Adam Czetwertyński

Harcerstwo (187) Kuchnia (23) Kultura (268) Polityka (37) Pożegnania (26) Szkoła (74) Varia (105)

Archiwum kategorii: 'Harcerstwo'

Ognisko, czyli drugi raz “o” (literki nr 10)

Popatrzył Mulin przez okno. Świat jakiś zamulony. No nie, zamglony. Czy tak, czy inaczej, wychodzić się na dwór nie chce. Mój Ulubiony Instruktor, nawet gdyby świeciło słońce, i tak wyjść by nie chciał. Ale pozwólmy mu myśleć, że mogłoby być inaczej. Mulin popatrzył i przypomniał wtedy sobie ogniskowe obozowe ciepełko, bijące z rozżarzonych drew. Tak, usiadłby przy ognisku i pośpiewał kilka ulubionych piosenek jego ulubionej organizacji. W jego ulubionej nie największej organizacji ogniska jakoś ostatnio wyszły z mody. Nie wiedzieć dlaczego znani mu harcerze uważają codzienne ogniska za coś dziwnego, jakby z innej epoki. - No tak - Mulin aż krzyknął z zachwytu nad własnym intelektem - przecież właśnie mamy inną epokę! - Dzisiaj harcerze - znajomi druha Mulina organizują ogniska “obrzędowe”, takie ze strażnikami ognia, obrzędowym rozpoczęciem, harcerskimi piosenkami… i ogniska “zwykłe”, gdzie się pląsa, wygłupia i na których nie trzeba mieć mundurów. - Ale, ale… - mózg Mulina pracował na najwyższych obrotach - w czasie tych “obrzędowych”, aby nie było nudno, też harcerze pląsają a na tych “zwyczajnych” drużynowy wygłasza gawędę. To czym się one różnią? Mundurami? I dlaczego na tych “obrzędowych” ma być nudno? Zastanawianie się nad współczenymi wersjami ognisk, których i tak jest jak na lekarstwo, bardzo zmęczyło druha Mulina. Na dodatek za oknem zaświeciło od dawna oczekiwane słońce. Mulina zawsze bawiły ogniskowe tradycje. Ta powaga, to “rycerskie” mianowanie strażników. Nie, to nie dla niego. Co więc było takiego, że Mulin lubił siedzieć przy codziennym obozowym ogniu? Czy tylko to ciepełko? Nie, chyba nie tylko to ciepełko. Po prostu członkowie jego organizacji śpiewali. Śpiewali godzinami, śpiewali z gitarą i bez. Nie mieli w ręku drukowanych śpiewników, czasami któryś z nich - zazwyczaj obozowy biszkopt - miał zeszyt ze spisanymi piosenkami. Ale to była rzadkość. Mulin zamyślił się. Niegdyś potrafili śpiewać godzinami bez śpiewników a dziś nie potrafią? Co się stało? Pamięć członków ulubionej niewielkiej organizacji osłabła? A może, nie wiedzieć dlaczego, już teraz na zbiórkach się nie śpiewa? A może na obozach, gdy jest brzydka pogoda, nie siadają harcerze w namiotach-świetlicach i nie uczą się nowych piosenek? A może zwyczaj obozowy: “Każdego dnia nowa piosenka, czyli mamy naszą piosenkę dnia” odszedł do lamusa? A może wszystko razem i jeszcze kilka innych powodów spowodowało prawie że upadek normalnych codziennych ognisk? Bo jeżeli członkowie jego małej organizacji mieliby się codziennie nudzić, to po co ich zanudzać?
Przyszły nowe czasy w jego niedużej organizacji. Śpiew stał się niemodny. Siedział Mulin w swym ulubionym fotelu i zamiast przysypiać, zaczął sobie podśpiewywać ulubione piosenki Bułata Okudżawy. I te antywojenne, i te o Moskwie. I o przyjaźni, a tę o ostatnim trolejbusie zaśpiewał nawet dwa razy. I nadal marzył o prawdziwym ognisku, prawdziwym ogniu i jego wymarzonej niewielkiej organizacji.
PS Mulin spojrzał do kalendarza. Jakiż piękny dzień! “Rozkazowy”. Niektórzy uznali, że to początek istnienia jego niewielkiej organizacji. Czy nie powinien więc zacząć myśleć na zupełnie inny temat? Nie, myślenie na dwa tematy to by była przesada. Niech już zostanie myślenie o niebieskim trolejbusie, ognisku i Okudżawie.

