Adam Czetwertyński

Harcerstwo (208) Kuchnia (25) Kultura (282) Polityka (38) Pożegnania (40) Szkoła (74) Varia (112)

Archiwum kategorii: 'Harcerstwo'

O tym samym nie tak samo

Kłopoty, jakie przeżywały w ostatnim czasie (i przezywają nadal) nasze władze naczelne, nie wynikają jedynie z błędów, jakie popełnili (i popełniają) instruktorzy kierujący organizacją. Wydaje się, że są one efektem naszego stosunku do różnych wydarzeń i sytuacji, jakie w ZHP miały i mają miejsce. Nie będę tu pisał, czy dobrze, czy źle się stało, iż mamy na kilka miesięcy przed zjazdem związku nową Główną Kwaterę, której członkowie (z wyjątkiem Naczelnika) nie posmakowali wcześniej ciężaru odpowiedzialności za współkierowanie dużą organizacją, jaką jest ZHP, nie mają doświadczenia i muszą się w tempie przyspieszonym uczyć, uczyć, uczyć…
Zajmę się stylem pracy, jaki zauważyć można w działalności instruktorów nie tylko harcerskiej centrali, ale i w chorągwiach i hufcach. Stylem, który nas dzieli. A granica między naszymi postawami i ocenami jest czasem niezauważalna. Dlatego, nie dziwcie się, wyostrzę nieco opinie, z jakimi się spotkałem.
Popatrzmy na przykład na nasz stosunek do organizacji Jamboree 2027 – wielkiego sukcesu, realizacji marzeń instruktorskich pokoleń.
Instruktor A: - Stoi przed nami ogromne, niewyobrażalne zadanie. Musimy na jego realizację zdobyć środki, jakich nie mamy. Oby nasza organizacja nie przewróciła się realizując to zadanie, bo przecież do organizacji Jamboree potrzebujemy setek wolontariuszy. Czy zostaną nimi dzisiejsi drużynowi? Jeżeli oni, to kto prowadzić będzie drużyny? Zastanówmy się i przystąpmy do działania. Choć zjazd tak blisko, to będzie ważne zadanie dla nowej Głównej Kwatery.
Instruktor B: - Stoi przed nami ogromne, ambitne zadanie. Już za dwa tygodnie opublikujemy propozycje programowe dla naszych zuchów, przecież to one będą uczestnikami Jamboree. I koniecznie musi ruszyć sztab organizacyjny. Wykorzystamy doświadczenia tych instruktorów, którzy włączyli się do przeprowadzenia zlotu w 2018 r. i przygotowania Europejskiego Jamboree. Przedstawimy nasze propozycje Głównej Kwaterze…
Tak, to fikcja literacka. Ale w każdej fikcji jest odrobina prawdy. Więc teraz mój literacki stosunek w sprawie Systemu Instrumentów Metodycznych.
Instruktor A: - Druhny i Druhowie, nasze władze naczelne przyjęły zmiany w SIM. To bardzo dobre zmiany. Na przykład powinno wreszcie ruszyć w organizacji zdobywanie sprawności. Są tam jednak nowości, takie jak wyzwania, które, jak wiecie, budziły różne kontrowersje. Na szczęście nie muszą one być realizowane. Na razie spokojnie podchodźcie do tych nowinek, analizujcie je, sprawdzajcie, pewnie za rok będziecie wiedzieli, jak stopnie w drużynach zdobywać zgodnie z zaproponowanymi wymaganiami.
Instruktor B: - Druhny i Druhowie, nasze władze naczelne przyjęły zmiany w SIM. To bardzo dobre zmiany. Jest tam na przykład nowość – wyzwania, bo to, że zadania zespołowe nazywać się będą jednolicie tropami to banał. Nowy SIM to system wspaniały i ujednolicający pracę gromad i drużyn. A więc do pracy! Gdy popatrzycie do internetu, znajdziecie tam szereg materiałów, także wzorów książeczek/broszurek, które można wydrukować i przekazać naszym zuchom i harcerzom. Niech zaczną natychmiast według nowego SIM zdobywać gwiazdki, stopnie i oczywiście sprawności!
Cóż, do każdego tematu można podejść tak samo, a jednak trochę inaczej. Jeżeli chodzi o mnie, to chciałbym w naszym działaniu zobaczyć nieco szaleństwa i twórczego entuzjazmu. Chyba go nam jednak dziś, w czasie pandemii, która się wszak nie zakończyła, brakuje.

