Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (104)

Archiwum kategorii: 'Harcerstwo'

Ten dziesiąty

Tak, dziś będzie o dziesiątym punkcie Prawa Harcerskiego. Tym, który nie tak dawno zmieniony został przez zjazd ZHP. Będzie o tym punkcie i przedziwnym jego rozumieniu. Nie będę się zajmował historią harcerstwa, Małkowskim, Szarymi Szeregami, statutami - przedwojennymi i powojennymi. Nie zajmę się także Prawem Harcerskim obowiązującym w ZHP poza granicami Kraju. Choć warto, bo bardzo podobne jest do tego funkcjonującego w dzisiejszym ZHP. Porozmawiamy o tym punkcie, który jest zmodernizowany, zdaniem jednych - poprawionym, zdaniem innych - popsutym. Ten punkt powinniśmy interpretować. Oczywiście dlatego, że obowiązuje nas dziś, ale będzie (chyba) obowiązywał nas jutro i pojutrze. Brzmi on: “Harcerz pracuje nad sobą, jest czysty w myśli, mowie i uczynkach; jest wolny od nałogów”.
Zaczyna się ta cząstka harcerskiego prawa od sformułowania zobowiązującego harcerza do pracy nad sobą. Fakt, wszystkie poprzednie punkty też do pracy nad sobą zobowiązują. Ten jakby pointuje, zamyka tamtą dziewiątkę. Praca nad sobą - bycie coraz lepszym; we wszystkich sferach. Tej intelektualnej, tej fizycznej, tej duchowej. To proste. Często mówimy w harcerstwie o stawianiu wyzwań. Tak, to praca nad sobą przez stawianie wyzwań.
Przy okazji rozmowy o zmianie 10. punktu Prawa zdumiał mnie pewien młody, aczkolwiek pełnoletni od jakiegoś czasu instruktor. Stwierdził, że bardzo się cieszy z tego nowego zapisu. Będzie teraz swoim harcerzom powiedzieć, że lubi sobie strzelić malucha, po zbiórce pójść na piwo a dziewczyną usiąść i wypić butelkę dobrego wina. No, może troszkę tu fantazjuję, ale ogólna wymowa jego wypowiedzi była właśnie taka. Instruktor ten stwierdził, że nie musi już nikogo oszukiwać. Nie musi być (jak poprzednio) dwulicowy. Mówić harcerzom, że alkoholu nie pije, co prawdą nie było.
Porozmawiajmy na serio. Opowiadanie harcerzom o własnych nałogach lub nawet o ulubionych napojach wyskokowych jest skandalem. Granica między nałogiem a przyjemnością wypicia jednego piwa jest cienka. Ów instruktor zupełnie zapomniał, że ma być wzorcem dla swoich harcerzy (i harcerek też). Nie widzi, że działa w środowisku, gdzie mieszka sporo rodzin patologicznych, że abstynencja szczególnie tam powinna być tam propagowana.
Zastanawiam się, czy ten instruktor umawia się ze swoimi harcerzami (i harcerkami także), że gdy skończą osiemnaście lat, pójdzie z nimi po zbiórce na piwo (ma on swoje zasady - na zbiórce będzie trzeźwy, dopiero później może sobie używać życia). Czy zatem pracuje nad sobą? Oczywiście nie. Czy jest czysty w myślach? Wątpię.
W jego przypadku sens miałoby tylko jedno stwierdzenie: - Mam pewną niedoskonałość, jestem w pewnej dziedzinie swego życia mało harcerski. Będę się starał zwalczać moje nienajlepsze postawy, moje słabości. Opracuję moją indywidualną ścieżkę rozwoju i będę nią kroczył. - Ale tak nie jest. On jakby szczycił się swoją nieharcerską postawą.
Do pracy nad sobą zachęcałbym owego druha - ekshibicjonistę i innych druhów podobnie myślących. Powtórzę - pracujmy nad sobą, starajmy się dla naszych wychowanków być wzorcem. Instruktor z papierosem w zębach i butelką piwa w ręku takim wzorem nie był, nie jest i nie będzie. Nigdy. Przeczytajcie ze zrozumieniem 10 punkt harcerskiego prawa. Ze zrozumieniem.