“I” jak instrumenty metodyczne (literki nr 9)

Druh Mulin nie lubi wstawać ze swojego ulubionego fotela. Szczególnie, gdy pije kawę. Na fotelu można spokojnie rozmyślać, nie trzeba tracić kalorii i przemieszczać się z miejsca na miejsce. Niestety Mój Ulubiony Instruktor popełnił kolejny w swym życiu błąd i nie tylko opuścił swój fotel, ale nawet swój dom. Postanowił przy pięknej słonecznej pogodzie obejrzeć sobie, o zgrozo!, zbiórkę drużyny harcerskiej. Bo błędem jest, by teoretyk, za jakiego się Mój Ulubiony Instruktor uważa, zajmował się czymś tak przyziemnym, jak zbiórka prawdziwych harcerzy z jego ulubionej organizacji. Ale zostawmy Mulina na boku, zajmijmy się zbiórką, którą oglądał. Pogoda była piękna, druhna drużynowa estetyczna (nie wiedzieć, dlaczego Mój Ulubiony Instruktor woli, gdy ma do czynienia z estetyczną druhną, a nie z niedomytym druhem w niedopranym mundurze). Na zbiórce harcerzy spora gromada, przyboczni też się pojawili. Druhna miała ze sobą trzy busole, jakieś mapy, ołówki, papier i dużo innych niewątpliwie na zbiórkę przygotowywanych materiałów. Oj, terenoznawstwo, pomyślał druh Mulin, zaraz każą mi biegać po lesie, a do najbliższego lasu ze dwa kilometry. - Nie, nie - uspokoiła Mulina estetyczna druhna drużynowa. - To będzie zbiórka na szkolnym boisku. - Mulin odetchnął, bo jego ulubiony fotel i las to straszny kontrast. Jednak pomyślał chwilę. - Na boisku? Terenoznawstwo na boisku? - Mulin swym przenikliwym umysłem sam doszedł do wniosku, że pomimo wszystko, lepiej by było, gdyby ta zbiórka była w lesie. Patrzy, a tam już druhna stoi otoczona gromadką podopiecznych.
- Dziś będziemy mieli zbiórkę o terenoznawstwie. Terenoznawstwo to ważna technika harcerska… - Wiemy!!! - wykrzyknęli harcerze. - Zorganizujemy trzy zastępy. - Jak to trzy, jak mamy cztery! - znów wykrzyknęli harcerze i popatrzyli na siebie. - Połączymy dwa najmniejsze - ogłosiła drużynowa. - Nie, nigdy, przenigdy, my z nimi nie chcemy!!! - wrzask młodych gardeł było słychać nie tylko na boisku, ale pewnie na kilku sąsiednich ulicach. - Ale widzicie, mam tylko trzy busole. Muszą być trzy zastępy. - Mulin wpatrywał się ze zdumieniem w drużynową. Czy metoda harcerska już nic nie znaczy? Ale Mój Ulubiony Instruktor nie mógł zbyt długo wpatrywać się w estetyczną drużynową. Gra się zaczęła. Bo ta zbiórka to przede wszystkim gra. Na rogach boiska stała kadra. Zastępy przemieszczały się od jednego do drugiego przybocznego, którym pomagała dwójka harcerzy starszych. Od nich harcerze otrzymywali zadania: wyznaczali azymuty, rysowali szkice i pracowali na mapie. Druh Mulin postanowił wykorzystać wolną chwilę estetycznej drużynowej i zapytał: - Pewnie te zajęcia z terenoznawstwa harcerze zaliczają na stopień? - Nie, my stopni nie zdobywamy, może na obozie - To pewnie zdobywają jakąś sprawność związaną z terenoznawstwem? Będziecie organizować im zawody na orientację i muszą lepiej poznać mapę i wyznaczanie azymutów? - Nie, ta zbiórka to zbiórka z terenoznawstwa. Tak po prostu. - Druh Mulin, który bardzo chciał znaleźć się na swoim ulubionym fotelu z filiżanką kawy w ręku, zamyślił się. Bo czy warto zadawać pytania, jeżeli uzyskuje się odpowiedź “nie”? Ale zaryzykował. Ciekawość przeważyła: - A jakie zadania zespołowe ostatnio były zrealizowane w drużynie? - Zadania zespołowe? Nie. Ja z przybocznymi przygotowuję zbiórki. One są naprawdę ciekawe. - Cóż, Mulin jeszcze się dowiedział, że w ciągu minionych dziewięciu miesięcy ani jeden członek drużyny nie złożył przyrzeczenia i że to jest dobra drużyna, lepsza niż inne w hufcu. I po głowie druha Mulina, który nie był praktykiem, bo jak na fotelu być praktykiem, zaczęły latać dwa słowa: “instrumenty metodyczne”. I zaczął się zastanawiać, czy na pewno uczestniczy w zbiórce drużyny harcerskiej. Zastanawiał się, co on tam robi. Po co tam się znalazł. Aż doszedł do jednego możliwego wniosku: Pojawił się na tej zbiórce, by poznać estetyczną druhnę drużynową. I umówić się z nią na kawę, aby porozmawiać z nią o instrumentach metodycznych. Instrumentach na literę “i”.