Oj, niedobrze się dzieje

Zmartwiłem się. Nie po raz pierwszy. Źle się dzieje we władzach naszej organizacji. I trudno jest zrozumieć, dlaczego w takiej formie toczy się walka na szczytach. Patrzę na to ze zdumieniem. Bo nie jest to sytuacja, kiedy w latach słusznie minionej epoki wewnątrz naszej organizacji mieliśmy opozycję. Opozycję mającą swój program, prezentującą konkretne idee, doskonale wiedząca, jakiego harcerstwa chce dla swoich wychowanków. Ta opozycja w sprzyjającej sytuacji przekształciła się w dwie organizacje: ZHR i ZHP-1918, które to organizacje połączyły się i dziś działają jako ZHR. Mogę się nie zgadzać z koncepcją powołania tej organizacji, ale rozumiem, dlaczego jej instruktorzy odeszli z ZHP.
Dzisiejszej sytuacji nie da się wyjaśnić prosto, jasno i zrozumiale. Mamy dwa plemiona - oba chcą, abyśmy byli prawdziwym lepszym harcerstwem. Jest pewne niewielkie pęknięcie, widoczne na pierwszy rzut oka. Jedno z nich jest bardziej skautowe, drugie swą nowoczesność widzą bardziej tradycyjnie. Widać to po stosunku do decyzji w sprawie decyzji organizacji skautowych zrzeszonych w WOSM. Plemię pierwsze jest zachwycone, ileż możliwości wychowawczych się otwiera! Drugie plemię z dystansem podchodzi do organizowania Jamboree. Ileż to trudu, ileż zadań. Czy damy radę?
Albo stosunek do nowego Systemu Instrumentów Metodycznych. Plemię pierwsze mówi: - To wspaniale, zabieramy się od września do realizowania nowych stopni i sprawności. Sprawdzimy, czy sensownym instrumentem metodycznym są tropy. - Drugie plemię mówi: - Spokojnie, musimy przeszkolić chorągwie, hufce a później drużynowych. Muszą przecież zrozumieć, że niektóre instrumenty są obowiązkowe a niektórymi to możecie ale nie musicie się zajmować.
Ostatnio to plemię zauważyło, że można temu pierwszemu zaszkodzić, przekazując jakiś bezsensowny wniosek do prokuratury. Bo przy okazji można zawiesić kilku instruktorów (tych bardzo ważnych) plemienia pierwszego. W ten sposób ci zawieszeni nie będą mogli zostać delegatami na zjazd ZHP. Fajne? Prawda? I dzieje się to wszystko zgodnie z prawem. Ciekawe, że nie zajmuje się tymi nonsensownymi zarzutami Sąd Harcerski. Pewnie członkowie sądu zostali uznani przez plemię drugie za członków plemienia pierwszego.
I wszyscy bawią się pod hasłem: Róbmy lepsze harcerstwo

Żal i nadzieja

Wśród części instruktorów naszego Związku smutek. Nie mamy starej Głównej Kwatery, mamy nową. Ja też jestem zmartwiony. Nie przekonuje mnie opinia, że należało Naczelniczkę jak najszybciej odwołać, bo sobie nie radzi z finansami naszj organizacji i mogłaby popełnić kolejne błędy. No nie - dla jednych sobie nie radziła, inni uważali, że jej (i całej Głównej Kwatery) decyzje były właściwe. Ta szybkość, to natychmiastowe odebranie mandatu Ani nie tylko smuci, ale i niepokoi. Zwolennikiem doprowadzenia do zjazdu zwykłego pod wodzą poprzedniej GK (tej z Anią na czele) byli delegaci na zjazd - to oni potwierdzili mandat naczelniczce na zjeździe nadzwyczajnym półtora roku temu. Zwolennikami przerwania kadencji była większość Rady Naczelnej (niewielka to była przewaga - jednego głosu). Cóż, okazało się, że Rada jest silniejsza niż Zjazd. I efekty mamy, jakie mamy.
Nowa Główna Kwatera musi mieć kłopot. Naczelnik boryka się z problemami własnościowo-finansowymi. I nic dziwnego, przecież to był podstawowy powód odwołania Naczelniczki i jej GK z funkcji. Ma pełnomocnika, który nie budzi zaufania części Związku. Bo jakoś nie do końca wiadomo, czy jest on czynnym instruktorem naszej organizacji. Pewnie w trakcie kolejnej zbiórki Rady Naczelnej się to okaże. Członkowie nowej GK przez dotychczasowych instruktorów działających na szczeblu centralnym zostali przyjęci chłodno. Nie dziwmy się temu. Objęcie nowej funkcji nie sprawi przecież, że dana osoba zmieni swą postawę czy nagle uzyska jakąś nadzwyczajną wiedzę o organizacji. Chłód jest zrozumiały - zmieniono przecież szefów, z którymi byliśmy zżyci, których po prostu lubiliśmy. W jednej z “moich” instruktorskich sfer zmieniono mi członka GK. którego znam od wielu lat z z którym mogliśmy (gdybyśmy potrzebowali) porozumiewać się bez słów. Chyba nie tylko mnie jest przykro, że nasza współpraca tak nagle została urwana. Inni są w podobnej sytuacji.
Nic to, życie toczy się dalej, muszę (musimy) mieć nadzieję, że nie będzie gorzej. Bo w to, że będzie lepiej, niestety nie wierzę.