Biwaki

Nie tak dawno Główna Kwatera ZHP zatwierdziła instrukcję, w której spisano zasady funkcjonowania gromad, drużyn, kręgów, klubów. Instrukcja budziła ogromne zainteresowanie, gdyż zbiera kilka czy kilkanaście dotychczasowych dokumentów w jeden solidny plik. W tejże instrukcji znajduje się fragment (moim zdaniem nie za bardzo na miejscu) dotyczący biwaków. I jest to temat, który budzi moją dodatkową refleksję i dlatego postanowiłem o biwakach napisać.
Nie tylko ja deliberuję na ten temat. Wystarczyło na fb jedno pytanie w sprawie coraz mniejszego zainteresowania w harcerstwie biwakami, a sypnęło się tak dużo wypowiedzi, że miałem kłopot w śledzeniu dyskusji. Nasi harcmistrzowie (bo to na ich stroniczce prowadzona była rozmowa) wykazali nieprawdopodobną aktywność.
Większość z nich zajęła się analizą powyższego dokumentu GK i różnymi biurokratycznymi pomysłami naszych harcerskich władz na szczeblu hufca. Bo papierologia w naszej organizacji kwitnie. Mnie jednak (bo włączyłem się niebacznie do rozmowy na fb) interesował całkiem inny aspekt związany z biwakami. Są to mianowicie biwaki-niebiwaki, czyli wyjazdy środowisk harcerskich nie do lasu, w pole, na świeże powietrze, lecz do szkoły. Spanie w salach gimnastycznych lub na korytarzach w wielkim tłumie, a więc szumie, kurzu i (niezależnie od starań kadry) - bałaganie. Przygotowywanie posiłków nie na trawie, lecz na stolikach szkolnych. Gotowanie wody nie na ognisku lecz w elektrycznych czajnikach.
Gdy pytam, skąd ta moda na nibybiwaki, słyszę różne odpowiedzi. A to że chcemy na wyjeździe mieć zuchy a ich do namiotów na noc położyć nie można (prawda). Tylko kto mi powie, że zuchy muszą się integrować na wyjeździe w sali gimnastycznej? I czy nie można organizować prawdziwych zuchowych wypraw z zuchową obrzędowością i pełnym zuchowym programem? Albo słyszę, że harcerze z czwartej i piątej klasy nie mogą nieść namiotów, śpiworów i karimat w czasie rajdu (bo do tego lasu dojść trzeba). Też prawda. Ale od czego mamy rodziców i ich samochody? Takich tłumaczeń bywa więcej. I każde z nich nie przekonuje.
Bo prawda jest prosta. “Biwak” w szkole jest łatwy do zorganizowania. Pojechać, poprowadzić kilka gier, zabaw, kominek i impreza jest gotowa. Na dodatek harcerze są zadowoleni. I nie wyobrażają sobie, że można pojechać na normalny biwak. Spać w warunkach polowych, nauczyć się żyć w nietypowych dla nas sytuacjach. Ale dziś zmęczyć się, zmarznąć, być głodnym w dzisiejszych czasach sobie w naszym wygodnickim harcerstwie nie wyobrażamy. I nie ma już prawdziwej wielkiej przygody. Zaczyna ona przypominać tę, którą przeżywamy na grach planszowych.
Czy harcerstwo w naszym hufcu (a pewnie i nie tylko u nas) ma szanse na powrót do autentycznego wychowania w świecie natury, do wychowania puszczańskiego? Na pewno tak. Tylko musimy przestać iść na łatwiznę, a to jest trudne.

