30/05/2009
Trzy siostry
Niektóre marzenia mijają. Czas płynie, ludzie rodzą się i umierają, nowe nadzieje gdzieś powstają, trwają lub i rozwiewają się. Może za chwilę wykwitnie gdzieś kolejne? Nie wchodzimy dwa razy do tej samej rzeki. Nigdy. W “Trzech siostrach” czas stanął. Prawie się zatrzymał. Pewnego dnia siostrom zaginęła Moskwa. Miasto - mit. I wrócić do niego nie można. Dlaczego? Przecież jest niedaleko, jakby na wyciągniecie ręki, Tuż, tuż. I nie się jej dotknąć, nie da się do Moskwy pojechać. Jest małe miasto, jakich są tysiące. W nim mieszkać się nie da. Bo to nie jest Moskwa.
Siostry do końca życia pozostaną ze swoimi marzeniami. Marzeniami o miłości, o godnym życiu, o przestrzeni, która jest w wielkim mieście, a której nie na polach i łakach wokół miasteczka. Wszystko na odwrót, nic, co normalne, normalne nie jest.
Obejrzałem dwa przedstawienia - jedne “Trzy siostry” Teatru Norwida z Jeleniej Góry pokazane w ramach Warszawskich Spotkań Teatralnych, a więc, wydawałoby się, że przedstawienie najlepsze z najlepszych. Drugie w wykonaniu tegorocznego czwartego roku warszawskiej Akademii Teatralnej.
Które zachwyca? Stop. A czy w ogóle musi zachwycać? To pierwsze nadmiernie eksponujące nadwrażliwość bohaterów. Zagrane ostro, z wyeksponowanym erotyzmem w niektórych scenach. Ma być uniwersalne, takie dzisiejsze, współczesne. Nawet aktorzy ubrani jak widzowie. Wyrwać się z Jeleniej Góry do Wrocławia? Takie ambicje miał Krzysztof Minkowski? Nie wiem.
Drugie “Trzy siostry”- młodzieżowe - są bardzo stonowane. Stroje z epoki, ruchy wysublimowane. Akcja toczy się powoli, abyśmy mogli smakować tekst Czechowa. Siostry są młodziutkie. To bardzo dobrze. Ale także nie razi młodość pozostałych bohaterów. Tylko doktor, który jest starszym człowiekiem, jako młodzieniaszek wygląda nieco zabawnie. Przedstawienie szkolne, więc młodzi aktorzy muszą wykazać, że potrafią grać każdą rolę. Wydaje się, że swe zadanie wykonali dobrze.
I co się dzieje? Nowatorska inscenizacja z Jeleniej Góry, w której reżyser chciał dołożyć miejscowym notablom, wydaje się słabsza. Może dlatego, że uwspółcześnianie dawnych dramatów nie zawsze bawi, nie zawsze się udaje. Może taki widz, jak ja, chciałby obejrzeć sztukę w wersji “oryginalnej”. Ciągle mi się wydaje, że takie komentarze nie zawsze są udane. Dlatego z dużą przyjemnością obejrzałem przedstawienie Akademii Teatralnej. Po prostu.

Komentarze(2)