Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (74) Varia (103)

January, 2012 w archiwum

Poza sezonem

Księżyc się przewrócił. Naprawdę. Jego dwa rogi skierowane są do góry. Pan Twardowski mógłby na nim siedzieć jak na łódce. Takie same niebo, a jednak inne.
Morze Czerwone nie jest czerwone. Zazwyczaj w słońcu jest ciemnobłękitne, przezroczyste i błyszczące. W morzu setki, tysiące rybek, ryb i różnych stworów, z których ponoć najgorsze są jakieś leżące na dnie łobuzy przypominające jeże.
Na plaży dzieją się rzeczy interesujące. Szwedzi i inni Skandynawowie opalają się w skąpych kostiumach, łapiąc promienie słońca, których jest sporo. Europejczycy z krajów bardziej południowych zachowują się różnie. Raz się rozbierają, raz ubierają. W zależności, jaki wiatr powieje. Ludność miejscowa… O, jest jej w pięciogwiazdkowym hotelu dużo. Pierwszy raz w życiu jestem w mniejszości. A więc o arabskich kobietach i dziewczynach na plaży.
Są Arabki nowoczesne. Bardzo. Odkryte głowy, krótkie spódnice. Tylko do wody wchodzą w sukieneczkach. Na pewno nie w dwuczęściowych kostiumach. Są na plaży Arabki ubrane bardziej tradycyjnie. Ściśle zasłonięte włosy, długie suknie. Ale czasem też spodnie. Szczególnie u tych młodszych. Do wody wejdą całe ubrane, choć dziewczęta mają czasem stroje kąpielowe. Takie cienkie dresiki z kapturkami, zakrywającymi włosy. No i na plaży spotkać można kobiety, pokazujące tylko oczy. Ubrane zazwyczaj całe na czarno.
Świat kobiet arabskich jest bardzo skomplikowany. Trzy koleżanki (siostry?) potrafią być ubrane zupełnie inaczej – jedna w spodenkach do kolan, druga tylko z zasłoniętymi włosami, ubrana jak Europejka, a trzecia w długiej sukni…
A mężczyźni? Nie różnią się od Europejczyków. Jeżeli jest ciepło, są tak samo rozebrani, jak ich goście z północy.
Styczniowa plaża w Jordanii (tak, tak – poza sezonem) to bardzo interesujące miejsce obserwacji naszych kultur, które mieszają się i gdzie człowiek, pamiętający, że z drugiej strony zatoki jest Izrael, a kawałek dalej Egipt, pamiętając, że dziesięć kilometrów dalej jest granica z Arabią Saudyjską, w żadnym przypadku nie może sądzić, iż jego kultura jest lepsza, wyższa, stosowniejsza. I gdzie każdy zachowuje się po swojemu, co nikomu, absolutnie nikomu nie przeszkadza.
PS Pamiętajmy, że co prawda można w Jordanii kupić alkohol, ale nie jest w tej kulturze przyjęte, iż pije się napoje wyskokowe. Wszyscy są trzeźwi, to kraje arabskie różni od wielu miejsc na świecie. Bardzo mi się ten obyczaj podoba.

Orkiestra

Coś się porobiło. Na Jurka Owsiaka wylewane są pomyje w większej niż zazwyczaj ilości. Wylewane co prawda z prawej strony, ale pod różnymi kubłami zauważyłem pomocników - członków naszej przemiłej organizacji, którzy są przeze mnie cenieni, lubiani, których uważałem za ludzi mających poglądy podobne do mnie. Wydawałoby się - myślących tak samo jak ja.
Bo my, instruktorzy harcerscy, jesteśmy społecznikami, bo oddajemy swój wolny czas innym, bo cenimy ludzi z pasją, z charyzmą, robiących coś bezinteresownie dla innych. Ot, dla nas ci, którzy działają podobnie do nas, są nam bliscy.
Dlatego nawet mi nie przeszkadza, że Owsiak wycisza wkład naszej organizacji w działalności Wielkiej Orkiestry. Pewnie tak być musi - jeden wielki ruch - harcerstwo - włącza się aktywnie do drugiego wielkiego ruchu - do Orkiestry. Musi wtedy zgrzytać. I niech te zgrzyty sobie będą.
Bo jest cel - pomoc dziecku, odciążenie państwa od niektórych zakupów, a cała Owsiakowa maszynka działa coraz sprawniej (sprawniej po 20 latach - czy to możliwe?). Ofiarność ludzi jest coraz większa, choć Orkiestra wybrała sobie dziwny termin ogólnopolskiej zrzutki - pierwszą połowę stycznia, kiedy może być zimno, może padać śnieg, mogą ludzie nie chcieć wychodzić z domów, nawet jeżeli chcą wrzucić coś do orkiestrowych puszek.
I wszystko gra z wyjątkiem niektórych komentarzy.
Zazdrość? Chęć wykazania, ze inni są lepsi? Po co? Wykazywanie, że święta Wielkiej Nocy są lepsze od świąt Bożego Narodzenia? Że Caritas zasługuje na większe wsparcie niż inicjatywa Owsiaka? Że miliony Wielkiej Orkiestry są w części marnowane? Oglądałem jakieś wyliczenia. Porównania. Tylko jaki ma to sens?
Podawane są argumenty: młodzież strasznie kradnie, wyciąga pieniądze z puszek, bo… Pewnie są takie przypadki. No i cóż z tego? Czy postawić przy każdej puszce jednego policjanta? Podawany jest argument: to państwo powinno kupować sprzęt do szpitali. Czy rzeczywiście nie może tego czynić ruch społeczny? I jeszcze jeden. Gdyby telewizja nie transmitowała Owsiaka, w tym czasie mogłaby sprzedać czas antenowy różnym firmom i zarobić krocie. Ciekawe, może sprzedać 100 procent czasu na reklamy? Itd., itd.
Wspierajmy Owsiaka. Wspierajmy Caritas. Róbmy dobre harcerstwo. Każdy ruch społeczny, każda organizacja pozarządowa, mająca szlachetne cele, jest warta wsparcia.

