Adam Czetwertyński

Harcerstwo (178) Kuchnia (22) Kultura (263) Polityka (37) Pożegnania (26) Szkoła (74) Varia (104)

Archiwum kategorii: 'Harcerstwo'

Zabawmy się w literkę “q”

W marcu? O obozie? Tak, Mój Ulubiony Instruktor, po prostu Mulin usiadł przed komputerem i zaczął rozmyślać. Trzeba zacząć pisać plan pracy. Obiecał przecież całemu szczepowi przedstawić koncepcję programu jeszcze w marcu. A marzec się kończy. Siedział więc przed komputerem i wpatrywał się w klawiaturę.
Takie wpatrywanie w klawiaturę daje nieprawdopodobne efekty. Na przykład z lewej strony na górze jest literka „q”. Co ona tam robi? Taka nieużywana na co dzień. Może by ją jakoś wykorzystać? Obrzędowość niewykorzystanej litery? Mało. Może więc obóz nazwać „Quo vadis?” i zaproponować obrzędowość z pierwszego wieku naszej ery? Niech będzie rzymski. Z Neronowych czasów. Tu druhowi Mulinowi zaświtał cudowny pomysł: Będziemy na obozie organizować uczty dla kadry. Takie w stylu Poloniusza. Tylko czy harcerze będą potrafili wybudować odpowiednie leżanki, bardzo wygodne, aby głowa była lekko uniesiona, a całe ciało leżało swobodnie, w pozycji relaksacyjnej? Jak dobrze, pomyślał, że nasz 10 punkt Prawa jest zmodyfikowany, musimy być wolni od nałogów, więc w trakcie uczty będzie można beznałogowo napić się wina (oczywiście rozrzedzonego wodą, na modłę starożytnych). Wtedy przypomniał sobie liczne warsztaty, które w organizacji przeprowadza druhna E. Przecież taka uczta to dużo nagości i, nie daj boże, jakiś zły dotyk. Nie, wino winem, może być. A dotyk dotykiem - niedozwolony. Nie można pójść w tę stronę. Absolutnie.
No dobrze, ale może wymyślić coś dla harcerzy? Jakieś wyzwania? Wyobraźnia druha Mulina zaczęła pracować na najwyższych obrotach i gdyby ktoś siedział obok niego, przestraszyłby się, gdyż mój ulubiony druh krzyknął „Eureka!”. (Czy zauważyliście, że dh M. jest wielce edukowany? „Q” skojarzyło mu się z powieścią Sienkiewicza, pamiętał imię ważnego w tej powieści bohatera i znał obce słowo, zupełnie jakby wiedział, co odkrył Archimedes). Niestety dh M. nie przebywał w wannie, więc nie mógł w pełni naśladować słynnego Greka. Jego myśli pobiegły w kierunku Rzymu i aktualnych naszych obozowych problemów. Dwie pieczenie przy jednym ogniu! Zainscenizujemy wielki pożar Rzymu i przećwiczymy ewakuację obozu! Niech harcerze uciekają do jeziora wcześnie wyznaczonymi (oczywiście krepiną) ścieżkami ewakuacyjnymi. Tylko czy jest sens palić cały las? Może tylko kawałek? Może tylko jakiś namiot? Druh M. się zamyślił. A jeżeli moja rada obozu zdecyduje, że to ma być mój namiot? Ja się będę z godnością ewakuował, a tam spłoną wszystkie moje najważniejsze papiery. Mulin się zamyślił. To chyba nie będzie dobry pomysł. Nie, pożaru Rzymu nie będzie.
Ale ale, już wiem! – na twarzy Mulina zakwitł uśmiech. Będziemy mieli katakumby! Będziemy je budować od pierwszego dnia obozu. Wykopiemy znakomite, najlepsze na świecie, umocnimy je lepiej niż okopy budowane przed I wojną światową na Linii Maginota. Będziemy mieli miejsca pełne tajemnic, miejsce prawdziwej harcerskiej służby, miejsce, gdzie odbywać się będą mogły nasze cudowne, ważne w naszej organizacji obrzędy. I najważniejsze! Wreszcie będziemy mieli miejsce łączący piękne z pożytecznym. Tam będą pracować wszyscy, którzy coś na obozie przeskrobali. Karniaki do katakumb! Och, jakie to będzie piękne!
Druh M. zaczął sobie przypominać dawne karniaki. Te drobne, jak przysiady i pompki. Te średnie, jak mycie garów i przy okazji menażek kadry i te poważniejsze, jak stanie przez trzy godziny pod masztem z ciężkim plecakiem na plecach. To było takie niemądre. Kopanie katakumb. Tak, to jest to. Darujemy sobie ucztę u Poloniusza, darujemy pożar Rzymu, ale katakumby przeważają! Musimy na obozie bawić się w literkę „q”, w „Dokąd zmierzasz?”. To będzie świetna zabawa!

