Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (74) Varia (103)

September, 2014 w archiwum

Eurydyka

Uchodziła za żonę Orfeusza. Zmarła od ukąszenia jadowitego węża. Orfeusz wybłagał u Hadesa jej powrót na ziemię, lecz – wbrew zakazowi – obejrzał się i utracił swą żonę na zawsze. - Tak napisała ciocia Wikipedia. I nie zmieniajmy jej zapisu. Wszyscy wiemy, o co chodzi.
Noblistka Elfriede Jelinek napisała opowieść „Cienie. Eurydyka mówi:”, którą wzięła na warsztat Maja Kleczewska, jedna z najciekawszych polskich reżyserek. - Jelinek - jak twierdzi Kleczewska - dekonstruuje mit o Orfeuszu i Eurydyce jako bezwolnie kochającej kobiecie.
No tak. Tylko czy przedstawienie skonstruowane według dekonstruowanej myśli Jelinek ma cokolwiek wspólnego z antycznym mitem? Ja tego nie widzę.
Aktorzy wstawieni w wielką plastikową przezroczystą skrzynię pokazują nam nasz głupawy świat. I to jest świetne. Eurydyka jest niezauważalna, ale wysłuchujemy rozmów o telefonach komórkowych, o odchudzaniu, o dbaniu o własne ciało, o podsłuchach, o mężu, który nie może być mężem itd., itd. W dodatku na początku Joanna Drozdówna (absolwentka “Mickiewicza”!) siedzi w worku tracąc kalorie. Jakież to cudowne! I jak znakomicie bawimy się na “pokazie mody”…
Ale gdy dochodzi do głosu filozofia, gdy aktorzy snują swe monologi i dialogi o życiu i jego wartości (?). Nudne to i mnie nieprzekonujące. ten wąż-zabawka, ta śmierć Eurydyki (tak, tak - w tym samym foliowym worku), te cienie krążące na wrotkach, ta próba oglądania nas - widowni - przez tych, którzy znaeźli się w plastikowym świecie. Sztuczne to i mało interesujące. I scena z dziećmi - tak niedopracowany fragment widowiska powinien być usunięty z przedstawienia - przecież nic nowego nam te dzieciaki nie przekazują. One się denerwują, aktor z nimi grający (a przecież nie improwizujący) też.
Cóż, nie jest to zmarnowany wieczór, ale liczyłem, naprawdę liczyłem na więcej. Również zawiodła mnie Kasia Nosowska. Przecież to dobra wokalistka. Może trzeba poczytać oryginalny tekst noblistki? Bo, jak można przeczytać na stronie teatru IMKA:
Wszelkie życie poddane jest nieustannemu cierpieniu. Przyczyna cierpienia tkwi w namiętnościach. Cierpienie zostaje zniszczone w chwili uwolnienia się od namiętności, chęci posiadania, eskalacji pragnień. Każdy sam, musi znaleźć drogę do uwolnienia się od cierpienia.
Ładne, prawda? I mądre.

Witkacy z Zakopanego

Oj, dawno nie byłem w Zakopanem. Dopiero wczoraj zdałem sobie z tego sprawę. Po prostu nie pamiętam, co ostatnio oglądałem w Teatrze Witkacego. Może “Na przełęczy”? Zawsze, gdy jestem pod Tatrami, staram się coś w tym teatrze zobaczyć. Bardzo lubię w nim bywać. I to nie tylko dlatego, że można było tam przed spektaklem dostać chleb ze smalcem lub kawałek oscypka. To w rzeczywistości jeden z najwybitniejszych zespołów w Polsce.
Nie byłem kilka lat w Zakopanem, więc Zakopane przyjechało do mnie. No, nie tylko do mnie. W Białołęckim Ośrodku Kultury oglądamy “Witkacy - Apendix” - przedstawienie, które miało premierę 10 lat temu. To taki prawdziwy Witkacy. Trochę śmieszny, trochę straszny. Mądry i tak nierealistyczny, że czasem go się zrozumieć nie da. Wzbogacony piosenkami - w większości z tekstami Witkacego. I muzyka na żywo - jak ona polepsza jakość spektaklu! Nie wiedziałem, że mamy tak dobrego kompozytora, jakim jest Jerzy Chruściński. Teraz kupioną po przedstawieniu jego płytkę słucham na okrągło przez cały dzień.
Prawdziwy Witkacy wystawiany jest w ramach minifestiwalu komediowego, zorganizowanego przez BOK. Ale co to za komedia, jeżeli w co drugim zdaniu widać autora - filozofa, człowieka przewrotnego i niesłychanie ostro oceniającego swych współczesnych. Komedia na poważnie - niech tak będzie.
Reżyser Andrzej Dziuk, wybierając fragmenty dwóch dramatów, mówi nam kilka razy: - Czasy dwudziestolecia międzywojennego niewiele się różną od lat współczesnych. - Dlatego nie dziwi fragmencik “angielski”, gdzie wprowadzony został tekścik dotyczący znajomości języka przez premiera Tuska. “Witkacy - Appendix” zaczyna się fragmentami o myciu się, o naszym polskim smrodzie. To “Niemyte dusze”, bo mowa jest o ciałach, ale cały czas pamiętać musimy o duszach. Fragmenty “Narkotyków” - bawią nas autor i reżyser - dotyczą nie tylko trgo nałogu. Przecież to tytoń (ileż to papierosów wypalają aktorzy w czasie przedstawienia?), to alkohol… No i jeszcze jeden nałóg - seks. Po Gogolowsku śmiejemy się sami z siebie. Jak w kabarecie - fragmenty wiedzy o nas samych rozbijają się o metalowe drzwi. Czasem zaglądamy za nie. I jesteśmy tam - sfrustrowani, zgorzkniali, ale jednak cały czas zabawni - Polacy.