Ś, czyli święta… (literki nr 8)

Mój Ulubiony Instruktor wreszcie ma odrobinę wolnego czasu, Nie, żeby go wcześniej nie miał, ale teraz ów wolny czas ma oficjalnie. Zbliżył się niespodziewanie kolejny długi weekend i druh Mulin postanowił przeznaczyć go na słodkie nicnierobienie. Dwie czerwone kartki w środku tygodnia. Pysznie. Dwa święta? A czy któreś z nich jest świętem obchodzonym hucznie w jego ulubionej organizacji? Kiedyś, dawno temu, był to 1 maja, później preferowany zaczął być 3. A już całkiem niedawno zachęcano członków niewielkiej organizacji druha Mulina, aby czcić 2 maja jako Święto Flagi. Musiało być smutno temu 2 majowi – tkwić tak bezużytecznie między ważnymi dwoma dniami. I co? Nawet tu czy ówdzie ten dzień jest obchodzony. Czyli gdyby tak ocenić, jest to święto tak na 50%.
Usiadł Mulin w swym ulubionym fotelu (znów coś ulubionego, trzeba się z tym pogodzić) i zaczął się zastanawiać, kiedy to jeszcze jego (tfu, tfu…) ulubieńcy mają swoje święta. Niedawno były imieniny Jerzego – tak, dzień świętego rycerza na koniu pokonującego smoka obchodzony był uroczyście w męskiej części organizacji. Dzień jakoś nieco zapominany. Ot, drugie święto na 50%.
Za to stuprocentowym świętem jest Dzień Myśli Braterskiej. Wszyscy członkowie Związku, nie bacząc, że to przecież dzień dziewcząt, obchodzą go, choć zupełnie inaczej niż chciała lady BP. Gdzie ten pens, gdzie ta (dziś polska) złotówka, zarobiona na wspólny światowy cel? Czy więc to prawdziwe święto? Czy takie z lekka oszukiwane? Powiecie, świat się zmienia. To prawda. Ale obszary biedy na świecie nadal są ogromne. I dobrze by było dołożyć swoją cegiełkę do polepszenia innym życia.
Jeszcze jakieś nasze święto? Tak, tak. Mój Ulubiony Instruktor zapadł się głębiej w fotelu. To 1 sierpnia. Święto stuprocentowe. Najważniejsze. I niech tak zostanie. Lubimy i chcemy obchodzić rocznicę naszej narodowej klęski. Co ciekawe, ponieważ to środek lata, w mieście stołecznym Warszawie święto chorągwi obchodzone jest w rocznicę kapitulacji powstańców – na samym początku października. Co najmniej dziwne.
O ile rozsądniejsze byłoby czczenie rocznicy powołania podziemnej organizacji druha Mulina na początku wojny. W dodatku że tego samego 27 września również jest rocznica zorganizowania zaczątków polskiego państwa podziemnego. Ładne święto, ale znów obchodzone na 50%.
I jest jeszcze jedna data, też świąteczna – dzień, kiedy ukazał się pierwszy rozkaz Andrzeja M. 15 maja. To symbol. Niektórzy twierdzą, że od tego dnia zaczęła istnieć ulubiona organizacja (choć jeszcze skautowa) druha Mulina. Co, wpiszemy kolejne 50%?
I kto jeszcze powie, jak traktować dzień 15 lipca, ten grunwaldzki, ten od Zawiszy Czarnego. Wspominać ów dzień, nie wspominać? Ważny? A może nie? No dobrze, wpiszmy znów 50% święta.
Dużo tego. Druh Mulin się zamyślił. Jak te wszystkie nasze świąteczne dni traktować? Bo to tylko cząstka. Ile jest jeszcze świąt regionalnych!!! I są święta państwowe. Stuprocentowe, pięćdziesięcioprocentowe… To jak? Świętować? Nie świętować? Mulin westchnął, zamyślił się jeszcze głębiej i po chwili nad fotelem usłyszeć było można leciutkie pochrapywanie…