Ważne rocznice

Sto lat temu miały miejsce dwa bardzo ważne wydarzenia. Jeden z nich dotyczył wszystkich nas, którzy mieszkali na polskich ziemiach – po 123 latach odrodziła się wolna Ojczyzna - Polska, którą nazywamy także II Rzeczpospolitą. Drugie wydarzenie dotyczyło tylko części polskiego społeczeństwa, szczególnie młodszej jego części – organizacje skautowe/harcerskie, które powstały na terenach wszystkich trzech zaborów, postanowiły się połączyć w jeden Związek Harcerstwa Polskiego.
I od tego czasu losy Polski i naszej organizacji są ze sobą ściśle powiązane. Harcerki i harcerze są wszędzie tam, gdzie Polska tego potrzebuje. Biorą udział w walce z bolszewikami w roku 1920, wychowują pokolenia młodzieży w dwudziestoleciu międzywojennym, i to jak wychowują! Walczą z hitlerowcami, odbudowują Polskę po tragedii II wojny światowej, cierpią z całym społeczeństwem w okresie stalinizmu, są sojusznikiem szkoły w Polsce Ludowej i współcześnie zanim jeszcze Polska weszła do Unii Europejskiej - weszli do wielkiej rodziny skautowej.
My, harcerki i harcerze odzwierciedlamy wszystko to, co dobrego i co złego działo się w naszym społeczeństwie i z naszym społeczeństwem.
A historia jest nauczycielką życia. Dlatego tak często i tak dużo mówię i piszę o tym, że trzeba znać historię Polski i historię ZHP. Dużo wiedzieć o tych, którzy Polskę budowali i którzy za Polskę oddawali życie. Wzorować się na nich, być takimi, jak oni. Bo jak inaczej być harcerzem?
Dla naszych poprzedników ważne były słowa: patriotyzm, służba, braterstwo. I cechy te są nadal dla nas ważne. Pamiętajmy o tym, gdy mówimy o ostatnich stu latach Rzeczpospolitej Polskiej i Związku Harcerstwa Polskiego. Bo przed nami kolejne lata. I oby były to lata sukcesów – naszej Ojczyzny i naszego ZHP.

