Adam Czetwertyński

Harcerstwo (177) Kuchnia (22) Kultura (263) Polityka (37) Pożegnania (25) Szkoła (74) Varia (104)

July, 2013 w archiwum

Wypoczynek w “Imperialu”

Od jakiegoś czasu piszę o greckim i tureckim przemyśle turystycznym. Niesłychanie podobnym. Ale taki bardziej egzotyczny - kenijski lub jordański - wcale tak bardzo się od siebie nie różnią. Może w jednym państwie jesteśmy my, turyści, lepiej pilnowani. Może inne państwo posiada zabytki lub rezerwaty, jakich nie ma gdzie indziej. Ale życie wczasowe płynie zazwyczaj podobnie. Czym więc różni się nasz turecki “Imperial” od innych miejsc na świecie? Dlaczego tu warto przyjechać?

Prawie dwieście pod górkę
Nie, nie każdy musi do swojego pokoju przejść z poziomu plaży prawie dwieście stopni. Ja tak. To całkiem niezłe codzienne ćwiczenie. Na dól i do góry. Do góry i na dół. Hotel jest dla dorosłych, nie ma dzieci (w restauracji nikt nie beczy, nikt nie biega między stolikami) i niesprawnych staruszków. Więc dużo par młodych emerytów i dużo par 30-latków. Są też pary jednopłciowe. Norma. Hotel jest w zasadzie angielski. Ten język dominuje, Brytyjczyków jest najwięcej, ale praktycznie można spotkać gości z całej Europy, także tej wschodniej.

Posiłki
To jedno z najważniejszych wydarzeń dnia. Jeżeli są smaczne, jeżeli są różnorodne, jest genialnie. Tu tak właśnie jest. To hotel, gdzie naprawdę dają dobrze jeść. I nawet nie wiem, jak to opisać. Bo smacznie to smacznie. Bo różnorodnie to różnorodnie. Danie dnia, grill dnia, zupa dnia. Sałatka dnia. Warzywa, zielenina w różnych odmianach (dużo mięty), nie tylko pomidory i ogórki. Dużo owoców. Najsłabsze ciasta. Ale z nich też da się coś wybrać.

Animacje
Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem - w hotelu rezyduje dwójka młodych artystów. Ona śpiewa, on gra także na gitarze. Codziennie występują w różnym repertuarze. Są Anglikami. Lecz w niektóre wieczory przyjeżdżają inne zespoliki, też angielskie. Słuchamy melodii sprzed lat, bo takich oczekują goście hotelowi. Najpopularniejsze są piosenki szwedzkiego zespołu ABBA. Okazało się, że Anglicy kochają kwizy. A więc są konkursy filmowe, prawie “jaka to melodia” albo ze znajomości seriali. Wszystkie są jednakowo popularne.

Plaża
Jeżeli miałbym odpowiedzieć, dlaczego warto jeszcze raz do “Imperialu” przyjechać, odpowiedziałbym - Ze względu na plażę. Długość - kilkaset metrów, częściowo piaszczysta, dość blisko brzegu nie ma już gruntu i jest jednym wielkim akwarium. Warto wejść do wody i rzucić w pobliżu kawałek bułki. To, co wyrabiają rybki i ryby, budzi zdumienie. Dziesiątki atakują każdy kawałek. Zabawa jest przednia. Nie zawsze można stać w środku akwarium… Tak, warto wrócić do “Imperialu”.

Grunwaldzki

Każda duża impreza, a taką był tegoroczny Rajd Grunwaldzki, to skomplikowany proces twórczy. Z jednej strony musi powstać interesujący program, który nie polega wyłącznie, jak to ma na przykład miejsce w rajdach górskich, na przejściu trasy wraz z kilkoma drobnymi zadaniami. Z drugiej strony to trudna, wielowątkowa organizacja. To dziewięć kilkudniowych tras, to wielkie zakończenie w Lidzbarku Welskim. To noclegi w kilkudziesięciu szkołach, to scenariusze gier fabularnych, realizowanych na trasach, to codziennie dowożone na trasy ciepłe jedzenie, to sponsorzy…
Piąty Rajd Grunwaldzki wymyślony na terenie pogranicza, w skrócie powiedzmy polsko-pruskiego, za nami. Prowadziłem trasę pierwszą. Ja, honorowy i dożywotni członek Wspólnoty Drużyn Grunwaldzkich, mogłem się wykazać, że na ten tytuł, otrzymany przed laty z rąk druhny Basi, zasłużyłem.
Ale rajd za nami. Pora na podsumowanie.
I tu mam kłopot. Napisać o sympatycznych dyrektorach szkół? O fatalnych ciepłych posiłkach? O nieudanym (dla naszej trasy) zakończeniu? Spróbuję zająć się jednym, marginesowym na rajdzie, ale wcale nie tak mało istotnym dla naszej organizacji problemem.
Od dawna powtarzamy, iż istniejący niegdyś w Prawie Harcerskim punkt, iż harcerz ma chcieć wiedzieć więcej, niż wie, umieć więcej, niż umie, był jednym z najważniejszych i najmądrzejszych, jakie kiedykolwiek sformułowano. W zbliżającym się roku harcerskim zręcznie wykorzystany został przez GK.
Jaki to ma związek z Rajdem Grunwaldzkim? Tak mi się wydaje, że część szefów patroli o zdobywaniu wiedzy przez harcerzy zapomnieli. Ważne jest, najważniejsze, zdobywanie punktów, czyli jedna-dwie osoby dowiadują się czegoś na jakiś temat, wpisują, gdzie trzeba, i na tym się kończy. Ciekaw jestem, ilu harcerzy na mojej trasie wie coś o obozie pracy, jaki w czasie wojny znajdował się w Działdowie albo zauważyło, czym się różni konstrukcja przeciętnego kościoła ewangelickiego od konstrukcji kościoła katolickiego. Czy coś im mówi „budowla barokowa” i czy znają opowieść o dwóch pilotach – rosyjskim i niemieckim – jacy zginęli w czasie I wojny światowej nad Działdowem.
Nasza trasa zaczynała się w Działdowie. Który harcerz wie więcej, niż wiedział?
PS Jak widać, nie piszę nic o wiedzy o zamku w Działdowie i muzeum multimedialnym Państwa Krzyżackiego. Tam wiedza sama wpływała do głowy.