Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

April, 2008 w archiwum

Egzamin pani minister

Ale się narobiło… Miałem napisać o reformie liceów, a przyszło mi komentować egzamin gimnazjalny. Okazało się, że na egzaminie kończącym naukę w gimnazjum jakieś złe siły nakazały naszym szesnastolatkom napisać charakterystykę. Wyobrażacie sobie? Charakterystykę!!! I to kogo? Dowolnego bohatera “Kamieni na szaniec” lub “Syzyfowych prac”.
A przecież, jak donoszą między wierszami liczni dziennikarze, w gimnazjach lektur uczniowie nie czytują. Też tak uważam. Co roku, gdy rozpoczynam pracę z nową pierwszą klasą w liceum, moi uczniowie odpowiadają na kilkanaście pytań. Jedną z nich brzmi: - Wymień omawiane w szkole utwory Stefana Żeromskiego. - Połowa uczniów nie wymienia “Syzyfowych prac”. Ostatnio około ośmiu wymieniło przy okazji “Siłaczkę”, a więc ściągało odpowiadając na moją ankietkę. Tyle osób nie mogło się pomylić.
Jest tych lektur, obowiązkowych dla wszystkich gimnazjalistów, lektur, z którymi muszą się zapoznać w ciągu trzech lat, pięć. Powtarzam - pięć. Oczywiście w podstawach programowych lektur jest więcej, ale autorzy programów z języka polskiego mają możliwość wybierania ich z większej grupy tekstów. Dlatego złe siły, układające tegoroczny egzamin, mogły skorzystać z pięciu tekstów. Wybrały z nich dwa. Akurat takie, których część uczniów (tak, oczywiście tylko część) nie czytała.
Ponoć na temat lektur pisał jesienią w liście do kuratorów szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Przypominał, że tych pięć utworów znać młodzież musi. Nie pomogło.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Uczniowie nie mieli czasu przygotować się do egzaminu, ponieważ intensywnie przygotowywali się do egzaminów. Co? Że w tym stwierdzeniu brak logiki? Nie do końca. Ćwiczono różne pytania, zadania, omawiano problemy. I wśród nich nie było charakterystyk, ponieważ przez lata uczniowie pisali rozprawki. Wszyscy trzecioklasiści - uczniowie gimnazjum - potrafią napisać rozprawkę! Charakterystyki nie. I od lat nie trzeba było wykazać się znajomością jakiegokolwiek tekstu (niegdyś, kilka lat temu nawiązano do “Antygony”). Po co więc w szkole działać zgodnie z prawem i realizować podstawy programowe (a więc czytać lektury), jeżeli na egzaminie nikt ich nie sprawdza? A tu taka niespodzianka. Pytali z lektur!
Efekty są takie, jakie są. Może ten egzamin jednak czegoś nas - nauczycieli nauczy?

