Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

October, 2009 w archiwum

Tydzień harcerski

Przed tygodniem było o kulturze, teraz będzie o harcerstwie. Ale nie o tym, co się dzieje w harcerskiej centrali. Sumowanie działań na szczeblu GK, wyciąganie wniosków, opis stylu pracy różnych instruktorów, komentowanie planów zespołów i ich realizacji to taka mozaika, takie splątanie wątków, że nie jestem w stanie obiektywnie na ten temat pisać. Właśnie w ubiegłym tygodniu dowiedziałem się, że wtrącam się (oczywiście niewłaściwie) do działań w pewnym obszarze pracy naszej harcerskiej centrali. Cóż z tego, że się nie wtrącam, ale jest ktoś, kto postanowił sobie pofantazjować i głosi, co głosi. Ba, swych opinii niczym nie jest w stanie uzasadnić, ale będzie opowiadał jakieś głupstwa na mój temat. Między innymi dlatego o GK cisza. Przecież wszystko, co napiszę, będzie świadczyło na moją niekorzyść.

Książę Pepi
W poniedziałek coroczna zbiórka naszego kręgu. Od 98 lat (tak, to prawda!) bohaterem naszego środowiska jest książę Józef Poniatowski. O historii warszawskiej “Trójki” czasem tu piszę. Spotkaliśmy się w rocznicę jego śmierci (utonął w 1813 roku w Elsterze). Zdumiewające, jeden z naszych gości opowiedział nam o nieznanych szczegółach jego życia. A wydawałoby się, że o księciu wiemy już wszystko. Tradycją jest zjadanie w czasie tej zbiórki tortu, więc dla historii niech pozostanie informacja - tort był.

Zbiórka namiestnictw
Nasi instruktorzy zuchowi i harcerscy wybrali się na kręgle. Ale cała czterdziestka wcześniej postanowiła omówić ważne sprawy swych namiestnictw. Spotkali się więc w mojej szkole, a ja byłem przez dwie godziny opiekunem dorosłych bachorów, pilnując, aby szkoła w czasie ich pobytu u nas nie rozpadała się. Zbiórka była udana. Szkoła się nie rozleciała. Na kręgle jednak nie poszedłem. (Opowieść o stanie mojej krtani w tym tygodniu mogłaby być długa).

Komenda hufca
Lada dzień zjazd sprawozdawczy naszego hufca. Dlatego mamy w środę ostatnie spotkanie komendy przed 7 listopada. Ciekawe, dlaczego w momencie, gdy sumujemy swą pracę, cała nasza siódemka dostaje małpiego rozumu? Herbata na dywanie, sprawozdanie w proszku, nikt nic nie wie i bawimy się jak dzieci. Ale za nami świetny rajd rad drużyn, spotkanie gromad zuchowych, zbiórka NS-u. Sporo się dzieje, ale pracować w czasie zbiórki komendy wyraźnie się nam nie chce.

Sprawozdanie
No tak, z tym sprawozdaniem (mowa o sprawozdaniu naszej komendy) jakoś nam nie idzie. Nowoczesny system - każdy może swój fragment wpisać “na żywo” w internecie, sprawozdanie przyszykowane zgodnie z punktami naszego nieźle napisanego planu rozwoju hufca, a idzie nam jak po grudzie. Chyba jest jak zawsze - musimy zrobić wszystko na ostatnią chwilę. Ja też piszę i piszę swoje kawałki, redaguję resztę i końca nie widać.

Szkolenie kadry szczepów
Sobotnie warsztaty dla kadry szczepów wzbudziły skromne zainteresowanie w hufcu. Czy wszyscy wszystko wiedzą? Czy na pewno w sferze finansowej i programowej nasza kadra szczepów jest taka dobra? Szczególnie ta najmłodsza? Wątpię. Ale dobrze, że warsztaty się odbyły. Wiemy już, że szczepowi nie podpisali właściwych papierów i musimy to w hufcu zmienić. I mamy kłopoty z rozliczeniami, i nie ma w szczepach konstytucji. Komenda będzie miała w najbliższym czasie (a później grupa instruktorów) to i owo do zrobienia.