O druhu Stefanie

Zmarł druh Stefan. I tego faktu nic nie zmieni. Żegnamy go bardzo uroczyście. Otrzymuję sygnały z całej Polski, że był on instruktorem cenionym, znanym i zasmucił dziesiątki instruktorów. Druh Stefan był człowiekiem solidnym, rzeczowym, niezwykle konkretnym. Ale czy zawsze?
Ach, te dziewczyny
Te dziewczyny, nasze młode instruktorki (no, nie wszystkie) wpatrywały się w druha Stefana jak w bóstwo. Zawsze mnie to dziwiło, co one w nim widzą. Taki ostry nieduży facet. Fakt, w tamtych latach bardzo przystojny. Ale te cielęce oczy wpatrzone w stronę gabinetu w Aninie to coś przedziwnego. O ile byłyby krótsze mityczne już dziś kolejki we wtorki i piątki do druha komendanta, o ile by były krótsze, gdyby nie druhny, które miały tak wiele spraw do załatwienia z komendantem.
Ach, te kolejki
Tak, kolejek nie dało się uniknąć. Przecież komendant kierował hufcem, całym hufcem, który w pewnym momencie liczył 10 tysięcy członków. Myśmy mu tylko pomagali. Ale każdą decyzję, niezależnie od tego, czy dotyczyła całego hufca, czy problemów kadry w szczepie, podejmował osobiście. Wiedział wszystko i pamiętał wszystko. Jak on to robił? Bo przecież nie miał komputera, gdzie mógłby zapisywać różnorodne dane. Nie da się ukryć, że do końca życia zachował znakomitą pamięć. Taki był pięćdziesiąt lat temu, taki był w ostatnich miesiącach.
Ach, te uczucia
Ale czasami druh Stefan mnie zadziwiał. W latach młodości wracałem z druhem komendantem do Warszawy jednym z jego pierwszych samochodów (wcześniej jeździł na motocyklu). Wracała ze mną też pewna druhna. Siedziała ona na przednim siedzeniu. I cóż ja widzę? Ręka druha komendanta spoczywa na kolanie druhny. Nie powiem, byłem zazdrosny, ta druhna podobała się nie tylko komendantowi, ale i mnie. Uczucie komendanta było chyba jednak dość platoniczne, wszak bacznie patrzyła na swojego męża druhna Cytryna.
Ach, te zdjęcia
Naszemu komendantowi często robiono zdjęcia. I (to już był wiek XXI) w jednym z popularnych tygodników ukazała się opowieść o gwałcicielu małoletnich dziewczynek. Opowieść ta była ilustrowana zdjęciem… druha Stefana. Fakt, z zasłoniętymi oczami. Ale w mundurze instruktorskim, z krajką - druh Stefan był rozpoznawalny. Poszliśmy we dwóch do redakcji, porozmawialiśmy. Jaką sumę odszkodowania otrzymał druh Stefan za swe zdjęcie - nie wiem. Ale był usatysfakcjonowany.
Ach, te pieniądze
Drugi raz zasłużyłem się druhowi Stefanowi, gdy jako radny Warszawy wystąpiłem o przyznanie mu nagrody miasta stołecznego Warszawy. Uważałem, że komu jak komu, ale jemu taka nagroda się należy. Rada Warszawy głosowała “za” i druh Stefan poza dyplomem otrzymał jeszcze 10 tysięcy gotówki. To była taka moja mała satysfakcja - w ten sposób ja uhonorowałem naszego komendanta.
Ach, te wspomnienia
Nie będzie tu opowieści o sprawach przykrych, których nie da się zapomnieć. Niech sobie przysychają, o niektórych kiedyś pisałem. Ale wracać będę do nich jak najrzadziej. Było, minęło.

Kolorowa organizacja?

Muszę przyznać, że tego nie rozumiem. ZHP jest od pewnego czasu atakowany za… bycie organizacją, w której przestrzega się Prawa Harcerskiego, w której za brata uważa się każdego innego harcerza, atakowany za to, iż jest związkiem… tolerancyjnym. Za bycie organizacją otwartą i skupiającą także osoby, które mogą chcieć (upraszczając) brać udział w paradach wolności.
Rzecz w tym, że jakaś mało znana, czyli także mało znacząca organizacji, “wykryła”. iż w ZHP promuje się homoseksualizm i wszelkie “zboczenia” z tym związane. Że jest tęczową organizacją. Czytelnikom niniejszego tekstu zwracam uwagę na cudzysłowy, bo jeszcze ktoś chciałby poprzednie zdanie przeczytać wprost. Organizacja ta apeluje do nas, byśmy wrócili na właściwą skautową drogę cnoty. Rozumiem, że ktoś niezwiązany z harcerstwem ma jakąś wizję naszych postaw, zachowań, zasad. Kto to jest? Dlaczego tak się nami interesuje? Chce nas zmienić? Nie wiem i nawet za bardzo wiedzieć nie muszę. Ktoś swoimi buciorami wchodzi do mojego domu i głośno krzyczy: - U was obrazek na ścianie wisi krzywo, natychmiast go poprawcie! - Ba, zaczyna wysyłać do mojej rodziny i znajomych listy w tej sprawie. Wywierać nacisk na pojedyncze osoby… Pokazuje, że inne organizacje harcerskie są lepsze.
Być może jacyś instruktorzy w jakimś środowisku napisali i opublikowani niefortunne sformułowanie dotyczące tolerancji. Po pierwsze być może, po drugie nie reprezentują oni całej organizacji. Być może zaproszenie Roberta Biedronia, człowieka bardzo w Polsce popularnego, na spotkanie na zlocie w Gdańsku było niefortunne. Po pierwsze być może, a po drugie jeżeli nie mamy zapraszać takich ludzi jak Biedroń, to kogo? Grupka naszych instruktorów brała udział w warszawskiej Paradzie Równości. I dobrze. Bo dlaczego nie?
Tak na marginesie, gdybyśmy mieli w ZHP zapraszać i nie zapraszać osób w zależności od opinii wypowiadanych przez ludzi z jakiejś organizacji “protestującej”, to być może nie powinno być u nas Prezydenta, Premiera, a może zespołów szantowych?
Ktoś nas nie lubi. Jest homofobem. Znalazł sobie temat i chce nam szkodzić. Po co? Dlaczego? Czy tylko, by na tym proteście zarobić (bo organizuje przy okazji zrzutkę pieniędzy na prowadzenie owych protestów)? I zagajmy sobie banalne pytanie: - Kto za tym stoi? - Nie wiem i wiedzieć nie chcę. Cóż, przyszło nam bronić poglądu, że białe jest białe a czarne jest czarne. Czy ten pogląd w naszym społeczeństwie jest do obronienia?