Odważny

Początek roku. E. któregoś pięknego styczniowego dnia powiedziała mi: - Ale napisałeś odważny tekst.
Zdumiałem się wielce. Odważny? Śmiały? Ostry? Nie. Jedyne, co mogę o nim powiedzieć, to tyle, że jest on szczery. Bo czasy, kiedy pisałem ostro, już minęły. Tak, na pewno złagodniałem, ale od jednego jednak nie odstąpiłem - od podstawowej uczciwości, od pisania prawdy.
Są tacy, którzy uważają, że to cechy, które należy cenić. Inni wprost odwrotnie. Dla niektórych felieton, w którym piszę prawdę, jest odważny. Tak też można.
Ta moja “odwaga” od lat powodowała nieprawdopodobne falowanie mojej harcerskiej kariery - byłem na wozie i pod wozem, raz ulubieńcem władz, za rok lub pięć osobą zupełnie nietolerowaną, często wyróżnianym i równie często traktowanym jak powietrze.
Co ciekawe, czasem zależało to od sytuacji zewnętrznej, od czasów, w jakich żyliśmy. Ot, w latach siedemdziesiątych funkcjonowałem jako jeden z wielu, wokół były druhny i druhowie wyróżniani, dopieszczani, pokazywani jako wzorce, zapraszani na wycieczki zagraniczne (to było prawdziwe wyróżnienie!). I nagle w roku 1981 (gdy aktywna już była “Solidarność”) stałem się jedną z najważniejszych osób w hufcu - delegatem na zjazd Związku, a także jedną z najważniejszych postaci w harcerskim ruchu starszoharcerskim (dziś nazwanym ruchem wędrowniczym). Czasy historyczne były takie, że takie cechy, jakie sobą reprezentowałem, były cenione. Później ceniła je moja szefowa w redakcji “Drużyny”, ale już koło roku 1984 (gdy zakończył się stan wojenny i w harcerstwie tylko na pozór nic się nie zmieniło) byłem osobą zdecydowanie mniej znaczącą.
Tu dygresja. Zdarzało mi się sprawdzać, czy moi harcerscy przyjaciele są w stanie wytrzymać pełną szczerość. Tak było, gdy na początku roku 88 ostro atakowałem organizatorów wielkiego zlotu, nazwanego grunwaldzkim. Występowałem wówczas jako Jędrzej z Brodowa (inne felietony podpisywałem jako Andrzej Brodowski), słynny rycerz pamiętający wiktorię grunwaldzką. Kpiłem z naszej Głównej Kwatery i sukcesu, jaki był pewny (musiał być sukces, zaprosiliśmy przecież na zlot gen. Jaruzelskiego). Cóż, moja uczciwość i szczerość nie procentowała. doszło do tego, że przede mną jako “wrogu” przestrzegano nowego naczelnika ZHP, który przejął kierowanie Związkiem w czasach Zjazdu Bydgoskiego.
Później, gdy kierowałem miesięcznikiem “Czuwaj”, też zdarzało mi się napisać ostry tekst. Na przykład o tym, gdy komendanci chorągwi w czasie spotkania na Głodówce nie przestrzegali ostatniego punktu harcerskiego prawa. I co? Tekst bardzo dyskusyjny był przyjęty przez kierownictwo ZHP pozytywnie. Bardzo R. wtedy zyskał w moich oczach.
Gdy dziś patrzę na to, jak różni instruktorzy harcerscy wykorzystują moją wiedzę i umiejętności, myślę sobie, że nic mnie nie zdziwi. Absolutnie nic. Jestem jednak pewny, że solidność i uczciwość będzie procentować. Pozytywnie.