31/10/2007
I Bóg stworzył
Rafał, czyli Rafalala postanowił być sławny. O to nie trudno. Chodzi po Warszawie i zadaje pytanie: - Czy zna pani/ pan kobietę z penisem? - Gdy otrzymuje odpowiedź negatywną (a niby jaką ma otrzymać?), mówi: - Bo ja własnie taką kobietą jestem. = Rafał, czyli Rafalala ubiera się w wyzywające szmatki, robi ostry makijaż, bierze mikrofon do ręki i pyta jednego z najbadziej znanych gejów w Polsce: - Czy wy jesteście dla nas, transwestytów, tolerancyjni? - Otrzymuje wymijającą odpowiedź, iż nie za bardzo, bo my, geje i lesbijki też mamy swoje uprzedzenia (czyżby pan Biedroń uważał, iż nieakceptowanie swojej fizyczności jest czymś nienormalnym?). Jednak dalej słyszymy, iż walka z homofobią musi łączyć jego, Biedronia i Rafała. I idzie Rafał, czyli Rafalala do klubu i pyta cztery dziewczyny, jak należy podrywać chłopaka. One dwoją się i troją udzielając śmiesznych porad, a Rafał w wysokich szpilkach, krótkiej spódniczce i męskiej twarzy zniekształconej makijażem “praktykuje” na ulicy i stara się owe rady wykorzystywać.
Rafał nakręcił film o sobie - tv. Pokazał to u Krystyny Jandy, ostatnio w Montowni. Sala pełna. Oglądamy przez dwie godziny Rafała - ekshibicjonistę, który pokazuje siebie i swe otoczenie. Ktoś go akceptuje, ktoś nie. Samo Rafalalowe życie.
Są w tym filmie perełki, fragmenty cudownego kiczu pomieszanego z głębią autentycznego człowieczeństwa. Przecież Matka, opowiadająca o Rafałku, o jego rowerku lub o wykopywaniu trumny własnej matki jest tak doskonała, że porównać ją chyba można z samym Himilsbachem. Przecież cichy, miły uroczy chłopak, który przebiera się w stroje kobiece i dobrze jest mu z tym raz w tygodniu - to pomysł na cały film o naszej ludzkiej odmienności. Nawet surrealistyczne pytania przed Pałacem Kultury, gdzie jest ten pałac, bez owego wprowadzenia panienek - podrywaczek to zmakomita etiudka. Takich scen - perełek jest więcej.
Tylko cóz z tego - Rafał ciągnie swój film jak gumę do żucia przez dwie godziny: śmieje się do kamery, udaje kelnerkę, śpiewa ze sztucznym penisem (i do niego), robi tysiąc min. Zabawia publiczność.
Po co? Pokazać swój życiowy problem można znacznie cichszymi, stonowanymi środkami. Przecież Rafalala nie musi być agresywną kobietą. Jeżeli taką jest, to nie dziw, iż będziemy się za nią oglądać na ulicy, ale nie będziemy jej i podobnych jej osób rozumieć. A jeżeli rzeczywiście robić show, to usuńmy część społeczną filmu, te przesłania: - My jesteśmy normalnymi ludźmi. - Niech Rafalala bawi publiczność, a gdy jakaś panienka na ulicy chce sprawdzić, czy Rafał to Rafał (tyle że w spódnicy), to niech się artysta nie wycofuje i pokazuje to, co ma ponoć najpiękniejszego - normalnego męskiego penisa.
