28/04/2008
Egzamin pani minister
Ale się narobiło… Miałem napisać o reformie liceów, a przyszło mi komentować egzamin gimnazjalny. Okazało się, że na egzaminie kończącym naukę w gimnazjum jakieś złe siły nakazały naszym szesnastolatkom napisać charakterystykę. Wyobrażacie sobie? Charakterystykę!!! I to kogo? Dowolnego bohatera “Kamieni na szaniec” lub “Syzyfowych prac”.
A przecież, jak donoszą między wierszami liczni dziennikarze, w gimnazjach lektur uczniowie nie czytują. Też tak uważam. Co roku, gdy rozpoczynam pracę z nową pierwszą klasą w liceum, moi uczniowie odpowiadają na kilkanaście pytań. Jedną z nich brzmi: - Wymień omawiane w szkole utwory Stefana Żeromskiego. - Połowa uczniów nie wymienia “Syzyfowych prac”. Ostatnio około ośmiu wymieniło przy okazji “Siłaczkę”, a więc ściągało odpowiadając na moją ankietkę. Tyle osób nie mogło się pomylić.
Jest tych lektur, obowiązkowych dla wszystkich gimnazjalistów, lektur, z którymi muszą się zapoznać w ciągu trzech lat, pięć. Powtarzam - pięć. Oczywiście w podstawach programowych lektur jest więcej, ale autorzy programów z języka polskiego mają możliwość wybierania ich z większej grupy tekstów. Dlatego złe siły, układające tegoroczny egzamin, mogły skorzystać z pięciu tekstów. Wybrały z nich dwa. Akurat takie, których część uczniów (tak, oczywiście tylko część) nie czytała.
Ponoć na temat lektur pisał jesienią w liście do kuratorów szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Przypominał, że tych pięć utworów znać młodzież musi. Nie pomogło.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Uczniowie nie mieli czasu przygotować się do egzaminu, ponieważ intensywnie przygotowywali się do egzaminów. Co? Że w tym stwierdzeniu brak logiki? Nie do końca. Ćwiczono różne pytania, zadania, omawiano problemy. I wśród nich nie było charakterystyk, ponieważ przez lata uczniowie pisali rozprawki. Wszyscy trzecioklasiści - uczniowie gimnazjum - potrafią napisać rozprawkę! Charakterystyki nie. I od lat nie trzeba było wykazać się znajomością jakiegokolwiek tekstu (niegdyś, kilka lat temu nawiązano do “Antygony”). Po co więc w szkole działać zgodnie z prawem i realizować podstawy programowe (a więc czytać lektury), jeżeli na egzaminie nikt ich nie sprawdza? A tu taka niespodzianka. Pytali z lektur!
Efekty są takie, jakie są. Może ten egzamin jednak czegoś nas - nauczycieli nauczy?