Pod tęczową flagą

W ZHP padają stare pytania. Czy osoba homoseksualna może być drużynowym/drużynową? Co na to rodzice? Jeżeli gej jest drużynowym i nikt o tym nie wie, to może sobie być, a gdy się ujawni, to dla jednych nie ma problemu, a dla innych jednak problem istnieje? A lesbijka? I jak to jest w harcerstwie - na przykład na obozie - czy nieobyczajne zachowanie dziewczyny i chłopaka (na przykład nocne wizyty oboźnego u komendantki) jest akceptowane, a nieobyczajne zachowanie dwóch pełnoletnich chłopaków (śpią w jednym namiocie na jednej pryczy) - nie? A może oba takie zachowania powinny być przez wszystkich traktowane jako naganne? Także przez rodziców i całą kadrę instruktorską? Odpowiedź na te pytania jest prosta.
Jakiś czas temu w prowadzonym przeze mnie kursie drużynowych brał udział W. Sympatyczny, inteligentny, zainteresowany teatrem. Zaczął prowadzić drużynę artystyczną, coś mu nie wyszło, odszedł z harcerstwa. Po kilku latach stał się twarzą warszawskich homoseksualistów. W. był przed laty kandydatem na dobrego instruktora, choć (co było widać na kursie) osobą nadwrażliwą. Jego późniejsza kariera świadczyła, że był urodzonym przywódcą. Ciekawe, czy byłby dobrym drużynowym.
Po raz trzeci w tym roku grupa członków naszej organizacji uczestniczyła w warszawskiej Paradzie Równości. Bez mundurów, ale z harcerskimi/skautowymi chustami. Wywołuje to dyskusję. Przy okazji tejże parady Helena, warszawska młoda instruktorka, zaprezentowała się publicznie jako osoba biseksualna. Pada pytanie, czy harcerze powinni uczestniczyć w takich imprezach? Nawet jeśli ta impreza w pełni jest zgodna z Prawem Harcerskim. Bo harcerz jest pogodny, bo harcerz w każdym widzi bliźniego. Wydaje mi się, że nie to jest najistotniejsze. Harcerz powinien stać w obronie słabszych. Nie da się ukryć, że środowisko LGBT są dziś słabsze, ciągle nie ma równych praw. I w takim kontekście w radosnym święcie tej społeczności instruktorzy harcerscy spokojnie mogą brać udział. Przecież zupełnie nieistotne jest, jaka jest orientacja seksualna osób w paradzie uczestniczących. To jest parada równości. Dlatego kilka razy proponowałem jednemu z naszych harcerskich vipów: - Pójdźmy na paradę za rok. - Na razie się nie zgodził. Będę nad nim pracował.
PS I mamy jeszcze dwie kłopotliwe dyskusje. Jedna wokół poglądów byłego komendanta Hufca Łowicz. Druga dotyczy wychowania duchowego w ZHP. Za mało wiem, aby się w tych sprawach wypowiadać. Ale jeszcze wszystko przede mną.

Next Page »