Powstanie w getcie

Kilka dni zbierałem się do napisania tego tekstu. Pisać? Nie pisać? Usiadłem do komputera…
W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy (a nawet uczestniczyliśmy w nich) uroczystości związane z rocznicą wybuchu powstania w getcie warszawskim. Jedna z ważniejszych rocznic dla polskich Żydów. Garstka (300? 400?) młodych bojowników porywa się na czyn, który z góry skazany jest na niepowodzenie. To nie jest, jak ponad rok później, gdy wybucha Powstanie Warszawskie, czas, kiedy można było na terenie ziem polskich zwyciężać Niemców.
Dlaczego powstanie wybuchło? W czasie uroczystości cały czas podkreślano jedną podstawową myśl: - Powstanie było walką o godność, o honor narodu. Powstańcy nie chcieli, nie mogli pójść do komór gazowych bez słowa. Dać się zamordować jak dziesiątki tysięcy rodaków wywożonych z Warszawy do obozów zagłady. Ten krzyk protestu miał wstrząsnąć Europą, która nie wierzyła, że w komorach gazowych codziennie giną kolejne transporty Żydów.
Walka o człowieczeństwo trwała stosunkowo długo. Przeżyło niewielu. Czytamy i analizujemy w liceum “Zdążyć przed Panem Bogiem”. W relacji Marka Edelmana jest pokazana cała prawda o powstaniu. Po reportażu Hanny Krall nic już lepszego o powstaniu w getcie powstać nie mogło. Dlatego, gdy czytam kolejne opracowania wydane w tym roku, niczego nowego o genezie powstania, o jego przebiegu i upadku nie dowiaduję się.
To dobrze, że w tegorocznych uroczystościach wzięli udział przedstawiciele najwyższych władz Polski i Izraela. To dobrze, że odbył się koncert w Teatrze Wielkim, że wielokrotnie modlono się na terenie dawnego getta, że składano kwiaty, czytano apel poległych… To bardzo dobrze. Bo pamięć o bohaterstwie Żydów powinna być przez Polaków dobrze zapamiętana.
PS. Miałem napisać recenzję z koncertu filharmoników izraelskich, którzy grali Beethovena. Ale sobie daruję. Mieli dużo dobrych chęci. Ale może nie ten repertuar, może nie ta sala, może nie ta publiczność. Nie zostaliśmy porwani tym występem. Szkoda.

Lektury pani minister

No i się zaczęło! Nie, nie mamy w Polsce najwięcej lekarzy, mamy najwięcej osób znających się na lekturach szkolnych (kanonie lektur, lekturach najważniejszych i autorach najwybitniejszych, których teksty powinni znać wszyscy Polacy), mamy dziś tłumy specjalistów od nauczania języka polskiego.
Półtora tygodnia temu Ministerstwo Edukacji, okazało się, że niebacznie, zaprezentowało projekty lektur, jakie miałyby obowiązywać pierwsze klasy poszczególnych szkól od września 2009 roku, czyli przedstawiło projekt dla maturzystów - absolwentów liceów w roku 2013. Czyli projekt do konsultacji, projekt, który nie dotyczy aktualnych uczniów liceów i nawet tych, którzy do szkół ponadgimnazjalnych w tym roku we wrześniu pójdą. Ale ton wypowiedzi, oceny, które są zamieszczane w prasie, to nie dyskusja - to rwanie włosów z głowy, wołanie na alarm, który to alarm zupełnie jest zbędny. Doszło już do takiego absurdu, że sejmowa komisja kultury także głosami części posłów PO chciała (nie znając listy lektur, nie nie mając pojęcia o projekcie podstaw programowych) pisać coś w rodzaju protestu - dezyderatu w tej sprawie, bo wymyśliła, ot tak, z powietrza, iż pomija się znaczące pozycje lub zaleca czytanie tylko fragmentów.
Cóż, ani dziennikarze, ani posłowie nie są nauczycielami języka polskiego. Nie są także jakimikolwiek nauczycielami. Dlatego nie rozumieją, iż podstawa jest podstawą a program programem. I że nauczyciele dlatego korzystają z różnych programów (lub je piszą), aby dostosować je do poziomu swoich uczniów, ale także własnych zainteresowań. Z tegorocznymi maturzystami obowiązywało mnie omówienie fragmentów “Nie-Boskiej komedii” (część I, część III - scena w obozie rewolucji, część IV - scena w obozie arystokracji, scena finałowa). Ale moi uczniowie czytają całą “Nie-Boską…” (no, bądźmy szczerzy - powinni przeczytać). Obowiązują dziś dwa fragmenty “Nad Niemnem”, kilka rozdziałów “Ferdydurke”, pierwszy tom “Chłopów”… Tak jest dziś! I to nikomu nie przeszkadza! Ale my w klasie rozmawiamy o całych tekstach wymienionych utworów. Lecz jeżeli w jakiejś klasie polonista analizować będzie tylko pierwszy tom “Chłopów”, może zamiast tego dłużej rozmawiać o współczesnej liryce lub historii filmu. Ma prawo. Tego krytycy i dyskutanci “specjaliści od lektur” nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć. Szkoda.
Autorzy zestawu lektur zaproponowanych przyszłym maturzystom myśleli podobnie do twórców zestawu aktualnie obowiązującego - fragmenty “Kordiana” - poziom podstawowy (aktualnie ta lektura obowiązuje uczniów realizujących poziom rozszerzony), I tom “Chłopów” (jak dziś), fragmenty “Ferdydurke” (bez zmian) itd., itd. Skąd więc wziął się ten krzyk? Dlaczego projekt lektur spowodował sugestie odwołania z funkcji minister edukacji? Dlaczego do chóru “zgorszonych” polityków dołączyli niektórzy posłowie PO? Dlaczego atakują własnego ministra? Atakują bezmyślnie. Nie rozumiem…

