Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (255) Polityka (37) Pożegnania (22) Szkoła (73) Varia (102)

June, 2012 w archiwum

Za co mamy kochać Juliusza Słowackiego

Tak, prawie na takie pytanie starało się odpowiedzieć grono zacnych profesorów w trakcie kilkugodzinnej rozmowy / sesji / konferencji na Uniwersytecie Warszawskim. Pytanie było jednak inne. Brzmi ono: Co Słowacki ma nam dziś do powiedzenia?
Ma nam do powiedzenia? Słusznie profesor W. (niebędący “słowackologiem”) zapytał, kim są owi “my”. “My” - od lat studiujący dzieła wielkiego poety? “My” - tacy jak ja i profesor W., którzy interesują się kulturą wyższą, a więc Słowackiego przeczytają (obejrzą) bez wstrętu a nawet ze zrozumieniem? A może “my” to całe społeczeństwo, w tym uczniowie gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych, zmuszeni do czytania “Balladyny”, “Kordiana” i “Grobu Agamemnona”?
Tak, najłatwiej rozmawiać specjalistom od drugiego wieszcza językiem nauki, zastanawiać się, czy Słowacki zazwyczaj nie lubił Mickiewicza, ale w określonych sytuacjach bardzo go cenił, ba, stanął (prawie) w jego obronie, gdy ten “nr 1″ został wyrzucony z pracy. Albo mówić o Słowackim - proroku, piszącym na tyle uniwersalne teksty, że są one możliwe do interpretowania jako w pełni pasujące do dzisiejszych czasów.
Bo tych “nas”, zwykłych zjadaczy chleba, którzy obejrzą lub posłuchają jakiegoś utworu pana S., prawie już nie ma. Naprawdę.
Narzekamy sobie na poziom współczesnej młodzieży i poziom nauczania. I coś w tym jest. Oczywiście, gdy pani nauczycielka przerobi (świadomie używam tego słowa) Wielką Improwizację, dzieci (to znaczy młodzież) będzie to i owo wiedziała. Co prawda opowiadać będzie innemu nauczycielowi, że Konrad propaguje idee mesjanistyczne, ale i tak możemy być zadowoleni. Bo słyszeli o Konradzie, bo znają słowo mesjanizm… Teraz wystarczy to i owo opowiedzieć, coś sprostować, jakiś fragmencik zacytować i mamy nabytą wiedzę nieźle utrwaloną.
Gorzej jest z tą wiedzą, która, wydawałoby się, powinna być wyssana z mlekiem matki. Kiedy było odrodzenie w Polsce? (Ot, zaczynamy rozmawiać w klasie o Młodej Polsce, więc dobrze przypomnieć sobie cokolwiek o poprzednich epokach). Pada odpowiedź ucznia: - Nie wiem. - Kim był Józef Ignacy Kraszewski? (Bo rozmawiamy o wybitnych twórcach epoki romantyzmu). Z dwudziestu pięciu szesnastolatków nie wie ani jeden. Nikt nie słyszał o Kraszewskim! Gdzie stoi w Warszawie pomnik Mickiewicza? (Nasze liceum nosi wszak Jego imię). Wie w klasie jeden uczeń. A w jakim państwie leży dziś Nowogródek? (To ciąg dalszy rozmów o naszym bohaterze). Nie wiadomo. Co to jest lemiesz (rozmawialiśmy wówczas o “Nad Niemnem”) - nie wie nikt . I tak dalej. Nie, nie będę wypisywał kolejnych przykładów.
Dlatego zastanawianie się, za co mamy kochać Słowackiego, nie ma sensu. Nie mamy szans, by go kochać. Nie znamy go i nie mamy szans go poznać, na przykład czytając sobie jego utwory. Bo świat wokół nas (nawet gdy poznanie go wymaga bardzo niewielkiego wysiłku) jest naszym milusińskim zupełnie, ale to zupełnie obcy.
Dlatego ja z uporem na lekcjach poświęcam czas na dygresje. Bo jeżeli nie wytłumaczę, gdzie leży Nowogródek, to oni tego nie będą wiedzieć. Bez tego (i bez kochania Słowackiego) da się żyć, ale co to za życie…