał się nawet spotkać z Adolfem Hitlerem, co wynika z ujawnionych właśnie dokumentów brytyjskiego kontrwywiadu z lat 30. Co z tym fantem zrobić? Jak tu zaprotestować? W tym samym tekście czytamy: W swoim dzienniku z 1939 roku zaś napisał: „Wylegiwałem się cały dzień. Czytałem «Mein Kampf». Cudowna książka, z tyloma świetnymi pomysłami”. W czasopiśmie “Focus. Historia” ten cytat brzmi… z dobrymi pomysłami w zakresie oświaty, zdrowia, propagandy, organizacji itd. Czy tak, czy inaczej - zachwyt.
No tak. Można takiego artykuliku nie zauważać. Ale czy o “Wilku, który nigdy nie śpi” należy takie bzdurki publikować? (O właśnie - przy okazji odbrązawiania BP okazało się, że ów wilk ponoć nie jest wilkiem, tylko hieną, więc BP hieną nieśpiącą został).
Władze WOSM jednak protestują. Obawiam się, że mało skutecznie. Piszą: Światowa Konferencja była jeszcze bardziej precyzyjna, gdy przegłosowała rezolucję 15/37 zatytułowaną „Patriotyzm”: Konferencja postanawia zobowiązać Komitet Międzynarodowy, by uczynił wszystko, co możliwe, dla zapewnienia aby Skauting i Wędrownictwo we wszystkich krajach, wychowując w duchu prawdziwego patriotyzmu, autentycznie trzymały się zasad międzynarodowej współpracy i przyjaźni, bez względu na rasę i wyznanie, tak jak zawsze wskazywał Skaut Naczelny (Baden-Powell). Stąd każde działania w kierunku militaryzacji skautingu lub wprowadzanie celów politycznych, które mogą prowadzić do nieporozumień i ograniczyć naszą pracę dla pokoju i dobrej woli między narodami i ludźmi, powinny być zupełnie pomijane w naszych programach.
Bo skauting z ruchem narodowo-socjalistycznym nie miał i nie mógł mieć nic wspólnego. Baden-Powell nie mógł się zachwycać “Mein Kampf”, nie chciał się spotykać z Hitlerem (który zdelegalizował skauting w III Rzeszy), nie był także sympatykiem tego państwa. Nie, nie i nie.
A czy nie popełnił w życiu ani jednego błędu? Żarty. Znacie kogoś takiego? Ja nie.

Nie tylko we Lwowie

We Lwowie byłem tylko raz - chyba jakieś dziesięć lat temu. Miasto poznałem bardzo powierzchownie, ot pamiętałem katedrę, kaplicę Boimów, rynek, jedną z dwóch polskich szkół. Teraz miało stać się inaczej - przygotowywałem wyprawę naszych harcerzy w ramach podsumowania Roku Małkowskich, mogłem więc mieć zasadniczy wpływ na program, na to, co oglądaliśmy, o czym rozmawialiśmy. A ponieważ wycieczkę prowadziłem, więc musiałem wiele o Lwowie i okolicach miasta poczytać. Ale nie o harcerskiej wycieczce tu napiszę. Będzie o polityce.
Przed kilku laty byłem w Kijowie pod koniec pomarańczowej rewolucji, miałem możliwość posłuchać miejscowych notabli, być w ukraińskim parlamencie. Padło wiele sformułowań. jak to na Ukrainie, gdy rządy będą w pełni demokratyczne, wszystko się w państwie zmieni i państwo to szybko dogoni rozwinięte państwa Zachodu, o Polsce nie wspominając.
Teraz mogłem porozmawiać z mieszkańcami Lwowa o zmianach w kraju.
Niestety, wszystkie wypowiedzi były bardzo pesymistyczne. I to zupełnie niezależnie, czy rozmawia się o Euro 2012, czy o zabytkach kultury. Ot, na przykład pytamy, jak przebiega budowa lwowskiego stadionu piłkarskiego. Odpowiedź, jaką słyszymy, mniej więcej brzmi: - No tam chyba coś się buduje. - Bo mieszkaniec Lwowa uważa, że ten stadion na Euro nie zostanie zbudowany!!! Że chyba coś się buduje!
Brakuje pieniędzy, na przykład Lwowska Galeria Sztuki administruje pięknymi zamkami wokół Lwowa, zamkami, które przed laty także należały do rodziny Sobieskich. I cóż się okazuje? Na odbudowę wspaniałych rezydencji nie ma środków, aby to, co zostało zniszczone w czasie minionych kilkudziesięciu lat, odbudować sprawnie i efektownie. A nawet gdy środki się znajdą, to nie są sensownie wykorzystywane. Powstają ekspozycje mało interesujące, które Polacy oglądają, bo to jakieś resztki zachowanych polskich pamiątek. Fakt. Niszczono na Ukrainie Zachodniej ślady dawnej Polski. Rujnowano kościoły, pałace, zamki. Piękne obiekty stały się ruinami. Teraz potrzebne są ogromne pieniądze, by zabytki te odzyskały dawny blask. Lecz pieniądze, nie wystarczą, muszą być one właściwie wydawane. A w to nikt nie wierzy.
Zmienia się na korzyść zewnętrzny wygląd Lwowa. Są remontowane poszczególne obiekty. Kawiarnie niczym się nie różnią od lokali w Europie. Miasto pełne jest młodzieży. Może się podobać. Ale powierzchowny wygląd to mało, bardzo mało. Zapał, radość, entuzjazm, nawet taki, jaki widać w Polsce, na Ukrainie nie jest widoczny. Szkoda.

