Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (256) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (73) Varia (103)

August, 2007 w archiwum

Wężykiem, czyli kryteria

Do napisania tego felietonu zainspirował mnie nieznany mi instruktor - autor komentarza do poprzedniego felietonu. Stwierdził on, ze Naczelniczka ZHP jest najgorszym naczelnikiem w naszej organizacji w całej 100-letniej historii naszego ruchu. I nie rzecz, by bronić tu (lub atakować) druhnę Hernik, ale by porozmawiać o kryteriach, jakie przyjął ów instruktor, pisząc to, co napisał. Bo cóż to znaczy “najgorszy”, pod jakim względem?
W sporcie kryteria są jasne - przegrywasz, jesteś na ostatnim miejscu, masz najsłabszy wynik - jesteś najgorszy. W szkole (choć tu już kryteria bywają czasem mało ostre) można policzyć średnią z wszystkich przedmiotów, z danego przedmiotu można mieć same jedynki - jesteś najgorszy. Ale jakie przyjąć kryteria w przypadku ZHP?
Przypomnę dwóch naczelników. Pierwszy z nich - człowiek niesłychanie pryncypialny, doprowadził swymi decyzjami do tego, że bezpośrednio przed II wojną światową z ZHP odeszło (lub zostało wyrzuconych) ponad stu warszawskich instruktorów. Efektem jego działania było ogromne opóźnienie w organizacji pogotowia harcerzy (harcerki przygotowane do wojny były znakomicie), słabe działanie ruchu męskiego w roku 1939 i objęcie funkcji naczelnika Szarych Szeregów przez młodego instruktora z Poznania. W efekcie rachityczną pracę Szarych Szeregów na początku okupacji. Czy fakty te są wystarczające, by nazwać go najgorszym naczelnikiem stulecia?
Drugi to naczelnik z lat sześćdziesiątych. Za jego czasów nastąpiła niesłychana demoralizacja kadry instruktorskiej. Nikt nie zwracał na szczeblu GK uwagi na palenie tytoniu i picie alkoholu przez harcerskich wychowawców. Rozpoczęły się oficjalne pijatyki na przykład przy okazji odpraw czy narad instruktorskich. To wtedy bez skrępowania opowiadano też o wyczynach seksualnych niektórych druhów. Czy fakt świadomego dopuszczenia do rezygnacji przez kadrę z przestrzegania Prawa Harcerskiego kwalifikuje tego naczelnika jako najgorszego w dziejach ZHP?
Podałem dwa przykłady z dziejów ZHP. Oba bolesne, choć jakże inne. Kryteria są czytelne, choć bałbym się nazwać jednego czy drugiego naczelnika najgorszym. Jakie kryteria przyjął druh, oceniający Naczelniczkę? Bo zdaniem owego druha Naczelniczka jest od nich gorsza. Dlaczego?

Kielce, czyli gra o przyszłość ZHP

Nie da się ukryć. Kibicuję części aktualnej Głównej Kwatery w jej walce o dalsze kierowanie Związkiem. Zjazd przecież jest tuż, tuż. Części GK, ponieważ, moim zdaniem, nie wszyscy członkowie naszego zarządu i przy okazji nie wszyscy podlegli im instruktorzy z Konopnickiej właściwie wypełniają swoje obowiązki.
Mimo strategii, bardzo jasno spisanych planów operacyjnych oraz wieloletnich doświadczeń nasza praca w wielu miejscach kuleje. I nie jest to związane z ogólnym, nie tylko na szczeblu centralnym, niedoborem środków finansowych.
Bardzo długo przez lata pokazywałem błędy i niewłaściwe działania władz ZHP. Były też czasy, gdy tą władzą byłem. Dziś stoję z boku. Może dlatego, iż nikt mnie o rady po prostu nie prosi, a wpychanie palców między drzwi już mnie nie bawi. Można przecież realizować swe pasje na przykład na poziomie hufca, i też jest dobrze.
Jednak gdy myślę o wrześniowym zjeździe, zadaję sobie dwa pytania: Czy jest lepszy kandydat na naczelnika ZHP niż aktualna Naczelniczka. Czy jest lepszy kandydat na skarbnika Związku niż aktualny Skarbnik. I mimo to, iż nie uzyskali oni w czerwcu absolutorium, twierdzę, że nie. Popełniają oni wiele błędów, ale dziś po prostu są najlepsi.
Czeka ich jednak bardzo ważny sprawdzian, który jest swoistym “być albo nie być”. To zlot w Kielcach. Im lepiej będzie poprowadzony, tym większe szanse na powtórny wybór Naczelniczki i Skarbnika. A każda wpadka to szansa mniejsza. I niezależnie, czy będzie to dobre/złe wyżywienie, znakomite/słabe zajęcia programowe, jakość służb czy konferencji instruktorskich.
Dziś dochodzą do mnie plotki: kłopoty z internetam, z finansami, z wydawaniem gazety… W każdej plotce jest odrobina prawdy. Pamiętamy, jakie problemy (na przykład z zapłaceniem za wyżywienie) mieliśmy po zlocie w Gnieźnie. Jeżeli coś takiego się powtórzy, jeżeli kierownictwo naszej organizacji da jakąkolwiek plamę na zlocie, 9 września będziemy składać gratulacje nowemu naczelnikowi ZHP. Dlatego ściskam kciuki, aby wszystko się udało. Do zobaczenia za kilka dni w Kielcach…