A harcerze na Mazowszu…

A harcerze ma Mazowszu zorganizowali konferencję, A właściwie dwie. Instruktorską i harcmistrzowską. Nie byłoby to nic dziwnego, co tydzień w ZHP odbywają się różnorodne spotkania - w tym harcmistrzów i podharcmistrzów, w tym instruktorów i przyszłych instruktorów. Ale ta konferencja okazała się niezwykła. Otóż, jak wieść gminna głosi, ostatnia na Mazowszu konferencja harcmistrzowska odbyła się ponad trzydzieści lat temu, w innej rzeczywistości, w ówczesnej Chorągwi Płockiej. Instruktorzy z byłych innych ówczesnych miast wojewódzkich - Radomia czy Siedlec - nie protestowali. U nich też pewnie takie konferencje były tak samo dawno. A więc po trzydziestu latach znów w Chorągwi Mazowieckiej można było podyskutować o ważnych problemach Związku, zdobyć nową wiedzę i umiejętności.

A między nimi kłopotliwy dla druhen i druhów, szczególnie z królewskiego miasta Płocka, brak dodatkowego wyróżnienia dla wieloletnich zasłużonych instruktorów. Brak odpowiednika dawnego stopnia harcmistrza Polski Ludowej. Był to stopień o charakterze honorowym, którym wyróżniano harcmistrzów, wzorowych harcmistrzów, noszących czerwoną podkładkę pod krzyżem co najmniej przez dziesięć lat. O tym rozmawialiśmy w trakcie warsztatów/dyskusji w gronie: dziewięcioro harcmistrzów i jeden przewodnik.

Stwierdziliśmy, że dziś wszyscy mistrzowie harców są sobie równi. Ci, którzy właśnie ten stopień zdobyli i mają lat dwadzieścia kilka. I ci z wieloletnim stażem, z wieloletnim doświadczeniem nie tylko harcerskim, ale i życiowym. Nie da się ukryć, co jasno wyartykułowali instruktorzy rozmawiający z naszym zespole, że jest duża różnica między tymi dwiema grupami harcmistrzów. Ważny jest nie tylko staż instruktorskiej służby, ale i wiedza oraz umiejętności, które zdobywa się po prostu z wiekiem. Jak to pokazać na harcerskim mundurze?

Listki dębowe świadczące o długości instruktorskiego stażu nie przyjęły się. Do powrotu do stopnia harcmistrza Rzeczpospolitej raczej mowy być nie może (choć kto wie, w czasie dyskusji padło zdanie: - A dlaczego nie, to piękna tradycja). Dziwne by było, gdybyśmy współcześnie stanęli obok dwunastki hm. RP z lat dwudziestych dwudziestego wieku. Dziwne, ale nie niemożliwe.

Przyznam, jakiś sposób wyróżnienia, jakiś stopień honorowy dla wieloletnich harcmistrzów jest niezbędny. Forma jego otrzymywania powinna łączyć zdobywanie tego nowego tytułu z przyznawaniem go jako stopnia-symbolu. Bardzo trudna formuła, ale chyba możliwa w połączeniu. Musimy o tym pomyśleć. Tylko że pomysł ten nie powinien zostać wewnętrzną sprawą harcerstwa płockiego, powinniśmy o tym podyskutować w całym Związku. I ów stopień nadharcmistrza wprowadzić.