W, czyli wódz skautowy (literki nr 7)

Mój Ulubiony Instruktor, rozkosznie zwany przez niektórych Mulinem, w sobotę, tydzień przed Wielkanocą, wziął udział w interesującym instruktorskim spotkaniu. Po powrocie do domu usiadł w swym ulubionym fotelu i zaczął się zastanawiać, czy warto o spotkaniu pisać, oceniać je, chwalić dyskutantów i dyskutantów ganić. Nie, o spotkaniu ani słowa - po co komuś się narazić. Zacznie się dyskusja, a tej Mulin boi się jak ognia. Wymaga aktywności, a przecież wygodniej jest siedzieć w fotelu i popijać kawę. Druh Mulin zdecydował więc, że zajmie się drobnym, ale kluczowym dla działalności jego ulubionej organizacji problemie, jakim jest harcerski, skautowy, autentyczny wódz. Sprowokowała go (jednak, jednak) wypowiedź jednego z instruktorów, snującego mądre refleksje na tymże spotkaniu.
Pomyślał, fakt - niechętnie, że teraz będzie myślał historycznie. Przypomniał sobie (a nie był Słoniem Trąbalskim), że dawno, dawno temu, jeszcze przed II wojną światową, gdy książki i broszury harcerskie mnożyły się jak grzyby po deszczu (a dziś zobaczyć to naocznie możemy dzięki reprintom wydawnictwa “Impuls”) i gdy Juliusz Dąbrowski wymyślił trzyletni “Wyścig pracy”, harcmistrz Adam Czyżewski napisał książeczkę “Na tropie wodza harcerskiego”. Kim jest dla instruktorów działających przed laty harcerski wódz? Czy to komendant hufca? Chorągwi? A może po prostu drużynowy? Nie, wodzem harcerskim, którego trzeba wychowywać, którego trzeba bezustannie kształcić, jest zastępowy! Tak, chodzi o wodza, kierującego swymi 5-8 harcerzami. Czyżewski pisze: “Wychowanie wodza zaczyna się w zastępie, najniższej komórce ruchu harcerskiego. Zastęp jako środowisko, w którym tworzy się harcerska dusza chłopca i rodzi się harcerski światopogląd, odgrywa w tworzeniu się indywidualności wodzowskiej rolę podstawową”. Mulin przeczytał te słowa i zastanowił się głęboko. Fakt, tylko głęboko Mulin umiał się zastanawiać. Najważniejszy wódz to zastępowy… Ciekawe.
W “Na tropie wodza…” autor pisze o bardzo szeroko rozumianym harcowaniu, obozowaniu, próbie dzielności, światopoglądzie, kształceniu metodycznym itd., itd. Nie pada jedno niezwykle ważne słowo, kluczowe dla owego zastępowego, tego, który ma w perspektywie zostać harcerskim instruktorem. Nie pada jedno ważne słowo “autorytet”. Przeczytał niegdyś Mulin tekst o braku w harcerstwie instruktorów posiadających autentyczny autorytet. Autorytet na poziomie Głównej Kwatery. Czy nie jest to tak, że ów autorytet musi budować młody, a później coraz starszy wódz harcerski przez całe życie? I dlatego w niektórych środowiskach harcerstwo funkcjonuje jakby w środku wulkanu. Oj, ileż takich wulkanów Mulin już się naoglądał… Brakuje ludzi z autorytetem, którzy potrafiliby demokratycznie porozumiewać się i demokratycznie kierować różnymi jednostkami harcerskimi. Tak - wódz z autorytetem. Ale pada tu ważne inne słowo - demokracja. I nieco inny problem. Na literkę “d”. Ile problemów z tym wodzem…
Mój Ulubiony Instruktor siedział w swym ulubionym fotelu i myślał (jak wiemy, myślenie nadal jest ulubioną czynnością Mulina), jakby to było pięknie, gdyby pracowały zastępy, szkolili się młodzi wodzowie i ci wodzowie mieli iwiedzę i umiejętności, i na dodatek autorytet. Mulin zamyślił się i po chwili z jego fotela zaczęło dochodzić cichutkie pochrapywanie. No bo ile można myśleć? Nie przesadzajmy…

