Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (255) Polityka (37) Pożegnania (22) Szkoła (73) Varia (102)

October, 2011 w archiwum

Poloniści, poloniści

To interesujące spotkanie. Po wielu latach od skończenia naszej warszawskiej polonistyki zebraliśmy się towarzysko grupą tak mniej więcej 30-osobową. Na roku było około 200 osób, więc ta trzydziestka to tylko cząstka z nas. Ale pierwsze koty za płoty.
Po wielu latach zadajemy sobie pytania: - To jak ty się nazywasz? To ty też ze mną studiowałeś? - Bo mamy dwa kłopoty. Czas robi swoje i jednak zmieniamy się, a w większości rozstaliśmy się, mając około 25 lat. Ale na tym wielkim wydziale nie wszyscy wszystkich dobrze znali. Były grupy, dość stałe, i członków własnej grupy oczywiście każdy z nas poznaje. Poza tym lektoraty, seminaria, wykłady - i tu już gorzej. Jedni tkwili w bibliotekach, inni woleli żyć rozrywkowo. Niektórzy studiowali bardzo pilnie, inni mniej. Normalnie. Więc nie dziwmy się, że częściowo jesteśmy, pomimo wspólnych profesorów, dosyć obcy. Oczywiście panowie rozróżniają się prawie bezbłędnie, bo było nas pewnie ze trzydziestu i połączyło nas wojsko. Przez dwa lata studiów jeden dzień w tygodniu meldowaliśmy się przed budynkiem studium wojskowego w zielonym ubranku a do tego pięć tygodni spędziliśmy na obozie wojskowego. Jak tu o sobie zapomnieć?
Gdy myślę o naszych profesorach, muszę przyznać, że była to grupa wybitnych naukowców. Nie, nie będę wymieniał ich nazwisk, bo mógłbym któreś ominąć, a wspomnienie o nich to musi być odrębny tekst. Nie powinienem go pisać samodzielnie. Bo wspomnienia ulatują, a każde z nas mogłoby coś na ten temat dorzucić.
Trzydzieści osób - nieliczne z pierwszych stron gazet. Ot, J., który po prostu powiedział: “Profesor jestem” czy N., która tak wiele znaczyła (i dziś znaczy) w telewizji. A dalej K., który był wiceministrem , P. - świetny poeta, znawca Biblii, Tuwima i współczesnej literatury lub B. - naczelna jednego z wielonakładowych czasopism dla kobiet. Opowiadaliśmy o sobie, bo przecież wiedzieliśmy o swym życiu tak niewiele. Któraś dziewczyna po skończeniu polonistyki została lekarzem, któraś całe życie dubbingowała filmy, któraś pracowała w teatrze telewizji a kolejne w telewizji pracują do dziś. W. z powodów rodzinnych musiał pracować za granicą (dlatego, jak się pochwalił, UW dał mu medal za prowadzenie współpracy między naszym uniwersytetem a tym w Hamburgu), zaś S., jak to ładnie ujął, etatowo umacniał w Polsce poprzedni reżim, ale mu się nie udało i mamy kapitalizm. Ludzie teatru, ludzie kultury, nauczycielka. Niektórzy mieszkający na stałe za granicą.
Ktoś przy kolejnej relacji westchnął: - Jakiż materiał na dobry scenariusz filmu… - Ma rację, bo to przypadkowo zebrana bardzo ciekawa klasa.
Po raz kolejny, gdy spoglądam grono rówieśników, zauważam naszą wspólną cechę. Jesteśmy ludźmi spełnionymi i szczęśliwymi. Niektórzy już na emeryturze (”O, jak cudownie być emerytką” - usłyszałem). Niektórzy bardzo intensywnie pracujący (”Nie, co jak bym robiła, gdybym nie pracowała!”). Duża część otoczona dziećmi (”Miałam trzech mężów, dwoje dzieci, pierwsze z pierwszym a drugie z trzecim. Nie!!! Przepraszam!!! Pierwsze dziecko z drugim. Ale teraz męża nie mam”). Wszyscy chwalą się wnukami. Grupa ludzi z ogromnym dystansem do otaczającej nas rzeczywistości. Na czwartym roku przeżyliśmy marzec 68 roku. Dorośli weszliśmy w okres pierwszej “Solidarności” (”Byłam korespondentka ogólnopolskiego dziennika, na co dzień byłam w stoczni, zaprzyjaźniłam się z Wałęsą”), nie zniszczył nas rok 89 i aktualny ustrój, jakoś tak cały czas robiliśmy swoje.
Lubię przebywać wśród ludzi zadowolonych ze swego życia. Spotkamy się za rok. Podejrzewam, że o rok młodsi.