Rocznica

Kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Uroczystości już się rozpoczęły, będą trwały przez kilka dni. Ja nie umiem od lat wzbudzić w sobie euforii z powodu zwycięstw i klęsk naszych powstańców. Po prostu nie umiem zaakceptować decyzji o rozpoczęciu walki. I nadal po latach rozmów, analiz, dyskusji ciągle uważam, że naiwność lub polityczne wyrachowanie decydentów - tych z Londynu, i tych z Warszawy - doprowadziła do śmierci 200 tysięcy warszawiaków. Czy potrzebnie?
Między wieloma zginęła w Powstaniu osoba mi najbliższa. Wyszła z domu przed godziną W i nigdy nie wróciła. Dlaczego mądrzy skądinąd ludzie uważali, że uda się Armii Krajowej “przechytrzyć” Rosjan i zająć stolicę przed nimi? Przecież mieliśmy bardzo doświadczonych polityków, wcześniej na Wschodzie zorganizowano armię Andersa i armię Berlinga. Ta druga już wykrwawiła się pod Lenino, zbliżała się do Warszawy.
Tak, tak - upraszczam. Bo w Warszawie nie była to tylko walka AK, bo nie były to tylko decyzje Londynu. Między innymi wielokrotnie opisywano atmosferę w stolicy na początku lata, gdy na wschodzie Polski powstawały zręby władzy związanej ściśle ze Związkiem Radzieckim.
Nikt, także oczywiście ja, nie kwestionuje bohaterstwa powstańców. Tylko czy pokazanie owego bohaterstwa było niezbędne? Przecież nie byliśmy w sytuacji Żydów w warszawskim gettcie, którzy rozpoczęli walkę nie o zwycięstwo, lecz o honor narodu. Dlatego tamto maleńkie powstanie z 1943 roku naprawdę miało sens. Ale dlaczego musiało wybuchnąć powstanie latem 1944?
Cóż, po raz kolejny obchodzimy rocznicę 1 sierpnia. Panowie politycy mogą zaprezentować swój patriotyzm. Złożyć kwiaty, uścisnąć rękę coraz mniejszej grupie żyjących powstańców. Pięknie wygląda uroczysta zmiana wart, msza przed kościołem na Długiej, spotkanie przed pomnikiem Gloria Victis. Piękne jest także muzeum Powstania. A dla mnie to dzień i dni żałoby. I niech już tak zostanie.
PS Dopisuję to zdanie już po wszystkich uroczystościach. Oczywiście można by było ten zapisek rozwinąć. skomentować kilka wypowiedzi (najbardziej poruszyła mnie nie beztroska w formułowaniu zdań naszego prezydenta, lecz opowieść o K.K.Baczyńskim, który gdyby nie poległ w Powstaniu, zostałby aresztowany przez UB i zmarłby na Syberii). Ale czy to coś zmieni?

