Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (74) Varia (103)

December, 2013 w archiwum

Poważna organizacja

Około pierwszego stycznia liczymy się w naszej organizacji. Kiedyś, przed laty, mieliśmy spis. Wpisywaliśmy zazwyczaj wszystkich. Tych autentycznie działających i tych, którzy na zbiórkach pokazują się od czasu do czasu. Trochę nam zależało, aby drużyna, szczep, hufiec prezentowały się odpowiednio licznie.
Dziś nasz hufiec, skupiający aktualnie ponad tysiąc członków, jest oficjalnie jednym z największych w Polsce. Na naszym terenie w każdej szkole podstawowej istnieje środowisko harcerskie (w części szkół działa ZHR, pracują także zawiszacy). Do naszej statystyki trzeba doliczyć harcerzy z aktualnego Hufca Wawer. W efekcie jest nas oficjalnie na dawnym terenie Hufca Praga-Południe (tym przed odejściem od nas środowisk do ZHP-18) ponad dwa tysiące harcerek i harcerzy. Niegdyś było nas dziesięć tysięcy. Gdyby takie proporcje były zachowane w całej Polsce - mielibyśmy w harcerstwie ponad 600 tysięcy członków. Mamy cztery razy mniej.
Nie jest więc na naszym terenie, tego starego hufca sprzed lat, źle. Lecz dziś - ten nasz tysiąc - musimy na serio się policzyć. Bo nie może być tak, że uczestnik kursu drużynowych nie jest oficjalnie wpisany do ewidencji ZHP. Nie może być tak, aby w jakimś szczepie wszystkie drużyny liczyły tyle samo członków (tę minimalną liczbę). Nie może być tak, by wpisani do ewidencji harcerze, których nie ma już od roku w ZHP, nadal w tej ewidencji figurowali. Nie może być sześcioosobowych drużyn. Itd. Itd.
Cieszę się, że jesteśmy dużym środowiskiem. Ale dlaczego nie chcemy, aby nasza organizacja funkcjonowała normalnie. Jako poważna rzeczywiście organizacja? Ale nie zależy to tylko ode mnie, zależy od kilkudziesięciu osób będących nasz kadrą. Odpowiedzialnej kadry ZHP.

Po Zjeździe

Od zjazdu ZHP upłynęło już nieco czasu. Roznoszenie płomienia z Betlejem przesłania jak zwykle dyskusje pozjazdowe. Nieco chyba zapominamy, że w pierwszych dniach grudnia podjęliśmy wiele decyzji, które wytyczają kierunki naszego działania na najbliższe cztery lata. I nie jest to ważne, czy jest to uchwała “w sprawie Ukrainy”, czy “w sprawie programu” czy “w sprawie niezmieniania Statutu ZHP”.
Zastanawiam się, co może się poprawić w działalności naszej organizacji w najbliższym czasie, czy można liczyć, że, jak zasugerowała druhna Naczelniczka, powinniśmy mieć 200 tysięcy członków w czasie kolejnego zjazdu ZHP. Zastanawiam się… I nic.
Bo cóż się na zjeździe wydarzyło? Przegłosowano nieco uchwal, takich od sasa do lasa. Słusznych, potrzebnych, zabawnych i smutnych. Niektóre są zbędne, niektóre niezbędne. Pytanie tylko, kto nam wytłumaczy, że te ważne są ważne a pozostałe nieco mniej. I czy realizując owe uchwały będziemy mieli za cztery lata dwa razy więcej zuchów i harcerzy. jestem pełen obaw.
Dwa razy więcej członków… Dla niektórych to drobiazg, ale dla nas w hufcu, gdy w niektórych szkołach mamy 30-40 procent zorganizowania zuchów, powiększanie środowisk, organizowanie czwartej czy piątej gromady w tej samej szkole staje się problemem. No dobrze, ja tu sobie o hufcu, a miała być refleksja pozjazdowa…
Poza uchwałami były też wybory. Wydaje mi się, że nieco kuriozalne. Przede wszystkim przedziwny jest skład Głównej Kwatery. Czy rzeczywiście musi to być ekipa zebrana tak oryginalnie? Tego się nie da zrozumieć. Dwóch skarbników - stary i nowy. Czy nie będzie między nimi iskrzyć? Za to nie ma instruktora zajmującego się sprawami zagranicznymi. Dlaczego? Bo dotychczasowy komisarz zagraniczny nie chciał wejść do GK? I to ma być argument? Ciekawe, jak będzie przebiegać praca z kadrą. Najlepsza od lat instruktorka zajmująca się pracą z kadrą jest wiceprzewodniczącą ZHP, zaś pracą z kadrą zajmować się będzie Jacek. Uwaga - Jacek jest z odzysku! Miał przerwę w działalności instruktorskiej. OK, niech tak będzie. Pewnie ta dwójka się dogada. Ale jaka będzie rola “tej trzeciej”, niezbyt lubianej (a może cenionej) w Związku. (Piszę to po wynikach absolutorium i po głosowaniu na członków GK). Gdy dołożymy do tego dziwnego składu pozostałych członków zarządu naszej organizacji, można się tylko zdumieć, jaka ekipa ma nami zarządzać.
Bo, tak mi się wydaje, członkami GK muszą być ludzie z charyzmą mający w organizacji autorytet. Są osoby z charyzmą, są ci z autorytetem w niektórych środowiskach. Ale jedno i drugie???
No dobrze, może tylko marudzę. A będzie zupełnie inaczej. Czekam więc na wywiad w druhny Naczelniczki w “Gazecie Wyborczej” zatytułowany “Jesteśmy potrzebni. ZHP w ataku”. Że to nie na temat, że pisałem o czymś innym? Ależ nie, po prostu chciałbym, aby wszystko ułożyło się w jedną sensowną całość. Proponuję zacząć od ataku. Choćby promocyjnego.

