Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (74) Varia (103)

April, 2015 w archiwum

Ta z Burbona

Wszystko na raz. Iwona Gombrowicza (grana aktualnie w Teatrze Narodowym) przetworzona, przerobiona, przetransponowana na dramat całkiem współczesny. Prawie takie same, ale zupełnie inne widowisko teatralne, które kierowane jest wprost dla młodzieży. A więc interesująca nieco tradycyjna treść i próba nadania jej nowej formy. A po spektaklu niespotykana na co dzień dyskusja tak o teatrze, jak i dramacie. Ważna i ciekawa dyskusja.
Teatr Powszechny eksperymentuje. Wziął na warsztat tekst Magdy Fertacz o Iwonie, która jest księżniczką z Burbona (została poczęta, gdy rodzice wypili znaczną ilość tego trunku). Iwonę wywodzącą się z nizin społecznych zderza z “Królem”, “Królową”, “Księciem” (ot, jak z Gombrowicza). Tyle, że całe to towarzystwo jest już całkiem wspólczesne. Mieszka w bloku, ma sporo pieniędzy i nie widzi możliwości normalnego traktowania brzydkiej Iwony - “Małpy”. Cóż, gdy patrzymy na igraszki “Księcia” (tak go nazwijmy, niech zostanie jak w pierwowzorze) i jego towarzystwa, gdy słuchamy, jakie stresy przeżywają dzieci ulicy, wydaje nam się, że autorka potrafiła dużo powiedzieć o naszej rzeczywistości.
W Teatrze Powszechnym wymyślili teatr dla młodego widza. Z taką prawdziwą autentyczną treścią. I do tego interesującą formą. Niczym u mistrza Witolda, tyle że dla maluczkich. No i realizatorzy (jak usłyszeliśmy), zmieniając materiał, poprawiając inscenizację starali się dotrzeć do serc i rozumów nastolatków. To trudne. Jak się rozebrać, aby się nie rozebrać, bo nie można zgorszyć dzieci. Jak mówić o dorosłym, który sypia z dzieckiem, jak delikatnie pokazać miłoćś homoseksualną? I jeszcze przedmiotowe traktowanie tytułowej bohaterki. I jeszcze klęskę nowoczesnych Młodziaków?
Na widowni zamiast foteli huśtawki i plastikowe skrzynki, na których można przysiąść. Zamiast sceny - podest. I trochę różnych pomysłów inscenizacyjnych. Wszak nie ma być nudno. Generalnie - udało się. Gdyby to była prawdziwa Iwona, efekt byłby gorszy.
Tak, dla młodych trzeba robić przedstawienia jak dla dorosłych, tylko że lepiej. No tym razem moę nie było lepiej. Ale i tak było nieźle. Eksperyment earto kontynuować.

Dlaczego nie ziemia obiecana?

Są takie tematy, o których zaczynam pisać i odkładam je. Oczywiście z różnych powodów. Nie piszę tu systematycznie, gdyż przede wszystkim mam nieco za mało czasu. A może mam inne priorytety? Trudno odpowiedzieć na te pytania. Sam nie wiem.
Patrzę jednak na moje rozpoczęte felietony i oczom nie wierzę. Właśnie jesteśmy po Wielkanocy a ja odnajduję tekst zaczynający się następująco:
Okres Świąt poza obowiązkową wizytą świętego Mikołaja, dużą ilością jedzenia, śpiewaniem kolęd i generalnie wypoczynkiem - w telewizji charakteryzuje się licznymi powtórkami najlepszych polskich filmów - między innymi ekranizacjami utworów Sienkiewicza i Reymonta.
Tak, zacząłem pisać ten felieton w okresie Bożego Narodzenia! No cóż, kontynuujmy go dziś. Filmy będące ekranizacjami Sienkiewicza i Reymonta… “Trylogia”, “Chłopi”, “Ziemia obiecana”…
Jutro (mamy już kwiecień) z moimi klasami pierwszymi rozpoczynam omawianie “Potopu”. Będę więc śledził losy Kmicica-Babinicza. Będziemy omawiać jego zdradę, naiwność, bohaterstwo, patriotyzm. Będziemy rozmawiać o pokrzepieniu serc, o obronie Częstochowy, o Sienkiewiczowskiej koncepcji opisywania bitew wygranych i przegranych. O Rzeczpospolitej Obojga Narodów i obrzydliwych Radziwiłłach. Męczyć będę moich uczniów słownictwem dla nich zupełnie niezrozumiałym (a będę chciał, by jednak tekst zrozumieli). Obszerne dzieło - nieco przygodowe, bardzo historyczne, z wątkami romansowymi. Będę się rozmawiał o “Potopie” i cały czas zastanawiał się, dlaczego w podstawie programowej znajduje się powieść Sienkiewicza. Dlaczego musimy czytać tekst anachroniczny. Owszem, ciekawy, ale będący uzupełnieniem lekcji historii, niezawierający dla naszych nastolatków ważnych przesłań XXI wieku.
Bo cały czas wydaje mi się, że dziś znacznie ważniejsza dla polskiej młodzieży jest “Ziemia obiecana” z jej przesłaniem: “Ja nie mam nic, ty nie masz nic…”. Tak, dziś ten utwór rzeczywiście na miarę dzisiejszych kapitalistycznych czasów. Ileż tam wątków… Przede wszystkim trzej twórcy fabryki: Polak, Niemiec i Żyd. Przecież to idea, jaka realizowana jest współcześnie w Unii Europejskiej. Ich determinacja. Ich zapał. Ich błędy. Czy nie powinniśmy czytać właśnie tej tak nowoczesnej powieści?
Nie, jezeli chodzi o Reymonta, zapoznajemy się z pierwszym tom “Chłopów”. Bo trzeba pokazać anachronizm polskiej wsi? Bo nauczyć się charakteryzować rodzinę Borynów? Bo musimy na podstawie Jagny dowiadywać się, jak zbudowana jest postać polskiej bohaterki naturalistycznej? Trochę tego nie rozumiem…
Dlatego zostawmy jedną powieść Sienkiewicza w gimnazjum, wyrzućmy “Chłopów” i czytajmy “Ziemię obiecaną”. Bo dziś też ” ja nie ma często nic, ty nie masz nic i on nie ma nic…”. Może warto uczyć, że jest zawsze szansa na zbudowanie fabryki?