Pozjazdowe hufcowe refleksje

Jesteśmy po zjeździe hufca. Mamy odnowioną komendę, komisję rewizyjną i sąd. W zmienionych składach, ale z tymi samymi szefami. To w naszym przypadku dobrze rokuje na przyszłość. Krysia - komendantka na 57 osób głosujących zdobyła 56 głosów. Znakomity wynik. Ogląd zjazdu mam z kilku stron - jako przewodniczący-jednoosobowe prezydium, jako ustępujący członek komendy hufca i jako kandydat (a później wybrany członek) nowej komendy. Kilka refleksji, bo o różnych sprawach warto wspomnieć.

Przygotowania
Jako ustępująca komenda bardzo się napracowaliśmy, przygotowując zjazd. Nie chcieliśmy, by osoby uprawnione do głosowania dokonywały wybory na żywioł. Dlatego skład komendy był wcześniej opublikowany, dlatego strategię (nazwaną później programem rozwoju hufca) wypracowaliśmy, konsultowaliśmy w różnych zespołach, dlatego Leszek i ja przygotowaliśmy projekty uchwał w sprawie zmian w statucie i nowej strategii ZHP. Bardzo dużo czasu zajęło nam przygotowanie sprawozdania komendy. Nie wiem, jak osób to zauważyło…

Ogólna ocena
Tak, mamy dziś satysfakcję. Większość środowisk rozwija się, drużyny i gromady są coraz lepsze. Nie wiemy, ile nas rzeczywiście jest. Może zrobimy własny spis? Na pewno ponad tysiąc. Tylko ile więcej? Zauważmy w niektórych środowiskach liczba zuchów zaczyna być znacznie większa od liczby harcerzy. Mamy 40-osobowe gromady. Może się jeszcze zmniejszą. Ale A. z dumą mówi, że ma w szczepie ponad 100 zuchów. I ma się z czego cieszyć. W którymś momencie powiedziałem, że te sukcesy w hufcu to efekt pracy nas wszystkich - komendy hufca też, ale przede wszystkim drużynowych, szczepowych, kadry pracującej bezpośrednio z dziećmi. My - instruktorzy hufca mamy tylko pomagać, ze wszystkich sił pomagać. I tak ma być dalej.

Ocena Chorągwi
Bardzo staraliśmy się od Waldka Kowalczyka - komendanta chorągwi, ale przecież naszego byłego komendanta hufca - uzyskać jednoznaczną wypowiedź na nasz temat. Zadawaliśmy mu pytanie, czy uważa, że jesteśmy najlepszym hufcem w chorągwi. Waldek się bardzo bronił przed jednoznaczną oceną. Ale w ostatnich zdaniach padło słowo “tak”. To nas cieszy.
Forsujemy w hufcu hasło “Więcej harcerstwa w harcerstwie”. I choć rzeczywiście w ciągu minionych czterech lat hufiec nam się zmienia na korzyść, to hasło to pozostaje nadal aktualne. Ciągle więcej harcerstwa w naszym hufcu będzie bardzo przydatne.