25 lat Czuwaj

Tydzień temu spotkaliśmy się w stuosobowym gronie przyjaciół, aby oficjalnie podsumować 25 lat wydawania naszego instruktorskiego miesięcznika “Czuwaj”. Pisma przez cały czas publikowanego na papierze, pisma docierającego dziś do niezbyt licznego grona czytelników, ale cały czas, miesiąc w miesiąc publikującego ważne teksty pokazujące bieżące życie Związku Harcerstwa Polskiego. “Czuwaj” było i jest, pomimo różnych zawirowań będzie miało charakter publicystyczno-informacyjny. Czasami starano się, by było także metodyczne, poradnikowe, ale z tych pomysłów nic nie wychodziło. 25 lat - szmat czasu, towarzyszenia odrodzonemu (umownie od Zjazdu Bydgoskiego) Związkowi Harcerstwa Polskiego. Z jednej strony być pismem wspierającym władze Związku, a z drugiej strony być w stosunku do tych władz krytycznym - kwadratura koła. Ale przez ćwierć wieku się to udaje - oczywiście z lepszymi i gorszymi efektami.
Występuje jednak ciekawe zjawisko - zaobserwowaliśmy je w trakcie przygotowań do jubileuszu - teksty publicystyczne sprzed pięciu, dziesięciu czy dwudziestu lat są często nadal aktualne. I nie dotyczy to wyłącznie często pojawiającego się wątku przestrzegania (bądź nie) dziesiątego punktu harcerskiego prawa. Ileż myśmy napisali (i pozostawili dla przyszłych pokoleń) ważnych i interesujących materiałów! Przyznam nieskromnie - bardzo mi się nasze stare “czuwajowe” artykuły podobają.
Pretekstem spotkania była konferencja instruktorska, ale w rzeczywistości najważniejsza była jej pierwsza oficjalne część - gratulacje, uśmiechy, medale, powitania, krótkie wspomnienia. Uroczystość wymyślił Grzegorz, on zaprojektował medal pamiątkowy, który oficjalnie przyznała druhna Naczelnik grupie ponad 60 instruktorów (i instruktorek też), którzy od pierwszego numeru tworzyli pismo. Powiecie - skromna pamiątka. Tak, ale pozostaje ona w naszych harcerskich zbiorach do końca życia. Przypominać będzie: “jesteś członkiem czuwajowej wspólnoty”. Jeden egzemplarz trafił do zbiorów Muzeum Harcerstwa. Tam zostanie do końca świata, a może nawet jeden dzień dłużej.
Gdy opadły już emocje i można było spokojnie podsumować całą imprezę, kilka osób, z którymi rozmawiałem, powtarzało kilka tych samych słów: “przyjaźń”, “wspólnota”, “harcerska atmosfera”. Tak - spotkało się grono przyjaciół, tych, którzy poświęcili mniej lub więcej czasu naszemu periodykowi, starając się, by był on jak najlepszy, by ukazywały się w nim teksty mądre i dopracowane pod względem redakcyjnym. Od Wojtka, który liczy ponad osiemdziesiąt lat, po młodych, którzy niedawno ukończyli lat dwadzieścia. Kogo wśród nas nie było! Naczelniczka i druh Przewodniczący, dwóch byłych przewodniczących, dwójka byłych naczelników, byli członkowie władz naczelnych (i aktualni też) i dalej instruktorzy, z których moglibyśmy ułożyć piękną różnorodną paletę tych, którzy odpowiedzialnie przed laty obiecywali pełnić swą harcerską i instruktorską służbę. Nie wszyscy dziś są czynnymi instruktorami, ale każdy z nich to harcerka lub harcerz. I dlatego nasze spotkanie było tak wspaniałe. Anita - skautka irlandzka na całe życie, Bronek (i Krysia) - drużynowi w swej podpoznańskiej wsi, Zubek, który może przywróci do życia swego Jossariana, Ryszard obiecujący precyzyjniej napisać w drugim wydaniu swej książki o roli “Czuwaj” w ZHP, Zabłocka, która już nie była i znów jest instruktorką, Jacek, który pozostaje wierny swym “Powsinogom”, optymistycznie patrzący na świat Adrian, Adam stojący dziś nieco z boku organizacji, ale będący kopalnią wiedzy historycznej, zapalony do tworzenia nowego harcerskiego periodyku Paweł, lekko rozgoryczony Zbyszek (ale czy wszyscy muszą być jednego dnia szczęśliwi?), Staszek, wydający swą kolejną harcerską książkę. Ze wszystkimi nimi rozmawiało się, jakbyśmy rozstali się wczoraj, jakbyśmy jeszcze wczoraj jedli rodzinną kolację i znów się zobaczyli. A przecież niektórych widziałem piętnaście lat temu! To niebywałe, to wspaniałe.
Opowiada się (i śpiewa), że wszyscy harcerze to jedna rodzina, ale rzadko mamy szansę sprawdzić to w tzw. realu. I tu była taka okazja. Bez zgrzytów, bez narzekania, bez fałszywych uśmieszków. Wszyscy w naszej rodzinie dobrze się czuliśmy, wszyscy myśleliśmy o jednej dobrej organizacji wychowujących młodych Polaków. Może takie spotkania (niech to się nazwie konferencją) warto częściej organizować?

