30/06/2008
Harcerski kłopot
Wróciłem z krótkiego kursu, który prowadziłem dla harcerzy z Białorusi. I mam kłopot. Jak ocenić nasze wspólnie spędzone dziesięć dni? Dni trudne dla nich i dla mnie. Bo stało się to, co wydarza się dość często w naszych wzajemnych kontaktach. My mówimy: - Chcemy zorganizować prawdziwy kurs instruktorski, chcemy przeszkolić przyszłych drużynowych na prawie normalnym obozie pod namiotami. Prawie normalnym, bo jednak jesteśmy w bazie, nie mamy służb w kuchni i nocnych wart. Ale pada deszcz, jest zimno (i gorąco), do umywalni dwieście metrów, do najbliższej toalety - sto. Trzeba wstawać na gimnastykę, uczestniczyć w różnych zajęciach, robić notatki, myśleć, rozwijać się…
A na Białorusi mówią: - Chcemy wysłać na kurs kogokolwiek, na wszelki wypadek powiedzmy kursantom, że zajęć będzie mało, że będą odpoczywać, że nie będzie żadnych obowiązków, lecz same przyjemności - wycieczki, plażowanie, dyskoteki.
My mówimy: - W kursie mogą wziąć udział harcerze z doświadczeniem, po złożonym Przyrzeczeniu, mówiący po polsku, bo wszak harcerstwo jest polskie.
A oni: - Niech jedzie, kto chce. Nieistotne, czy zapisał się do organizacji wczoraj, czy przedwczoraj…
I pojawia się w Polsce grupa “mieszana” - harcerzy i nieharcerzy, młodszych i starszych, chcących zdobywać nową wiedzę i umiejętności i wprost odwrotnie, osób palących i niepalących, mówiących świetnie po polsku i ledwo nasz język rozumiejących. Co zrobić? Odesłać połowę do domu? Ale oni przyjechali jako grupa! Sytuacja obu stron nie do pozazdroszczenia. W dodatku doświadczenia harcerskie nawet tych najlepszych, tych zapalonych, są niewielkie. Drużyny nie mają zbiórek, drużynowym nikt nie pomaga pracować, nie ma planów pracy, nie zdobywa się stopni, sprawności. Nie są znane członkom organizacji najważniejsze zapisy statutowe. Uczyć trzeba wszystkiego - od umiejętności posługiwania się busolą i zasad układania ogniska poczynając. Więc jak zapoznawać z metodą harcerską właściwie grupę cywili, częściowo ubranych w mundury?
Dziesięć dni trwał kurs. Uczestników było ponad dwadzieścioro - ukończyło kurs sześć osób. Mam kłopot, jak go obiektywnie ocenić.
Za rok będzie lepiej - musi być lepiej, nawet wiem, jak to zrobić. Kiedyś o tym napiszę.

Komentarze(5)