K…, k…, konsultacje (literki nr 6)

Mój Ulubiony Instruktor podjął wielkopomną decyzję. Wyjdzie z domu i wypije kawę w kawiarni. Teraz kawiarnie są pełne pięknych starych kanap i foteli. Dlaczego nie wykorzystać możliwości, jakie daje mu dzisiejsze miasto? Czy fotel ma być tylko fotelem domowym? Ubrał się więc cieplutko, założył czapeczkę (bo kto wie, czy jakieś wiatr nie zawieje znienacka?) i powędrował w świat. Sam tego nie wymyślił, do pójścia do kawiarni został zmobilizowany.
Zaprosiła go druhna Wysokiego Szczebla, która miała do dh. Mulina jakąś prośbę. Co prawda realizacja jakichś próśb nie jest ulubioną czynnością dh. Mulina, ale czego się nie robi dla niektórych druhen. Pomińmy drogę do kawiarni, pomińmy myśli i pomysły druha M., jakie tradycyjnie mu się kłębiły i nieco z mózgu parowały. Niech już wejdzie do kawiarni, niech uśmiechnie się radośnie, następnie niech zobaczy uśmiech na ustach (i w oczach) druhny WS. No i oczywiście niech jeszcze zamówi kawę.
- Nie wiem, czy wiesz, ale szykujemy w Związku nieprawdopodobne zmiany, wprost rewolucyjne – zaczęła druhna i znów się uśmiechnęła. - Wyobraź sobie, naszych dwudziestu sześciu wspaniałych instruktorów przez ostatnie pół roku pracowało i wreszcie przedstawiło nam projekt nowatorskiego dokumentu. To “Wsparcie metodyczne i programowe kadry w Związku Harcerstwa Polskiego” – oczy druhny zabłysły jak dwie gwiazdki. – Wyobrażasz sobie, to nowe wsparcie zastąpi dotychczasowe, jakim były „Zasady wspierania programowo-metodycznego drużynowych w ZHP”. Ta nowa instrukcja nie będzie zawierała rozdziału poświęconego Odznakom Kadry Programowej!!! – Entuzjazm druhny WS dosięgnął zenitu, a właściwie kawiarnianego sufitu i o mało go nie przebił.
- I wyobraź sobie, że to nie koniec naszych sukcesów. Konsultujemy też regulaminy mian kadry wspierającej. Rozumiesz? Te miana określają stopień kompetencji kadry w zakresie zagadnień wspierających działanie wychowawcze organizacji, takich jak np. promocja, finanse, zarządzanie majątkiem. Są stopniowalne i mogą być ścieżką rozwoju zarówno kadry wspierającej, jak i wychowawczej w zakresie kompetencji specjalistycznych. Miana oparte są o Mapę Kompetencji. To nowe narzędzie, dzięki niemu nasza kadra wspierająca będzie już wiedziała, czy jest kompetentna, czy nie.
Druhna o mało się nie zachłysnęła z zachwytu nad sprawnie płynącym z jej ust potokiem słów. A oczy druhny błyszczały już nie jak dwie gwiazdy, lecz dwa słoneczka. – I to nie koniec! – prawie wykrzyknęła druhna Wysokiego Szczebla, aż dwóch przytulonych do siebie chłopaków odsunęło się od siebie. – Mamy jeszcze propozycje zmian w Mapie Kompetencji. Pamiętasz, Mapa jest narzędziem tworzonym przez specjalistów, wspierającym indywidualny rozwój kadry w zakresie kompetencji specjalistycznych, mających na celu wsparcie procesu wychowania prowadzonego w gromadach i drużynach. Kolejne poziomy rozwoju według Mapy Kompetencji oznaczają coraz wyższy poziom wiedzy i umiejętności z danej dziedziny!!! Rozumiesz, jakie to wspaniałe?
- Mulinku, mój drogi – druhna już była znacznie spokojniejsza. – Przeczytasz? Zrecenzujesz? Ocenisz? To kluczowe dla nas dokumenty, najistotniejsze, najważniejsze… Chcemy, aby były one doskonałe…
Dh Mulin spojrzał na swój kubek z kawą i zobaczył w nim dno. To smutne. To dno. Mulin spojrzał w oczy druhny Wysokiego Szczebla i skinął głową.

Next Page »