Po 1 września

Dwie nowe pierwsze klasy. Dwa razy rozmowa z zupełnie nową ekipą. Patrzymy na siebie podejrzliwie. Jak nam się w tym roku szkolnym będzie układała współpraca? Trudna sprawa.
A przede mną kilka zadań. Jak moje 16-latki przekonać, że język, którym się porozumiewają, musi być językiem ludzi cywilizowanych i nie może przypominać tego zademonstrowanego przez naszych polityków w restauracji Sowy i jego przyjaciół? Jak przekonać, że świat nie jest podzielony na różne przedmioty, lecz wiedza, jaką opanowują w szkole, oraz sam świat, jest integralnie spleciony w całość? Dlatego historia, dzieje sztuki, kultura, wiedza o języku, historia literatury, geografia czy biologia nie mogą być traktowane rozłącznie.
Dlatego (bo użyłem tych przykładów) ważne jest, by uczeń rozpoczynający naukę w liceum, noszącym imię Adma Mickiewicza, wiedział, gdzie w Warszawie stoi pomnik wieszcza, by pamiętał, gdzie jest takiż pomnik w Krakowie (większość uczniów, których zapytałem o pomnik krakowski, na wycieczce do dawnej stolicy Polski była, lecz nikt go nie wymienił), a może nawet pamiętał o pomniku w Paryżu czy Wilnie. Nie, nie pytam o pomnik Słowackiego czy Prusa, choć na to też przyjdzie pora. ta wiedza o świecie to także ich wiedza, gdzie Mickiewicz zmarł, gdzie był pochowany i gdzie jego zwłoki dziś się znajdują. Bo na miejsce pochówku Kochanowskiego czy Sienkiewicza czy Konopnickiej w odpowiedniej chwili przyjdzie czas.
Zadałem w jednej z klas pytanie - ile jest katedr rzymskokatolickich w Warszawie. Z dwiema poszło łatwo. O trzeciej - wojskowej - nikt nie wspomniał. A przecież podpowiadałem, że w czasie niedawnych uroczystości związanych z rocznicą Powstania Warszawskiego odgrywała ona dużą rolę. Ponad sześćdziesięcioro uczniów - szesnastolatków nie wiedziało, jaka rzeka przepływa przez Pragę Czeską. Niby nic, drobiazg. Ale rozmawiając o kulturze naszego śródziemnomorskiego świata chciałbym, aby ten świat choć trochę był znany.
Patrzymy na siebie podejrzliwie. Niedługo zadam pytanie o tereny opisane w Biblii oraz o miejsce, gdzie była Troja. Normalnie - nauczyciel geografii. Zapytam o miejsce, gdzie zginął Roland (oni już to powinni wiedzieć) i kiedy to było. Kim był ów król Karol? Jak wielkie było jego państwo? Oj, zajmiemy się historią. Jakiż kawałek nieznanego świata przedstawia Gall w swej kronice.
Ależ przed nami trudne zadania. Może uda nam się jakoś sprostać postawionym przed uczniami zadaniom. Na razie wytłumaczymy sobie, co to jest kultura. Od czegoś trzeba zacząć.