Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (255) Polityka (37) Pożegnania (22) Szkoła (73) Varia (102)

July, 2011 w archiwum

Na Zakynthos (część druga), czyli hotel pięciogwiazdkowy

Z balkonu piękny widok – blisko basen, sosny i nieco innych roślin, w oddali – morze. Wydawałoby się – na wyciągnięcie ręki. Ale nie. Perspektywa przepiękna. Lecz między nami a morskimi falami klif – tak ze dwieście metrów ściany. I w całej okolicy zejścia do morza nie ma. Żadnego. Tak miało być, tak jesteśmy umówieni. Taki chcieliśmy hotel. Do najbliższej wsi dwa kilometry. W ten upał w dzień dojść się da.

Codziennie hotelowy busik robi dwa kursy, wożąc nas na piaseczek z drugiej strony wyspy lub na skałki z naszej. Za każdym razem jest to dobrych kilka kilometrów – pół godziny jazdy.
Niektóre dni spędzić więc trzeba na miejscu – przy górnym basenie (z widokiem na morze) lub przy dolnym (oczywiście z widokiem na morze). Super.

Hotel ma pięć gwiazdek. Lepszego w Grecji nie ma. Nasze polskie biuro podroży reklamuje: „Pokoje około 25-metrowe”. Dziwisz się więc wczasowiczu, gdy wsadzają cię do pokoju 20-metrowego na dodatek z częściowym widokiem na morze. Za ten widok zapłaciłeś, i to wcale niemałe pieniądze. A widok jest częściowy, bo przed balkonem rosną sobie sosny, tenże widok zasłaniając… Nie masz więc widoku (to znaczy masz, ale taki na 50 procent), nie masz dużego pokoju. Nie dziwi cię więc, że nie masz minibarku (po co ci minibarek, gdyby był, to tak jego zawartość nie byłaby na twoją kieszeń), nie ma kapci (kto wymyślił, że w pięciogwiazdkowym hotelu mają być jakieś kapcie, jakiś szlafrok, jakiś czajnik…). Co? Zapłaciłeś za to, nawet z Polski zabrałeś herbatę? Ale nie ma, po prostu nie ma. Katalog jedno – życie co innego. W katalogu nie ma też informacji: Pokojówki pracują raz lepiej, raz gorzej. Czasem ręcznik wymienią, czasem zabiorą używany i jesteś bez ręcznika. Mogą też przez pomyłkę zabrać kartę, bez której nie można włączyć światła. Nie ma też informacji: Wody pod prysznicem uregulować się nie da. Będzie płynąć raz gorąca, raz zimna, całkiem dowolnie. Bo dlaczego nie? Przecież to hotel pięciogwiazdkowy.

Najciekawiej jednak wyszło z wycieczkami. Biuro podróży, co jest normą, proponuje kilka imprez. Ceny około 40 euro od osoby. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że akurat z naszego hotelu organizator wycieczek nie zapewnia transportu. Więc trzeba dojechać na miejsce zbiórki taksówką za… 40 euro. Wycieczka za jedną osobę kosztuje więc, drobiazg, około 80 euro. Dwa razy drożej niż turystów mieszkających w innych hotelach. Gdyby to nie było smutne, byłoby śmieszne

Plusy? Ale owszem. Wspaniała pogoda. Cudowne widoki. I wspaniała kuchnia. Strasznie sympatyczna obsługa kelnerska oraz szef kuchni, któremu na nas zależy, na naszym samopoczuciu. Ale dlaczego tylko kelnerom i kucharzom? Dlaczego nie naszemu polskiemu biuru podróży? Ciekawe.

PS A o Zakynthos jeszcze napiszę…

Na Zakynthos (część pierwsza)

Marie
Z hotelowego balkonu widok na morze. Gdzieś tam, daleko, jest Półwysep Apeniński. Nasza wyspa przytulona jest prawie do Peloponezu, ale to z jej drugiej strony widać Grecję kontynentalną. Dwa kroki do Olimpii. Jutro w cerkwi w pobliskiej wiosce wielkie doroczne święto. To na cześć Marii Magdaleny i Marii Klopa, które w 34 roku po śmierci Chrystusa wyprawiły się z Jerozolimy do Rzymu. Po drodze było Zakynthos i tam wylądowały. Nie miały sił, możliwości, pieniędzy, by podróżować dalej. Na jakiś czas osiadły na wyspie, ponoć głosiły wieść o naukach Jezusa. A wioska nazywa się Marie, w liczbie mnogiej.

Klif
Marie dopłynęły do Porto Vromi, jednego z niewielu miejsc na zachodnim wybrzeżu, gdzie da się wejść na ląd. Bo duża część Zakynthos wprost wyrasta z morza, tworząc ogromne klify. Jednak pracowite fale nieco klify uszkadzają, tworząc wielkie i różnorodne jaskinie. Pływają więc mniejsze i większe łódki z setkami turystów, którzy zadzierają głowy do góry lub patrzą na różnorodne odbłyski w wodzie, bo w każdej jaskini jest ona jakby inna. Dobrotliwy właściciel łódki staje w którejś z zatok (a nad nami 200 metrów pionowej skały) i komunikuje: - Dziesięć minut na kąpiel. - Niesamowite wrażenie, takie pływanie w krystalicznej wodzie z wielką skałą nad głową.

Zatoka wraku
Gdyby wrak nie był prawdziwy, powinien być tam sprowadzony. Jest niesamowitą atrakcją. Jak dobrze jest sfotografować się na tle przerdzewiałej blachy! Zatoka jest dość duża, poza wrakiem mieści się na plaży pewnie jednorazowo z tysiąc turystów, dowiezionych przez wielkie statki wycieczkowe lub małe motoróweczki. Piękne morze (ale gdzie na Zakynthos nie jest ono piękne?), jaśniutki piasek. I świadomość, że dostęp do zatoki jest tylko od morza. Gdyby tak po nas nikt nie przypłynął? Zostalibyśmy jak Robinson na bezludnej wyspie. Tylko z góry, z platformy widokowej (to te 200 czy 250 metrów w pionie) patrzyliby na nas inni turyści, którzy mogą nas (i wrak) fotografować.

M.? Może być tyle na dziś? Obiecuję, że ciąg dalszy nastąpi.