Maile, maile
No i jest jeszcze korespondencja. W sprawach ważnych: “Druhu, nasza drużyna nie będzie działać!” i drobnych: “Czy spotykamy się o 18.30 czy 18.45?”. Jak jeszcze nie tak dawno moglismy żyć bez poczty elektronicznej? Więcej ze sobą konkretniej rozmawialiśmy przez telefon? Ale jednak mamy teraz proste życie. Możemy tak dużo zrobić bez wychodzenia z domu. W harcerstwie też.

Tydzień kulturalny

Co tydzień wpisuję tu jakieś notatki. Recenzję, oceny, refleksje. Ale nie oceniam wszystkich wydarzeń, w których uczestniczę. Może więc raz na jakiś czas warto opisać cały tydzień? Choćby kilka słów o każdym wydarzeniu? Dlatego tym razem „Tydzień kulturalny”.
Poniedziałek
W Warszawie rozpoczął się 25 Warszawski Festiwal Filmowy. Nie jestem znawcą, specjalistą, fanem kina. Dziś obejrzałem dwa filmy. Cóż, bardzo różne. Pierwszy – w dużej części animowany. Japońsko-rosyjski: „Pierwszy oddział. Moment prawdy”. Okultyści, przewidywanie przyszłości, świat zła, zmarli ożywający a do tego autentyczne wspomnienia (lub „wspomnienia”) radzieckich weteranów wielkiej wojny ojczyźnianej, ale także żołnierzy niemieckich. Animacja połączona z „dokumentem” dała przeciętne efekty. Szkoda. Drugi z filmów – dokument „Wszystko na widoku”. To relacja o Joshu Harrisie – prekursorze internetu, prekursorze „Wielkiego Brata”, dziś mieszkańca jednego z najbiedniejszych krajów Afryki. Ciekawe, bardzo ciekawe.
Wtorek
W Akademii Teatralnej przygotowania do premiery „Chopina w Ameryce”. Rektor Strzelecki reżyseruje warsztat studentów IV roku. Musical złożony z 20 piosenek, wcale nie z czasów romantyzmu. Chopin miał rzeczywiście do Ameryki wyjechać, a dalej to już piękne kolorowe widowisko. Andrzej Strzelecki zaprezentował kilka piosenek, opowiedział o spektaklu. Na przedstawienie się wybiorę.
Środa
Teatr Wytwórnia gra widowisko „60/90”. Problemy młodzieży z lat sześćdziesiątych, a później dziewięćdziesiątych. On, ona, uczucie, próby seksu, druga ona, drugi on, nieco realiów, nieco wyobrażeń, jak to niegdyś było. Najlepszy był zespół jazzowy, tak samo dobrze grający przez cały czas. A przedstawienie? Takie sobie.
Czwartek
Rok Słowackiego. Na Jezuickiej oglądam stare przedstawienie „Horsztyńskiego” w reżyserii Zbigniewa Zapasiewicza. Bardzo się zestarzało. Niejasna konstrukcja, romantyczni (bo jacy mają być?) bohaterowie – zdrajcy i patrioci z końca XVIII wieku. Sceny o różnorodnej sile oddziaływania.
Piątek
„Zamyślenia” - koncert z okazji Roku Słowackiego. Świetny.Jazzowy zespół Wojciecha Majewskiego gra motywy romantyczne. To się musi podobać.
Późnym wieczorem kolejny film Festiwalu Filmowego. „Symbol” - animacja japońska. Mam pecha, to nie było do oglądania. Człowiek zamknięty w białym sześcianie. Wyrastają ze ścian jakieś symbole. Tanże człowiek staje się nieświadomie twórcą, Bogiem, absolutnie nieświadomym kreatorem. Dziwactwo.
Sobota
Jeszcze jeden film - „Disco i wojna atomowa”. Na koniec tygodnia film dokumentalny. Dzieje Estonii po II wojnie światowej. Ironicznie, zabawnie, tragicznie. Obraz zniewolonego narodu pokazany przez pryzmat jednostki. Duża rzecz.