Oczywiście nie lista lektur jest tu najważniejsza (bo o tym cały czas rozliczni dziennikarze piszą i mówią), lecz kompleksowy projekt reformy oświaty. Temu projektowi poświęcę w najbliższym czasie osobny tekst. Bo wstępnie listę lektur mogę zaakceptować - ale projekt reformy mi się nie podoba.

Spotkania teatralne (2)

Święta, święta i po świętach.
W piątek wieczorną porą uroczyście zamknięto Warszawskie Spotkania Teatralne. Trzy krótkie przemówienia, dyplomy dla występujących teatrów, nadzieje na to, iż miasto za rok także wyjmie z kasy dwa miliony złotych i sfinansuje kolejne spotkania. Sympatyczny koncert “piosenek różnych”. Warszawskie Święta Teatralne za nami.
Czy na spotkaniach pokazano najlepsze przedstawienia i najlepsze polskie teatry minionego roku? Czy taki jest polski teatr? Organizatorzy spotkań twierdzą, że tak. Ja nie jestem wcale taki pewny. Czy rzeczywiście nasz teatr jest dziś prawie wyłącznie kierowany dla 20-30-letniej publiczności? Czy na pewno to, co zobaczyliśmy, to “sztuka wysoka”? Nie wiem.
Na pewno “teatrem totalnym” jest “Wierszalin”. Ale jest on jakością samą w sobie. Piotr Tomaszuk buduje teatr ciemny, mistyczny, tym razem bardzo ściśle związany z ziemiami, gdzie “Wierszalin” ma swą siedzibę. Nie dziwię się fascynacją prorokiem Ilią i innymi wydarzeniami parareligijnymi, jakie tam miały miejsce. Tak, pokazano nam kolejne przedstawienie niezwykłe…
Ale które z innych spektakli drugiego tygodnia można uznać za wybitne?
“Oresteję” Teatru Starego (reż. Jan Klata)? “Wesele” ze Szczecina (reż. Anna Augustynowicz)? Ja po tych przedstawieniach wychodziłem z teatru rozczarowany. Wielkie nazwiska, a tu forma przerasta treść. “Oresteja” po prostu dziwaczna - najciekawszy “chwyt” inscenizacyjny to pełne zadymienie sali. Czy to ma być mgła nad Morzem Śródziemnym? W “Weselu” znakomity jest ruch - taniec bez muzyki. Ale jak ja, nauczyciel języka polskiego, mam wytłumaczyć moim uczniom, że w chacie rozśpiewanej nie są już potrzebne obrazy Matki Boskiej Ostrobramskiej i Matki Boskiej Częstochowskiej? Wyrzucono je na śmietnik? Jak mam wytłumaczyć, że wszyscy goście weselni ubrani są na czarno? Żałoba narodowa czy co? Pytanie za pytaniem.
Może przyszłoroczne Spotkania Teatralne powinny składać się z dwóch wątków. W pierwszym będą pokazywane eksperymenty teatralne. Na taki jeden spektakl mogę się wybrać. Na jeden! W drugim wątku będą pokazywane spektakle tradycyjne, takie zrealizowane “po bożemu”. I te będę chciał zobaczyć wszystkie. Między oboma nurtami znajdzie się Wierszalin - zadowalający wszystkich.
Panie Macieju (Nowaku) - do roboty!