Obejrzeć Fredrę

Jak ja dawno nie byłem na Magazynowej! Wchodzę, a tam całkiem inny teatr. Co prawda salka jest tą samą budą, ale kawiarenka, ale szatnia, nawet dwie toalety (ci, którzy nie wiedzą, o co chodzi, niech poszukają jakiegoś starego wpisu, gdzie cały problem opisałem). Całkiem nowy teatr. Nie byłem tam od ponad roku, bo pan dyrektor postanowił wystawiać tam jakieś wielkopomne dzieło zatytułowane “Przygody penisa” albo “Wspomnienia penisa”. By może to była zabawna sztuczka, ale chodzić na coś takiego do teatru?
Ostatnio myślałem jednak, by wybrać się do “Drugiej strefy” na “Wariata i zakonnicę”. Co Witkacy, to Witkacy. Jakoś mi jednak nie wyszło (poszedłem za to do Powszechnego i żałuję). Ale gdy tylko zobaczyłem, że grają Fredrowską ramotkę o noclegu w Apeninach, postanowiłem ją obejrzeć. Dodatkowo zachęcała informacja, że jest to… operetka.
I co? Ano godzina dobrej zabawy. Fakt - dosyć prosta akcja, ale napisana przez naszego wielkiego komediopisarza. Fakt - muzyka niezbyt ciekawa, ale jednak Stanisława Moniuszki. Przecież to nie “Straszny dwór”. Fakt - nie wszyscy aktorzy radzili sobie ze śpiewem “operetkowym”, ale nie wszyscy byli artystami operowymi, a do takiego przedstawienia wielkie głosy nie są niezbędne. Fakt - reżyseria może razić, takie przerysowanie postaci, taki zamaszysty ruch lub bieganina jednych bawi, innych nie zachwyca. Ale gdy połączy się te wszystkie elementy - pojawia się tak miłe, radosne, zabawne przedstawienie. Owa godzina naprawdę upływa bardzo szybko.
Oczywiście można się zastanawiać, dlaczego w “Drugiej strefie” dyrektor Biraga zabiera się za taki tekst. W starusieńkim (tak, tak) teatrzyku offowym taka klasyka. Trochę tego nie rozumiem, ale czy wszystko trzeba rozumieć, jeżeli aktorzy nas bawią, jeżeli oglądamy po prostu dobre rozrywkowe przedstawienie?