Przepisy i regulaminy
Dlaczego nam się udaje? Bo stwarzamy w hufcu dobrą atmosferę? Bo szkolimy, szkolimy, szkolimy? Bo mamy namiestnictwa, szczepy, zespoły? Bo wspieramy kadrę? Motywujemy ją do pracy? Tak, tak. Ale zauważmy - staramy się pracować zgodnie z obowiązującymi nas regułami - od pamiętania o Prawie Harcerskim, po przestrzeganie przepisów kąpieli. A gdzieś tam po drodze standardy kursów, wymagania na stopnie itd.
Dlatego szokiem dla mnie była wypowiedź druha K. - szczepowego, który zakomunikował, iż nie widzi potrzeby spisania reguł działania własnego szczepu, że konstytucja środowiska nie jest niezbędna. I argumentował, iż przecież regulaminy w harcerstwie mogą ulec zmianie. Oczywiście mogą się zmienić, ale szczep bez reguł, zasad działania? Bez konstytucji? Ma działać, jak zdecydował komendant szczepu? Wolne żarty.

Przed nami cztery lata
Już po zjeździe korespondowałem na fb z jedną z druhen, która ma dziś lat 17. Starałem się jej uświadomić, że gdy będziemy mieli kolejny zjazd, gdy wybierać będziemy nową komendę, będzie miała 21 lat, będzie na trzecim roku studiów i właśnie wówczas będzie pora, by druhna ta została członkiem naszych władz. Dla A. to jakaś kosmiczna odległość w czasie. A przecież cztery lata przelecą w mgnieniu oka i to A. (a nie ja) powinna kandydować do naszej komendy. Może już niedługo tę komendę naszych marzeń, powinniśmy zacząć budować?

PS Refleksji po zjeździe mam więcej. Gdy się sprężę, napiszę drugi odcinek.

A Modo Mio

Gdy już nie wiadomo, dokąd pójść na mniejsze lub większe pojedzonko, bo wszędzie daleko albo wszędzie za drogo, mówimy: - Idźmy do “A Modo”. - Bo ten prawie włoski lokal jest sympatyczny, ceny umiarkowane, jedzenie dobre a desery smaczne. Kawy espresso dają naparstek, jak we Włoszech - czego chcieć więcej?
Wczoraj P. zdecydował - Do “A Modo” rodziną marsz. - Gdy wydał takie polecenie, to nie mogliśmy nic innego zrobić, jak podporządkować się mu i pójść. Jeszcze w ustach mieliśmy smak przedwczorajszego lunchu, a tu znów odwiedzamy ten sam lokal. Niech będzie.
Pora wieczorna, zup już nie chcemy. A warta jest polecenia zupa serowa. Czasem podawana zbyt chłodna, ale to pewnie dlatego, aby nie zwarzyła się (koszmar - dlaczego komputer każe mi pisać “zważyła”?). Za to cebulowa jest gorąca, jasny rosół z ugotowaną cebulą, do tego grzanka. Niezłe.
Jak to we włoskiej kuchni - pizze i makarony. Pizze w kilkunastu a może kilkudziesięciu postaciach. Cienkie ciasto (może być także żytnie) pieczone w prawdziwym piecu na oczach gości. A ponieważ można dobierać sobie dodatki, G. ma na swojej pizzy łąkę rukoli - coś pięknego i na dodatek podobno smaczne. Ja jem pieróg, nie pamiętam jego włoskiej nazwy. Ale to po prostu pizza złożona na pół z zapieczonym w środku serem i szynką. P. ma swoją ulubioną pizzę z dużą ilością sera, O. próbuje pizzę z brokułami, ta właśnie ma podkład z żytniej mąki.
G. wczoraj jadła pastę, dziś je R. Obie były z nienajlepszymi sosami. Nie wiem, czy to typowe, czy akurat wybrali jakieś mdłe, mało wyraziste. Nie tak dawno jadłem niezły makaron, ale to tylko moje wspomnienie.
Ale desery są dobre. I tiramisu, i tort serowy (z serka mascarpone), i tort bezowy (z miłą nutą mięty). Ot, miłe miejsce, każdemu po drodze. Dobrze mieć swoje A Modo Mio.