Amnezja

Ta amnezja nie jest autentyczna - można ją nazwać polityczną. Czasy mamy ciekawe, kroi na się już kolejna Rzeczpospolita, trzeba więc na użytek aktualnej tworzyć aktualną wizję Polski i jej historię.
Pisałem już kiedyś, jak to grupa panów opowiada, iż w mrocznych latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w tajemnicy przed wszelkimi służbami w rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską na zbiorowym grobie powstańców składali kwiaty. Zapomnieli biedacy, iż całkiem jawnie (ba, z poparciem wszelkich możliwych władz) co roku właśnie w rocznicę jednej z najważniejszych i największych bitew powstania listopadowego dwa-trzy tysiące harcerzy brało udział w rajdzie organizowanym właśnie z tej okazji. Kończonym oczywiście przy pomniku bohaterów Olszynki. Tam tysiące harcerzy, tu grupa panów tworzących nową historię PRL-u.
Pierwszego sierpnia jest podobnie. Tworzymy nową historię tamtych lat. Dziennikarz pyta starszego pana - warszawskiego powstańca o uroczystości przy pomniku “Gloria Victis”. Starszy pan mówi, iż od roku 49 do 54 oficjalnie powstańcy przed tym pomnikiem kwiatów w rocznicę wybuchu Powstania nie składali. Dopiero w roku 55, a tak naprawdę w 56 uroczystości mogły się normalnie odbyć. I ma oczywiście rację. Na co dziennikarz po części pointując wypowiedź swego rozmówcy: - Tak więc dopiero od niedawna pod pomnikiem w dniu 1 sierpnia odbywają się obchody rocznicy wybuchu Powstania… - I zadaje kolejne pytanie starszemu panu.
Cóż, dla dziennikarza rok 1956 to czas niedawny. Dla innych pół wieku, w czasie którego co roku byli na warszawskich Powązkach 1 sierpnia o godz. 17.00, to szmat czasu. Bo dziennikarzowi zależy, byśmy zapomnieli o latach 1956 - 1989. Byśmy zapomnieli o tym, że pamiętaliśmy o powstaniu i powstańcach.
Czy nie zbudowano monumentalnego pomnika Powstania Warszawskiego przy placu Krasińskich? Czy nie wydawano wspomnień powstańców? A monograficznych opracowań? Czy Wajda nie nakręcił “Kanału”? Czy nie uporządkowano mogił powstańców na Powązkach? I tak dalej, i tak dalej… Do kolejnych władz można mieć jedną podstawową pretensję - nie wybudowano muzeum Powstania. Lecz mówić, że od kilku lat pamiętamy o 63 dniach walczącej Warszawy? Kazać nam mieć zbiorową amnezję? To bardzo głupie, ale celowe działanie. Wszystko zaczęło się w IV, a w ostateczności w III Rzeczpospolitej. Wcześniej nie było nic. Biała plama w historii Polski.

« Previous Page