Znaleźć swoje miejsce

W moim osobistym harcerstwie sporo zmian. Czas podejmowania decyzji. Nie da się ukryć - w pewnym wieku należy spowolnić swą aktywność, w pewnym wieku nie da się poprowadzić obozu wędrownego, nie da się uczestniczyć w prawdziwych biegach na orientację, nie da się przenosić ciężkich namiotów. Nie powinno się udawać, że pląsanie jest najbardziej ulubioną formą, w jakiej chce się uczestniczyć, że spanie w malutkim namiocie na karimacie to rozkosz dla ciała.
Tak, przyszła pora powolnego przechodzenia na harcerską aktywną emeryturę. Jak to w praktyce wygląda? A może jak to w praktyce będzie wyglądać? Nie będę opisywał, czego robić nie będę, raczej opiszę plany na najbliższe miesiące.
- Na szczeblu centralnym pomagać będę redagować “Czuwaj”, to hobby, zawód i pasja. Pisanie harcerskich felietonów weszło mi już w krew. A w hufcu czasem coś napiszę, i zredaguję kilka tekstów w naszym “Praskim Świerszczu”.
- W GK doszła mi dodatkowa funkcja, znakomita dla harcerskiego emeryta. Przewodniczący ZHP zaproponował mi wejście do składu kapituły krzyża “Za zasługi dla ZHP”. Będę w niej obok byłego przewodniczącego Związku, byłej naczelniczki i sekretarza kapituły. Nie da się ukryć - funkcja (i praca) prestiżowa.
- W hufcu zostałem dwa tygodnie temu wybrany do składu sądu harcerskiego. To zazwyczaj honorowa funkcja. Nasz sąd w czasie minionych czterech lat rozpatrywał jedną sprawę. Ale w ponadtysięcznym hufcu wszystko może się zdarzyć. I w podejmowaniu decyzji w tym gremium mogę być przydatny.
- Tak jak przydatny mogę być w hufcowej komisji stopni instruktorskich. Czuję odpowiedzialność za naszych młodych przewodników i podharcmistrzów. I przydatny mogę być jako opiekun, szczególnie tych, którzy zdobywają stopień harcmistrza. Dumny jestem z “moich” harcmistrzów pełniących różne funkcje w ZHP. I mam nadzieję, że z kolejnych też dumny będę.
- I pewnie będę wyrażał zgodę na uczestniczenie w konferencjach instruktorskich, debatach na temat przeszłości i przyszłości harcerstwa. Niedawno - na początku października - była to rozmowa o harcerskiej metodzie zorganizowana z okazji 100-lecia harcerstwa na Grochowie. Niedługo - pod koniec listopada - wezmę udział w konferencji Chorągwi Mazowieckiej i dyskutować będę o… harcmistrzu Polski Ludowej. To nie ja wymyśliłem ten temat, to organizatorzy konferencji.
Pozostaje mi jeszcze kilka tematów do powolnego wyciszania: kształcenie w hufcu (choć jeszcze przez rok na pewno nie opuszczę naszego zespołu kształcenia), organizowanie obozów i szeroko rozumianej współpracy z harcerstwem na Białorusi (dlatego może jeszcze w roku 2016 będę pomagał obóz organizować), aktywność w komisjach historycznych (mam duże zobowiązanie w naszej komisji chorągwianej i tu muszę się z zadania wywiązać, ale może po jego zrealizowaniu z komisji się wymiksuję?).
I pozostaje mi jedno marzenie - odtworzenie 3 WDH im. x. Józefa Poniatowskiego. Ja, były szczepowy “3″, może jakoś o naszą drużynę w Liceum Mickiewicza zawalczę. Jeszcze nie wiem, jak. Ale bardzo, bardzo bym chciał.
Taka to będzie moja harcerska emerytura…

« Previous PageNext Page »