Bierność

Od dawna nie pisałem już w dziale “Polityka”. Dlaczego znacznie bardziej zainteresowany jestem kulturą lub harcerstwem? Dlaczego postanowiłem pisywać o tym, co udaje mi się zjeść w warszawskich restauracjach? I dlaczego felietony o bieżącym życiu politycznym jakoś nie są moimi najulubieńszymi? Przecież z upodobaniem oglądam tvn24, czytam prasę, bardzo polityką się interesuję… I jestem członkiem partii.
Wydaje się, że przynależność do partii politycznej zobowiązuje. Partia, będąca ruchem społecznym, ale i sformalizowaną instytucją, posiada swój program, swoje ideały, swój sposób pozyskiwania zwolenników. Członkowie partii ten program wprowadzają w życie, modernizują, unowocześniają. Bronią ideałów, które nie powinny się w partii o określonym obliczu zmieniać, pozyskują zwolenników tak pokazując idee, jak i ów program. tak, tak być powinno. Ale także członek partii powinien być przez partię ceniony, angażowany do pracy, wykorzystywany w sferach, w jakich może działać.
Muszę przyznać, że przez dobrych kilka lat czułem się partii potrzebny a ona mnie. Tylko że to było jakiś czas temu. Dziś nasze drogi nie tyle się rozchodzą, ile zarastają trawą. Partia kroczy jakąś drogą, niby ja tą samą. Ale jakaś ta nasza wspólna droga nie wiedzie nas ku konkretnym celom. A przecież nie jest to tak, że jeszcze pięć lat temu byłem znakomitym znawcą kultury a dziś na niczym się nie znam. To nie jest tak, że niegdyś potrafiłem zabrać głos a dziś jestem niemową. Ale partia mnie nie potrzebuje.
Pytanie, dlaczego? Czasem ktoś zaprosi mnie, abym coś powiedział o szkolnictwie. Tak raz na pół roku. I tyle. Ale gdy przypomnę sobie, jak wydawaliśmy “Socjaldemokratę praskiego”, jak kłóciliśmy się (no, może spieraliśmy) o to, co dla naszej dzielnicy jest najważniejsze, jak próbowaliśmy rozwiązywać problemy naszych mieszkańców, to dziś wydaje mi się, że nie tylko ja partii nie jestem już potrzebny, że ta partia zaczyna być nikomu niepotrzebna. Inne czasy. Oczywiście mówię tu o naszej dzielnicy, o naszych małych problemach, które przez nas rozwiązywane nie są. W efekcie zajmujemy się rozważaniem, kto kogo i kiedy (załatwi, wyforsuje, ustawi…). Może i po to partia jest. Ale, wybaczcie, ja w niej czuję się obco.
PS Felieton ten leżał jakiś czas, nie zawieszałem go. Był napisany przed wyborami parlamentarnymi. Ale zdecydowałem się go opublikować. Może choć troszeczkę odpowiada on na pytanie, dlaczego tak sromotnie poległ SLD w czasie wyborów. Ale temat wart jest rozwinięcia i kontynuowania.