Dramat o Warneńczyku…

Rzecz w naszych czasach niespotykana. 21-letni autor pisze dramat historyczny o jednym z naszych królów. Sztuka wystawiona jest w przez profesjonalnych aktorów, wyreżyserowana także w teatru zawodowym. Bo scena przy Olesińskiej staje się coraz bardziej nie prywatną inicjatywą Tadeusza Słobodzianka, tylko normalnym teatrem repertuarowym, który zdobywa sobie, fakt, że z pewnym trudem, dobrą markę wśród scen, nazwijmy to dla uproszczenia offowych.
Kibicuję Laboratorium Dramatu od pewnego czasu, Słobodzianek nazwał mnie ostatnio najbardziej wiernym widzem jego wysuniętej na Górnym Mokotowie placówki. Niech tak będzie, tylko raz zaprotestowałem, że to nie najtrafniejsza ocena - nieskutecznie.
Cóż, nie będę rozwodził się nad reżyserią “Obcego króla”. Jest kilka fragmentów wspaniałych, które Aldona Figura pieknie przedstawiła. Na przykład - na początku utworu wkroczenie do obozu królewskiego biskupa Oleśnickiego. Jak znakomicie Zdzisław Wardejn przebiera się ze zbroi rycerskiej w szaty duchowne! Albo ćwiczenie z arbuzami. Pomysł (na pewno nie nowy), by roztrzaskać kilka arbuzów w trakcie zabawy bronią - w czasie premiery bardzo mi się podobał. Niepokojący był tylko brak jakiegoś czytelnego sygnału, gdzie toczy się akcja kolejnej sceny i ile czasu upłynęło od poprzedniej. Bez zmiany dekoracji znajdowaliśmy się w różnych miejscach naszej części Europy. Dlaczego pani reżyser nie chciała nam czytelnie powiedzieć, gdzie jesteśmy w danym momencie? Nie rozumiem.
Rzecz jest warta obejrzenia - autor dość zręcznie pokazuje nam dylematy władzy - ufać sobie? kościołowi? przyjacielowi? Kto na młodego króla ma największy wpływ? Czy warto poświęcić się, aby rządzić połową Europy? Atakują króla Władysława różne siły. Akcja toczy się szybko. I wydaje się, że dramat jest dobrze skonstruowany - zakończy się śmiercią króla pod Warną.
Widz zastanawia się - kto zwycięży? Papiestwo? Król Władysław - senior? Biskup Oleśnicki? Zausznik królewski - człowiek niezwykle ambitny?
Toczy się więc akcja sprawnie, toczy się aż nagle… załamuje się. Zupełnie niespodziewanie. Cyryl Cyberski umieszcza bohatera w zaświatach (!) i w ten sposób niszczy znakomite wrażenie, jakie do tej pory o nim mieliśmy. Skąd tak dziecinny pomysł? Dlaczego konieczne było wprowadzenie zjaw i duchów? Nie rozumiem. Tak inteligentnie ukazano postawy króla, dylematy władzy i tu trach!!! Oglądamy Władysława Warneńczyka po śmierci! Na dodatek pojawia się kabaretowo zaprezentowany Kaligula! Bez sensu.