List do Rzeczniczki ZHP

Droga Druhno Martyno,
Z pewnym opóźnieniem przeczytałem newsa, zamieszczonego na stronie www.zhp.pl. News jest bardzo ważny, gdyż autor (autorka?) prezentuje rozmowę przedstawicieli organizacji harcerskich z Prezydentem RP. Lecz nie dlatego zaprzątam czas Druhny, by napisać, że cieszę się, iż taka rozmowa się odbyła.
Ja chciałbym zwrócić uwagę na jedno, wydaje się kluczowe jedno zdanie. Brzmi ono: “Dzisiejsze pokolenie młodych ludzi będzie nieproporcjonalnie dotknięte długotrwałymi konsekwencjami pandemii a harcerstwo będzie musiało wesprzeć młodzież”. Tak. To niesłychanie ważne, aby nasze społeczeństwo, w tym młodzież, była proporcjonalnie dotknięta konsekwencjami pandemii. Powinniśmy więc jako organizacja wspierać młodych ludzi, by konsekwencje były jak najbardziej proporcjonalne. Bardzo mnie to cieszy, aczkolwiek smuci, iż nasza organizacja nie będzie chciała skracać owych długotrwałych konsekwencji.
Uważam jednak, że w trakcie spotkania z Prezydentem nie do końca nasi przedstawiciele właściwie zaprezentowali naszą rzeczywistość. Chyba że najważniejsze są konsekwencje długotrwałe. Bo jeżeli chodzi o konsekwencje krótkotrwałe, to nieproporcjonalne konsekwencje pandemii dotykają starsze pokolenie. To wśród tego pokolenia koronawirus zbiera największe żniwo. A wszak wśród członków naszej organizacji mamy wielu seniorów. Czy o nich zapomniano?
Nic to, nie przejmujmy się seniorami. Najważniejsze, że harcerstwo będzie wspierać młodzież w walce z nieproporcjonalnymi konsekwencjami pandemii. Wspierajmy młodzież, by, jak czytamy w newsie, przede wszystkim proporcjonalne były: żałoba, samotność i problemy ze zdrowiem psychicznym.
hm. Adam Czetwertyński
redaktor

B jak biwak (literki nr 24)

Filiżanka kawy była już całkiem zimna, a z ulubionego fotela Mojego Ulubionego Instruktora dochodziły dziwne dźwięki - ni to posapywanie, ni to cichutkie chrapanie. Tak, Mulin zdrzemnął się. Na dodatek przyśniła się mu rzecz cudowna - biwak w którym bierze on udział wraz z członkami jego ulubionej organizacji. Noc, szumiący w pobliżu potok, płonące niewielkie ognisko i małe namioty rozbite wokół. Piękny sen… Ale wszystko co miłe, musi się kiedyś skończyć. Więc Mulin wyszedł ze swego snu i po prostu się obudził. - Piękny obraz, właściwie mógłbym go namalować - głośno powiedział sam do siebie. - Tylko zdolności nie mam. Także malarskich, co by to był za obraz z tym ogniem przeze mnie namalowanym.
Dlatego Mulin zaczął sobie przypominać takie prawdziwe biwaki, w których uczestniczył. Kawa dalej stała, a Mulin myślał i myślał. Dlaczego tych biwaków było tak mało? No tak, w czasach, gdy Mulin był piękny i młody, w jego ulubionej organizacji takich lekkich, nieprzemakalnych namiotów nie było. Ale biwaki? Jakie zapamiętał? Tak, z obozu wędrownego w Rumunii. Co wieczór trzeba było rozbijać biwakowisko. Tylko w Suczawie i Bukareszcie były zarezerwowane miejsca w schronisku. Mulin zamyślił się. Jak to było za rządów strasznego satrapy, że gdzieś pod lasem na zapuszczonej łące polscy harcerze siedzieli przy ognisku i śpiewali tak, że głosy ich musiały dochodzić do pobliskiej wsi. A jak było w Czechosłowacji? Podobnie.
Ale krajowych biwaków jak na lekarstwo… Sobota w szkole, późnym popołudniem wyjazd a w niedzielę trzeba wracać. I to jeszcze tak, by choć przez chwilę spojrzeć do zeszytów, co tam jest zadane na poniedziałek… Mało, oj jak mało było tych biwaków w czasie roku szkolnego. Ale były.
Kawa Mulina smakowała, jakby wyjęto ją z lodówki. Oj, o tych wycieczkach i rajdach warto by było powspominać. Ale czy da się o wszystkim wspominać przy jednej kawie?

Next Page »