A było tak miło

Wybory do Parlamentu Europejskiego za nami. W gazetach, w radio, w telewizji słyszymy kolejne podsumowania, kolejne analizy… ten wszedł, tamta nie weszła. Ten wygrał. Któraś kandydatka - prawie pewna - ku ubolewaniu swych wyborców do Brukseli nie pojedzie. Jeszcze dzień, dwa i wrócimy do codziennego życia. Nasi przedstawiciele będą nas znakomicie reprezentować lub kompromitować - czeka nas i jedno, i drugie. My pozostaniemy w kraju - szaraczki, elektorat partii rozlicznych.
O nas szaraczkach będzie ten felieton. O mojej rodzinie. Dwie informacje są na początku niezbędne - po pierwsze wszyscy głosujemy, i starsi (seniorka lat 93), i młodsi (juniorka lat 24). Wszyscy. Po drugie generalnie mamy poglądy lewicowe. Jakos tak jest, że interesujemy się polityką, i choć tylko ja do jakiejś partii należę, nasza wiedza o tym, co dzieje sie wokół nas, w naszym przypadku na pewno przekra cza średnia krajowa.
I było przed kilku laty tak miło, Szliśmy do lokali wyborczych i mogliśmy się zastanowić, czy warto glosować na pana X, czy na panią Y na jednej, naszej lewicowej liście. I co nam się zdarzyło? Wszystko się pobabrało. Wcale już nie lubimy (tak rodzinnie) naszych młodych lewicowych przywódców, wcale im nie ufamy, wcale część z nas nie chce na nich głosować. Zniechęcił nas styl kierowania państwem sprzed lat (tego SLD wielu nie wybaczy), zniechęcili ci współcześni - bez autentycznej, prawdziwej socjaldemokratycznej koncepcji. Jacys niedokształceni, słabiutko mówiący po polsku. Nie podoba się nam (globalnie) bardziej lewicowa, rozłamowa lewica, ta mniejsza, wśród której jest kilka znanych, mądrych osób. Nie podoba nam się też (generalnie) “lewica” PO, którą jednak też część nas bardzo sobie ceni.
W efekcie nasze głosy dostała pani Huebner, dostał Olejniczak, dostał Rosati. Wcale mi się to nie podoba. Bo dawniej było tak miło. Dlatego czekam, aż SLD przekona nas, że wszyscy powinniśmy głosować na tę właśnie partię. Ciekaw jestem, czy się kiedykolwiek doczekam.

Szkoła po 21 października

Uczestniczyłem w debacie na temat polskiej edukacji. Byli przedstawiciele PO i LiD. Nie było PiS. A więc nie było osób, które mogły stanąć po stronie tego i poprzedniego ministra Edukacji. Mogliśmy śledzić kulturalną rozmowę dwóch stron, mających bardzo podobne poglądy. Dlatego nie sposób pokazywać walki przedwyborczej, lecz główne interesujące tezy dyskutantów.
Co mnie ucieszyło? Chęć powrotu do zakończenia reformy oświaty. Bo pewnie niewiele osób w Polsce zdaje sobie sprawę, że przeprowadzono reformę szkól podstawowych i gimnazjów, za to nie zakończono reformy szkolnictwa ponadgimnazjalnego. Przecież nie miała się nasza młodzież przed maturą uczyć wszystkich przedmiotów w takich proporcjach, jak to jest w tej chwili. Nawet, gdy mamy klasy sprofilowane. SLD (czyli dziś LiD) jest dumny z popsucia reformy i zachowania techników w dawnym kształcie. To nieporozumienie.
Pan Giertych ciągle opowiada, że dokonał reformy oświaty. Mundurki i walka o “Ferdydurke” miałyby być ową reformą? Ta reforma to potencjalne źródło szkolnych konfliktów. Takie mundurki, owakie. Zaakceptowane przez uczniów, przez rodziców, przez nauczycieli. Ktoś nie przyjdzie w mundurku, ktoś nie kupi, bo go na dodatkowy wydatek nie stać. Dyrektorzy będą mogli poświęcić godziny na załatwianie “problemów mundurkowych”. Cóż, mundurki to nie to samo, co fartuszki, które obowiązywały w okresie zgrzebnego PRLu. Wtedy pod fartuszkiem można było ukryć każdą koszulkę. Dziś mundurek ma być strojem reprezentacyjno-rozpoznawczym. To nie to samo.
A podstawy programowe i wynikające z nich lektury? W czasie debaty padło bardzo ważkie zdanie: - Nie może tak być, że w zależności od upodobań ministra, choćby był najlepszym filozofem, układany jest kanon lektur szkolnych. I pojawia się obowiązek przeczytania przez wszystkich licealistów “Nocy i dni” (przy okazji jeszcze “Quo vadis”). - Bo tak się tym razem stało. Ostatni nasi szefowie od edukacji nie współpracowali z gronami ekspertów, działali na wyczucie. Tak jest także w przypadku zmian w podstawach programowych z matematyki, którą niedługo zdawać będą wszyscy maturzyści.
I LiD, i PO uważa, iż jak najszybciej sześciolatki powinny (tak jak w innych państwach) rozpoczynać naukę w klasach pierwszych. Pięciolatki byłyby (powszechnie, także na wsi!) w zerówkach. Co prawda nie ma zgody, ile lat mają się uczyć polskie dzieci, ale mam nadzieję, że wszyscy stwierdzą, iż dwanaście lat w szkole ogólnokształcącej zupełnie wystarcza.
Notatki powyższe są pozornie niewinne. Przecież szkoła działa, nic się złego nie dzieje. Ale to nieprawda. Nowa władza będzie miała bardzo wiele do zrobienia. Bardzo wiele.

Next Page »