Grzesiowi C. do sztambucha

We wstępniaku do październikowego numeru „Czuwaj” jego naczelny pisze o tzw. konflikcie starzy instruktorzy – młodzi. I po zauważeniu jednego, autentycznego źródła, pisze o drugim. I jest to dla mnie zdumiewające. Czytamy:
A ostatnio kilkoro instruktorów uświadomiło mi jeszcze jeden ważny mechanizm. Opowiadali mi, jak ich przełożeni ciągle mają do nich pretensję, że… za mało czasu poświęcają na harcerstwo. I wcale nie chodziło tutaj o niezrozumienie na linii: mający dużo czasu emeryt - zapracowany student. Jako argument było przywoływano duże zaangażowanie tych starszych instruktorów w swych młodych latach.
Grzesio twierdzi, że najważniejsza dla każdego młodego instruktora być musi nauka, praca, rodzina, a dopiero w następnej kolejności harcerstwo. I ma rację. Tak być dziś powinno i tak powinno być niegdyś.
Tylko nie zaangażowanie oraz ilość czasu, jaki poświęcaliśmy niegdyś harcerstwu, w sposób zasadniczy nas różni (nas, bo czasu nie zatrzymamy i należę dziś do owego starszego pokolenia). Żyjemy w innej rzeczywistości, innym ustroju, w innej liczebnie i o innych ideach organizacji. Czasu mamy mniej a zaangażowanie jest takie same, naprawdę takie same.
Uważam, że dziś, inaczej niż przed laty, część z nas, instruktorów ZHP, jest po prostu niezwykle mało odpowiedzialna, rzuca słowa na wiatr, zobowiązuje się do wykonania konkretnych zadań, ale do ich nie wykonuje, bo „nie ma czasu”. Tak, Grzesiu, niektórzy mówią „tak”, „oczywiście”, „zrobię”, „wykonam”. A tych młodych, młodszych, najmłodszych – zajętych, zapracowanych, na nic nie mających czasu, jest więcej, znacznie więcej niż tych starszych, którzy mogą powiedzieć „za moich czasów tak nie pracowaliśmy”. I ci starsi mają rację. To nie zaangażowanie, powtórzę – to brak odpowiedzialności.
Twierdzę, że niegdyś na słowie harcerza można częściej polegać jak na Zawiszy niż dziś. Takie czasy. A konflikt starzy – młodzi? Naprawdę na marginesie.

Versus

Wiersz/wers czy kontra? Przeciwstawienie się? Które znaczenie tego słowa ma odpowiadać treści przedstawienia Rodrigo Garcii? Chyba jednak przeciwko…, w porównaniu…, w stosunku do czegoś…
Zapowiedziano nam wielki spektakl o globalnym proteście przeciw współczesnej cywilizacji, który przedstawi “teatralny terrorysta” Hiszpan wychowany w Argentynie. Nie, nie był to spektakl oszałamiający. Po prostu obejrzeliśmy dobre przedstawienie o przemocy (przede wszystkim), o brutalności nas samych, o codziennych (jednak) problemach zwykłych ludzi. Problemy te wydają się uniwersalne, mają charakter globalny. Przecież dylematy chłopca z bardzo biednej rodziny z Buenos Aires są naszymi dylematami. A czy dorasta się w dzielnicy biedy za Atlantykiem, czy w kraju nad Wisłą - czy jest to dziś wielka różnica?
Świat jest brutalny, tak dla zwierząt (biedna ludzka owieczka, czy autentyczny królik - nad jego losem płaczą ludzie, a może to oni przedstawiają króliczą mękę?), jak i dla ludzi (ile razy w życiu człowiek może zaczynać je “od nowa”, od początku, zaczynając jakby od zera, ile razy można być niszczonym i później udawać Fenixa?). A wokół nas świat dominuje fałszu, siły, braku zrozumienia dla naszej kultury (tak, na książki można oddać mocz, można mimi rzucać, a czytanie przekształca się w tworzenie jednej wielkiej papierowej kuli.
W świecie Garcii nie zabrakło też wątku codziennego, wątku na temat uczuć. - W każdej chwili możemy zakochać się w byle kim. To dyskredytuje romantyczne wyobrażenie miłości. Chodzi o potrzebę, którą musimy zaspokoić, jak pragnienie. Zakochujesz się i nie wytrzymujesz z samym sobą… Zakochany ma więc podwójne zadanie - wytrzymać z samym sobą i z drugą osobą, ale wydaje się to bardziej znośne niż życie bez miłości” - mówi Garcia w “Versusie”. - Chodząc w ciemności chwytasz się pierwszego napotkanego promienia światła… - dodaje chwikę później.
“Versus” to opowieść o człowieku-egoiście. Czy takim jest on w rzeczywistości? Bo pojawia się też monolog o potrzebie ludzkiego towarzystwa. Wieloznaczny, niezwykle wieloznaczny. A owa potrzeba jest rzeczywista.
Nie piszę tu o języku, jakim posługują się aktorzy-bohaterowie Garcii. Może taki jest język naszych społeczeństw… Piotr Gruszczyński pisząc o twórczości Hiszpana zatytułował swój szkic “Gówno jako zasada”. Może tak właśnie jest, że brutalny świat współczesności trzeba opisywać brutalnym słownictwem. Hamletów w okolicach nie widać.

Next Page »