Spotkania teatralne

Trwają Warszawskie Spotkania Teatralne. Reaktywowane, przekazane do zorganizowania Instytutowi Teatralnemu, a więc przede wszystkim Maciejowi Nowakowi. Najlepsze krajowe przedstawienia, najlepsi reżyserzy (cykl spektakli Michała Zadary), dyskusje, projekcje… Spotkania klubowe, “spotkaniowa” telewizja… itd., itd. Dwa tygodnie najlepszego polskiego teatru.
W ciągu pierwszego tygodnia spotkań obejrzałem “Wałęsę” (reż. M. Zadara - Teatr Wybrzeże), “Blaszany bębenek” (reż. A. Nalepa - Teatr Wybrzeże) i “Transfer” (reż. J. Klata - Wrocławski Teatr Współczesny). To ostatnie widowisko okrzyknięto najlepszym spektaklem roku. W sumie duża mocna dawka współczesnego teatru.
Gdy oglądam kolejne przedstawienia, zadaję sobie jedno pytanie: - Czy dla współczesnego teatru liczą się tylko te widowiska, które bezpośrednio lub pośrednio mają charakter polityczny? Komentują naszą niedawną przeszłość lub wprost nawiązują do współczesności… Czy teatr dziś to taka scena faktu? I nic więcej? Nie chce się wierzyć, ale jednak…
“Transfer” - teatr zbudowany z autentycznych relacji Polaków i Niemców komentujących wydarzenia II wojny światowej i tego, co nasze narody spotkało w efekcie decyzji podjętych w Jałcie. Ten autentyk przemawia do widza, pozwala zrozumieć naszą wspólną historię, jest doskonałą lekcją tolerancji… Dlatego słabszą częścią są rozmowy Wielkiej Trójki pokazanej jako trzech niezbyt przytomnych jegomościów, którzy nie za bardzo zdają sobie sprawę, iż decydują o losach świata. Czy kontrast między autentykiem z żartem z “wielkich” ma nam uzmysłowić, iż losy świata zależą od przypadkowych humorów polityków?
“Blaszany bębenek” - przerysowany, pełen symboli, także żartów (jak niesłychanie autentycznie brzmiały fragmenty “Roty” w ustach hitlerowca na tle flagi ze swastyką!), spektakl statyczny, z narratorem - Oskarem. Bardziej realistyczny w części pierwszej, bardziej symboliczny w drugiej. Pozostaje w pamięci kilka obrazów (reżyser woli rozbierać mężczyzn niż dziewczyny) i przesłanie Grassa, który napisał swój tekst, by pokazać trudne relacje między Polakami, Niemcami i Kaszubami… Cóż, tak jak i “Transfer” to widowisko ma charakter dydaktyczny.
“Wałęsa” to też utwór o Gdańsku, polskim Gdańsku. Zanim poszedłem do teatru, starałem się przeczytać jakąś recenzję na temat tego widowiska. Opinie były - powiedzmy - dość chłodne. Cóż, pamiętamy skok Wałęsy przez płot, pamiętamy Wałęsę internowanego, pamiętamy Danuśkę. Ale czy pamiętamy takiego polityka, jaki został przedstawiony na scenie? Czy Wałęsa taki był? Bez swojej Matki Boskiej w klapie? Wałęsa to przecież autentyczny prosty działacz związkowy, często zgubiony i nierozumiejący otoczenia a nie chłodny i zdecydowany polityk, mądrzejszy od swych przeciwników tak w stoczni, jak i tych, którzy pokazani są jako napuszona, obrzydliwa władza? Twórców “Wałęsy” wysłałbym na słynny “Seans zarezerwowany”. Może coś z historii Polski by zrozumieli. Na dodatek nie podoba mi się teza, iż od stanu wojennego niewiele się zmieniło i znów czekają nas takie same strajki jak ten w Gdańsku.
W efekcie naprawdę nie wiem, czy te widowiska to najwybitniejsze współczesne przedstawienia w polskim teatrze. Po prostu nie wiem.