Adam Czetwertyński » 2008 » August

Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

August, 2008 w archiwum

Kilka pytań

Za kilka dni upłynie rok od chwili, gdy Zjazd Nadzwyczajny wybrał nową Radę Naczelną i nową Główną Kwaterę. Dobrze by było po roku podsumować działalność naszych władz. Jeszcze są “nowe” na swych funkcjach, jeszcze mogą mówić o planach, ale powinny też pochwalić się pierwszymi osiągnięciami. Ponieważ czasem trudno jest napisać raport z dotychczasowej pracy (znam to, bo nie raz współuczestniczyłem w opracowywaniu różnorodnych sprawozdań), pozwolę sobie zadać kilka pytań, na które bardzo chciałbym uzyskać odpowiedź. Może będzie to próba podsumowania tego roku?
1. Polityka finansowa. Czy w ZHP opracowano koncepcję polityki finansowej? Jak Związek planuje zdobywać środki (poza sprzedawaniem dotychczasowego majątku, propagowaniem przekazywania 1% i czerpania zysków z Akcji Letniej), aby spłacać długi krajowe i zagraniczne, aby funkcjonować bez stresów na każdym szczeblu organizacji?
2. Koncepcja programu ZHP. Kiedy zostanie zaprezentowana czytelna koncepcja programu naszej organizacji? Czy czekać nas będzie korzystanie z dość dowolnie opracowanych i bardzo późno zawieszonych na stronie ZHP materiałów w rodzaju “90-lecia ZHP” i “Roku Małkowskich”? Ile drużyn w swych planach wychowawczych powiązało pracę nad sobą z dwiema ważnymi dla harcerstwa rocznicami?
3. Zlot 100-lecia. Czy władze ZHP przygotowują zlot? Czy jest jego wstępny program, logo, komitet honorowy, sztab itd., itd. Czy ktoś wie, jakie zadania mają zrealizować drużyny, które chcą wziąć udział w zlocie? Kiedy zostaną przesłane zaproszenia do organizacji harcerskich w kraju i poza jego granicami? Tu pytania można mnożyć.
4. Polityka informacyjna i wizerunek ZHP. Czy istnieje opracowany dokument regulujący zasady przepływu informacji wewnątrz organizacji oraz promowania Związku na zewnątrz? W jaki sposób każda drużyna ma się dowiedzieć o ważnych sprawach całego ZHP? Czy tylko z internetu? Czy Przewodniczący i Naczelnik ZHP mają koncepcję przekazywania swoich przemyśleń harcerkom i harcerzom?
5., 6., 7… Pytania można mnożyć. Polityka wydawnicza, problemy metody harcerskiej i jej stosowania, kształcenie, ciągłe zmniejszanie się liczby członków, nasza polityka wobec organizacji harcerskich w kraju, polityka wobec WOSM i WAGGGS i wobec organizacji harcerskich poza Polską oraz organizacji skautowych. Ale zostanę przy tych czterech pytaniach. Na następne przyjdzie pora.