Dobre rady. A gdzie wow?

W naszym hufcowym “Praskim Świerszczu” opublikowałem szósty już felieton z cyklu “Dobre rady”. Znalazło się w nim kilka błędów. Dlatego powtarzam go tu, aby osoby chętne mogły przeczytać go w wersji poprawionej.

Siedzimy sobie z zacnym gronem instruktorskim, rozmawiamy o pracy drużyn. Wszystko dzieje się w tych drużynach dobrze. Zbiórki się odbywają, współpraca ze szkołą jest jaka taka, rodzice harcerstwo kochają. Nawet metoda harcerska i jej stosowanie jest widoczne. Czyli wszystko powinno się układać dobrze, drużyny powinny się rozwijać, powiększać i poprawiać swą jakość. A kadra szczepu i hufca zachwycona od czasu do czasu mogłaby wpadać na zbiórki, by chwalić drużyny i drużynowych.

A jednak coś jest nie tak. Nowi harcerze nie napływają, a kadra chodzi ze smutnymi minami (wierzcie mi, że można tę ekipę chwalić, naprawdę można) i jakoś nie wie, jak sytuację zmienić.

Porozmawialiśmy, będzie lepiej. Ale pozwólcie, że przy tej okazji udzielę kilku dobrych rad, które przecież kierowane są nie tylko do kilkorga instruktorów jednego szczepu.

1. Musicie uwierzyć w siebie – uwierzyć, że w ciągu roku, góra półtora, ze słabego (to fakt) środowiska można utworzyć mocny szczep. Bo chcieć, to móc. Naprawdę (popatrzmy na historię „160” - Daria i Hebel zaczynali od zera, dziś środowisko działa normalnie a czasem nawet najlepiej w hufcu).
2. Pokazujcie szkole, uczniom dobre harcerstwo, pokazujcie stale – plakatami, zaproszeniami, akcjami organizowanymi w klasach i przez klasy.
3. Jednak ważne, aby każde nasze działanie miało konkretny cel. Nie jedziemy na wycieczkę rowerową, aby pojeździć na rowerach – może coś interesującego zobaczymy, może kogoś w czasie wycieczki poznamy. Popatrzmy na „147” - czy rajdem historycznym na mało atrakcyjny temat (nikt mi nie powie, że zbrodnia wawerska jest tematem atrakcyjnym) można przyciągnąć do drużyny dzieciaki? Okazuje się, że można.
4. Ten cel – wychowawczy, poznawczy - jest ważny na każdej zbiórce. Nie spotykamy się po to, aby było miło. Nie od tego jest harcerstwo. U nas ma być trudno. To jest owo stawianie wyzwań z misji ZHP. Jeszcze raz – celowe stawianie wyzwań. A może być ich wiele. Popatrzmy na wymagania na stopnie – ileż tam właśnie wyzwań. I jak indywidualne zdobywanie stopni może wzbogacić pracę drużyny!
5. Ale w drużynie musi być raz na jakiś czas zbiórka – wow! Zbiórka, przygotowana nie tylko przez kadrę, ale i przez harcerzy (to ważne!!!), zbiórka, która będzie największym przeżyciem w ich życiu. Ile drużyn bierze udział w imprezach poza hufcem? W zawodach, turniejach, rajdach… Ile drużyn zorganizowało dla dwóch sąsiednich zaprzyjaźnionych drużyn nocną imprezę – wszystko jedno o jakim charakterze. Niech to będzie nocny turniej gier planszowych. Oczywiście harcerskich. A może prawdziwy biwak pod namiotami? Bo te „biwaki” w szkołach przecież biwakami nie są. Ile mamy zbiórek wow?

W drużynie takie zbiórki być muszą, o harcerstwie (patrz p. 2) w szkole musi być głośno. Głośno wśród uczniów i rodziców. I w chórze pochwał niech wszyscy patrzą na uśmiechniętych drużynowych i przybocznych. Takich, którzy z radością prowadzą swe jednostki. Takie na wow!