Oj, ta strategia

Otrzymaliśmy do konsultacji materiał zatytułowany “Projekt Strategii ZHP 2012-2017″. jest to tekst, jaki ma po poprawkach zaakceptować grudniowy Zjazd Nadzwyczajny. Mamy o projekcie porozmawiać na zjazdach hufców. Zaproponować zmiany.
Pomińmy więc list szefa Zespołu Strategicznego, zbędne są też informacje, gdzie i kto ten materiał konsultował. Przejdźmy “do rzeczy”.
Po pierwsze - bardzo mi się podoba założenie, że to drużynowy ma znaleźć się w centrum zainteresowania wszystkich instruktorów komend szczepów, hufców, chorągwi i nawet GK ZHP.
Po drugie - podobają mi się hasła - poszczególne obszary zmian - kierunki strategiczne. I to tyle, co mi się podoba.
Bo zadaję sobie pytanie: Czy te zadania można nazwać strategią? Czy jest to spójny materiał, pokazujący zadania wszystkich szczebli organizacji? Żarty. Popatrzmy, co proponuje się hufcom, jakież to zadania stawia się przed komendami.
“Dobry program drużyny”. Poza ogólnikami, że konieczne jest systemowe zapewnienie wsparcia drużynowego, jedynym zadaniem jest zobowiązanie hufców, by w komendach byli instruktorzy odpowiadający wyłącznie za program drużyn. Jest też zdanie wzięte z poradnika komendanta hufca, że trzeba programowo wspierać drużynowego. “Systemowe” wsparcie ma zapewnić hufiec chyba po opracowaniu standardu programu drużyny (niezależnie od tego, co znaczy to sformułowanie).
“Mniej papierów”. Tak. Być może należy zlikwidować Odznakę Kadry Kształcącej, Odznakę Kadry Programowej, indywidualną ścieżkę rozwoju i inne elementy wymagające wypisywanie wniosków i sprawozdań. Może zostaniemy przy stopniach instruktorskich co roku albo co trzy lata weryfikowanych? Czy o to chodzi twórcom tego hasła, słusznego jak najbardziej. O jakich papierach jest mowa? Co nas tak męczy? Bo drużynowy pisze plan pracy i prowadzi książkę pracy. Musi też rozliczać się z zebranych składek. Co jeszcze?
“Motywowanie i promowanie kadry”. Tak, słusznie, kadrę trzeba promować. Czy hufiec ma opracować skuteczny system motywowania kadry? Jak znam życie, to hufiec już zrobił, co mógł. Promuje, jak umie. Czyli poza przypomnieniem, że trzeba motywować i promować, niewiele strategia tu zmieni. A może powstaną nowe harcerskie odznaki? Może więcej listów Naczelnika? Może częściej przeczytamy o nas w prasie ogólnopolskiej? Ale co może tu zrobić zwykła komenda hufca? Napisać w swej strategii: “Będziemy motywować”. Czy o to chodzi?
“Poprawny stan i czytelność finansów”. Hmm. “Wzmocnić świadomość odpowiedzialności finansowej…”. Tak jest, o wielcy twórcy projektu strategii, będziemy wzmacniać. Czy na pewno nam się polepszy, gdy drużynowi będą pracować nad opracowaniem budżetu hufca? Czy wtedy będą systematyczniej zbierać składki i wpłacać je do kasy hufca? W tym kierunku strategicznym (widać tu rękę Skarbnika ZHP), może najsensowniej spisanym, choć składki są w nim najważniejsze, hufiec ma w rzeczywistości sporo do zrobienia. Jak komenda będzie chciała, poprawi i czytelność, i jawność. Bez Głównej Kwatery i komendy chorągwi.
“Przyjazna struktura”. Nie, tu nie wyczuwam twórców projektu strategii. Czy chodzi o powstawanie szczepów? Jeżeli w tym rzecz, jestem za. Bo hufiec nie powinien organizować akcji letniej, lecz szczep. Bo drużynowych najlepiej wspomogą instruktorzy szczepu. Bo kurs zastępowych to rola szczepu. I fajny biwak, i organizacja osiedlowego Dnia Dziecka… Ale czy trzeba tylu słów, aby powiedzieć “Szczepmy się”? Co prawda pisze się o nowej strukturze organizacji, ale tu to ja nie wiem, o co chodzi.
Bo tak naprawdę to nie wiadomo, dlaczego powstał taki dziwaczny materiał. Na dodatek pod hasłem “Drużynowy w centrum uwagi”. Słuszne hasła można opisać w artykule publicystycznym, po dawać je do zaakceptowania Zjazdowi ZHP?

Next Page »