W Szwecji

Jak w Szwecji jest zielono! Nie pamiętam, aby w drugiej połowie sierpnia za Bałtykiem ciągle było lato i wszystkie rośliny tak bujnie rosły. Świetnie się wypoczywa patrząc codziennie rano na dwadzieścia kilka krów, pasących się na leśnej wielkiej polanie, lub zbierając grzyby w lesie pełnym kleszczy.
No właśnie - po pierwsze grzyby. Nie tylko takiej zielonej Szwecji o tej porze roku nie pamiętam (druga połowa sierpnia to już początek jesieni), ale i takiej masy grzybów. Pewnego dnia powiedzieliśmy sobie: maślaków i maślakopodobnych nie zbieramy - wyłącznie interesują nas prawdziwki i borowiki. No i prawie się udało, uzupełniliśmy prawdziwki kilkoma koźlakami. Zostawiliśmy w lesie jakieś kanie, tony maślaków i jakieś grzyby, których nazw nie znamy.
Po drugie kleszcze. Fatalnie się stało, ale nie zaszczepiliśmy się przeciwko odkleszczowemu zapaleniu opon mózgowych. A licho nie śpi, w dodatku borelioza czyha. Stąd codzienne opryskiwanie się przed wyjściem do lasu jakimś okropnym śmierdzącym płynem, oglądanie się, wyrywanie kleszczy (bo one i tak na człowieka wejdą), sprawdzanie, czy nie ma na skórze charakterystycznego zaczerwienienia… Nie, nie należy to do przyjemności.
No i po trzecie pogoda - raz deszcz, raz słońce, raz gorąco, drugim razem chłodno - prawdziwa Szwecja. Wynajęliśmy na prawie bezludnej wyspie (ktoś przecież “naszymi” krowami musiał się opiekować) domek, który został przebudowany ze starej kuźni. W środku wielki kominek (codziennie w nim paliliśmy), kuchnia połączona z salonikojadalnią, dwa pokoiki-sypialnie. Z jednej strony domku widok na wodę, z drugiej na łąkę z owymi krowami (czasem szły one na inną łąkę lub na spacer do lasu - wtedy ich nie było).
Po czwarte łódka - bez niej nie można by się było wybrać na wycieczkę lub dostać do sklepu. Motoróweczka do własnej dyspozycji z pełnym bakiem benzyny. Po zużyciu za kolejne napełnienie trzeba już zapłacić. Łódka na bezludnej wyspie jest niezbędna a pływanie nią (nawet tylko 20 minut do sklepu) to duża przyjemność.
Można więc spokojnie wypoczywać, nie myśląc przez jakiś czas o tym, że tysiąc kilometrów na południe pan Prezydent nie dogaduje się z panem Premierem, że jeden lub drugi związek zawodowy prowadzi rozmowy z rządem wcale nie chcąc osiągnąć porozumienia a przygotowania do Euro 2012 idą jak po grudzie. Naprawdę, dobrze jest być w Szwecji na bezludnej wyspie. Nawet z tymi paskudnymi kleszczami.

Silesia albo o dziadostwie

Zbliża się do końca zlot Silesia 2008. Przeczytacie o nim w następnym numerze “Czuwaj”. Siedzę w kawiarence internetowej, robię korektę tego numeru pisma i zbiera mi się na wspomnienia…
Kilka lat temu w naszym hufcu, nie pamiętam, czy całkiem oficjalnie, rzuciłem hasło: “Precz z dziadostwem”. Dlaczego takie wymyśliłem hasło i o co mi chodziło? Mogłem powiedzieć: “precz z przeciętnością”, “precz z bylejakością”, precz z tumiwisizmem” i tak dalej, i tak dalej. Mogłem powiedzieć: “róbmy dobre harcerstwo”, powiedziałem “precz z dz…”.
Nie wiem, czy zauważyliście, że mamy drużyny umundurowane jakkolwiek, wyglądające dziadowsko. Drużynowi prowadzą zbiórki bylejakie, nie przygotowują się do nich solidnie. Na obozie kadra dba (zazwyczaj w czasie apelu) o porządek na terenie (z wyjątkiem własnych namiotów). W ciągu dnia namioty (i uczestników, i kadry) wyglądają jak po pożarze połączonym z powodzią. Na co dzień praca drużyn nie jest zaplanowana, o celach wychowawczych nikt nie myśli. A gdy plany powstaną, i tak ich nikt nie realizuje. Harcówka jest sprzątana tylko przed przybyciem pani dyrektor albo wizytacji z hufca. Czy mam wymieniać dalej? Normalne okropne zwyczajne dziadostwo. Nie dziw więc, że do naszych drużyn dzieci się nie garną i drużyny liczą po siedem osób.
Dlatego w hufcu wydałem dzadostwu prywatną wojnę. Przynosi ona efekty, bo na szczęście nie jestem w tej walce samotny. A jak jest z dziadostwem na szczeblu ogólnopolskim? Silesia to doskonałe pole do obserwacji, w dodatku mam możliwość porównań naszych drużyn ze środowiskami spoza Polski.
Wczoraj przez kilka godzin oglądałem nasz zlotowy festiwal kulturalny. Obejrzałem ponad trzydzieści występów. Tak, tak. Skauci byli różni, ale w porównaniu z nimi nasze występy to było potworne dz… Dlaczego Węgrzy potrafią równo tańczyć, dlaczego Holendrzy pokazują się z najlepszej strony, dlaczego harcerki z Białorusi śpiewają tak, że miło się ich słucha? A my co? Dwie godziny marnych prezentacji z pojedynczymi występami - rodzynkami (tu na przykład świetna ekipa z Gdyni lub pięciu druhów z naszego hufca). Było mi przykro. Nie potrafimy? Nieprawda. Nam, harcerzom po prostu jest obojętne, czy jesteśmy organizacją z klasą, czy dz…
Kto kiedy zacznie głośno mówić - róbmy dobrą robotę. mamy stuletnią tradycję, wiemy, co to znaczy prezentować harcerstwo. Więc prezentujmy je zawsze, także (a może przede wszystkim) na zlocie międzynarodowym. Bo inaczej będziemy dziadowską organizacją. Czy na tym nam zależy?
Adam Czetwertyński
PS Szczytem dziadostwa były nasze “występy” w czasie dnia międzynarodowego. Ręce opadają.
PS 2 W nieco zmienionej (poprawionej) wersji powyższy tekst ukaże się w sierpniowym numerze “Czuwaj”.

