Adam Czetwertyński » 2014 » January

Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

January, 2014 w archiwum

Janek

Na pogrzebie Janka tłumy. Wieńce i wiązanki można by było położyć na kilku grobach (i tak w trakcie chowania do grobu było - duży fragment cmentarza był przepięknie ukwiecony). Czyżby był tak bardzo znany? Miał tak wielu znajomych? Pewnie tak, bo przecież te kilkaset osób nie przyszły, bo ktoś im kazał. W takiej sytuacji widzimy, jak normalny, zwykły człowiek jest lubiany i ceniony.
Po mszy ksiądz, który ją celebrował, przeczytał kilka zdań od rodziny. Najważniejsze, co zapamiętałem, to fakt, iż Janek był zawsze sobą, że miał własne zdanie. Nikt jednak tego wątku nie rozwijał. Może kiedyś zapytam Martę, Jego córkę, czym się owo “bycie sobą” przejawiało. Bo jeżeli to sprawiło, iż miał tylu przyjaciół, to warto o tym mówić i pisać.
Dla mnie Janek był kolegą prawie od piaskownicy. Nie, mieszkaliśmy w innych częściach Saskiej Kępy, spotkaliśmy się dopiero w pierwszej klasie u pani Komorowskiej - naszej wychowawczyni przez siedem lat. Zachowało mi się zdjęcie z drugiej klasy. Pozowaliśmy na schodach szkoły w naszych okropnych z dzisiejszego punktu widzenia granatowych fartuchach, stoimy z jakimiś łopatami i grabiami w rękach - pewnie szliśmy do naszego szkolnego ogródka. Pani Komorowska nie tylko uczyła nas czytać i pisać, nie tylko uczyła nas matematyki, ale była przede wszystkim nauczycielką biologii. Nazywaliśmy ją Kozą, zupełnie nie wiem, dlaczego. Na zdjęciu jesteśmy obaj i około trzydzieściorga innych ośmiolatków. Jak by tu się z nimi spotkać?
Janek zmarł tak zupełnie niespodziewanie. Jak to się ładnie mówi - w pełni sił twórczych. Banalnie to brzmi, ale w naszym wieku niektórzy są już na zasłużonej emeryturze, a Janek jako naukowiec i społecznik miał jeszcze wiele do zrobienia. Jakiś drobiazg, jakiś pech zatrzymuje bicie naszego serca. Dlaczego serca Janka, dlaczego właśnie teraz. Tego się nie da zrozumieć w kategoriach rozumowych.
Na pogrzebie było wiele osób. Może dlatego, że Janek był człowiekiem przyjaznym innym ludziom, życzliwym, że był człowiekiem optymistycznie patrzącym na świat. Tak, Janek był człowiekiem sukcesu - z naszej klasy (tej licealnej, bo z Jankiem robiłem też maturę) tylko on był “belwederskim” profesorem, uznanym w świecie naukowcem, członkiem PAN. Ale moim zdaniem ta pełna normalność, ta radość życia, ten uśmiech, który go charakteryzował od dziecka były ważniejsze od tego życiorysu, który odczytano nam nad grobem. Ogromny żal, że nie będziemy mogli porozmawiać z Jankiem o zwykłych codziennych sprawach, pożartować, usłyszeć, co wydarzyło się w czasie wyjazdu na inny kontynent (a Janka często w kraju nie było). Mieć znów (choćby we wspomnieniach) osiemnaście lat.