26/04/2009
O karach
W czwartek Zuzia powiedziała, że wtorkowe warsztaty w hufcu nic jej nie dały, że ciągle wysłuchuje albo dyskutuje o tym samym, że tak samo było rok, dwa i trzy lata temu. Niczego nowego się nie dowiedziała, a te wszystkie rady, aby nie karać alarmami i dodatkową pracą, są słuszne, ale zupełnie nieskuteczne. Jej zuchy nie słuchają się i już (kto zna Zuzię, najspokojniejszą istotę pod słońcem, wcale się nie dziwi). Na dodatek zuchy Zuzi wyrobiły sobie w hufcu opinię najniegrzeczniejszych zuchów w okolicy. (Są w hufcu też zuchy Iwony, o których mówimy, że są zuchami najgrzeczniejszymi, podobno kumulują swoją niegrzeczność na kolonię).
Cóż więc poradzić Zuzi, której zuchy są grzeczniejsze, gdy zostaną ukarane partią karnych przysiadów wbrew jakimkolwiek zasadom i regułom?
Po kolei - dziecko kilkuletnie, takie w wieku zuchowym musi bywać niegrzeczne. Przecież nie zawsze zna i rozumie przepisy, reguły dorosłych, na dodatek chce, aby je zauważono w tłumie innych dzieci. Każdy zuch jest inny, potrzebuje własnego indywidualnego ciepła ze strony dorosłych, zainteresowania własną osobą, pokazania (nawet gdy się jest istotą ośmioletnią) swej osobowości.
Co może zrobić Zuzia?
Po pierwsze przed kolonią powinna omówić z zuchami reguły zachowania się na wyjeździe. Omówić bardzo szczegółowo. A więc zuchy muszą wiedzieć, jak przebiega dzień od pobudki do ciszy nocnej, co im wolno, a czego nie. Jakie są sytuacje, gdy bywają strofowane (ot, na przykład na stołówce) i jak do sytuacji konfliktowych nie doprowadzać. Zuchy muszą poznać wszystkie regulaminy kolonijne w maju i czerwcu. Na miejscu Zuzi także porozmawiałbym indywidualnie z najmniej grzecznymi chłopcami (albo dziewczynkami) na przykład o biciu kolegów lub koleżanek.
To samo powinni wiedzieć rodzice. Znać (na piśmie!) regulaminy i na ich temat rozmawiać ze swoimi dziećmi. Im kłopotliwsze zuchy, tym więcej rozmów z rodzicami i rodziców z zuchami.
Po drugie z zuchami, które już czytają i potrafią pisać (a takich jest większość), można zawrzeć kontrakt na piśmie - umowę o regułach zachowania, bardzo uroczyście podpisany w obecności rodziców, a może nawet osób trzecich. Tekst i podpisanie umowy powinno mieć formę obrzędową. U starszych dzieci naka umowa bardzo często przynosi znakomite efekty.
Po co te wszystkie zabiegi przed kolonią? Aby można było w każdym momencie odwoływać się do ustaleń, reguł, regulaminów. Indywidualnie.
Po trzecie Zuzia może popracować indywidualnie z trudnymi zuchami. Każdy z nich (nie tylko “trudny”) może mieć na kolonii odpowiedzialne, ważne zadania. Im więcej zadań (rozliczanych) otrzyma zuch, im bardziej jest zaangażowany w różne kolonijne zadania, tym będzie grzeczniejszy, nie będzie miał czasu na nudzenie się. Ale te zadania warto mieć przemyślane przed kolonią, być może, że wpisane do kontraktu.
Po czwarte - zuchy muszą lubić swojego drużynowego (a właściwie w naszym hufcu swoją drużynową). Także te ubóstwiające rozrabianie zuchy Zuzi muszą ją strasznie, strasznie lubić. Tak mi się wydaje, że lubienie Zuzi nie jest specjalnie trudne, więc zuchom powinno się to udać. Gdy się lubimy (cenimy, szanujemy), karanie jednej strony przez drugą nie wchodzi w rachubę. Jak być niedobrym zuchem w stosunku do najmilszej druhny i jak ukarać swego najsympatyczniejszego zucha? Karać go przysiadami? Ośmieszać przed gromadą? Nie przystoi.
Dawno dawno temu byłem drużynowym zuchów. Powiecie - inne to były czasy. Czasy były inne, bo nie było internetu, kolorowej telewizji i telefonów komórkowych. Ale dzieci były dziećmi. Gdy na naszym korytarzu walczyły w sztafecie albo pląsały, to szkoła drżała w posadach. Jednak ja lubiłem moich chłopców a oni mnie. Od sporów był krąg rady, a nie wrzask czy kary. Muszę przyznać, że nie pamiętam, bym na koloniach moich malców karał (oszukuję - raz ukarałem Krzysia, bo wykradał kurom świeżo zniesione jajka). Ale żeby chłopcy coś psuli, bili się, nie słuchali mnie? Dlaczego tak miałoby być? Przecież byli zuchami.
Po piąte wydaje mi się, że powinniśmy częściej czytywać “Antka Cwaniaka”. I na nim sie wzorować. Powiecie, że to postać w pełni fikcyjna? Aleksander Kamiński każe nam wierzyć, że było inaczej i wierzmy druhowi Kamykowi.
PS Jeżeli będziecie chcieli, to jeszcze o karach (a także braku kar) na kolonii napiszę.

Komentarze(9)