Silesia, czyli nieco zdziwień

Dlaczego ciagle muszę się dziwić? Pozytywnie i negatywnie? Pewnie taki mam charakter. Nie jest źle, nie jest też wspaniale - taka trójka z plusem. Dlaczego nie piątka? Po prostu nie umiemy uczyć się na błędach już raz popełnionych i musimy je powtarzać…
najpierw o zdziwieniu pozytywnym. Wyobraźcie sobie, że jemy zupełnie dobre posiłki. Po różnorodnych doświadczeniach z Gniezna i Kielc okazało się, że Polak potrafi. Czasami się spóźni, czasmi kolejka posuwa się zbyt wolno, ale jemy normalnie, co za ulga…
Czy wiecie, że jestem zakodowany? Po co? Tego nikt nie wie. Po prostu zakodowano nas - na identyfikatorze mamy kod kreskowy (i zdjęcie!). Tylko ów kod do niczego nie służy. Tylko gdy wychodzimy z terenu, powinniśmy to odnotować w bazie dzięki czytnikowi, po powrocie zaś odnotowane to powinno byc ponownie. Może to jakaś próba przed zlotem 100-lecia harcerstwa?
Zdziwiony jestem naszą służbą porządkową - po prostu jej nie widać. Ktoś, być może gdzieś nas pilnuje, ale chyba najlepiej czyni to policja.
Największe negatywne zdziwienie sezonu? Najstarsi ludzie to pamietają! Są to głupawe “Kółka dwa”. Beznadziejny pląs, wprowadzony niegdyś na PZHS-y jako ich przebój, żyje i ma się dobrze. Jeżeli codziennie przez dwie godziny ze trzysta osób kręci się i drze nieprzytomnie - coś w tym musi być, aczkolwiek ja tego nie rozumiem.
Miło zdziwiony jestem zajęciami programowymi. jedne lepsze, drugie gorsze, ale słyszę wokół nie najgorsze o nich opinie. To dobrze, bo kadry do poprowadzenia zajęć nie ma zbyt wiele…
Największa wpadka? Informatorki zlotowe - z programem, planem zlotu, karteczkami na żywienie. Będą ponoć w przedostatnim dniu zlotu - piękne czyste, nieużywane pamiątki. Tylko czy na pewno są one potrzebne?
Zlot trwa. A więc kolejne uwagi jeszcze przede mną.
PS Hufiec Praga Południe górą! Karol dowodzi 10-osobową ekipą naszego hufca i zorganizował imprezę rozpoczynającą zlot, przygotowuje końcową i wieczorami szaleje na estradzie. Piotr kieruje służbą wolontariacką. Ola odpowiada za dzień skautowy. Ja opiekuję się harcerzami ze Wschodu. Matejko robi zdjęcia jako główny fotograf zlotu. No i są drużyny - około 45 osób. Razem jest nas 60. Ilość i jakość. Bardzo się cieszę.