Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (255) Polityka (37) Pożegnania (22) Szkoła (73) Varia (102)

August, 2015 w archiwum

Stężyca

Las, namioty, obóz harcerski. Ile to już lat? Tak, najstarsi ludzie nie pamiętają. Matki dorosłych dzieci mówią: - Mnie jeszcze wtedy nie było na świecie. - A dla mnie te obozy na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych jakby były wczoraj…
Opowiadam czasem mojej kadrze, czasem harcerzom, jak wtedy było. Lepiej? Gorzej? Na pewno inaczej. Od wyjazdu grupy kwatermistrzowskiej poczynając. Bo trzeba było zdobyć cegły i glinę. Słomę i żerdzie. Nie, nie budowaliśmy chaty i nie pokrywaliśmy jej słomianą strzechą. Cegła i glina były potrzebne do wybudowania kuchni (z Warszawy przywoziliśmy blaty kuchenne - z kompletem fajerek - i rury do komina). A słoma niezbędna była do wypełnienia sienników. Opowiadam o tym, że nie mieliśmy kucharzy. W obozach harcerzy że szkół podstawowych uczestniczyła matka jednego z nich. A harcerze z liceum gotowali sobie sami. Lepiej było? Gorzej? Inaczej. Prościej, jaśniej. Też był sanepid, też był leśniczy, który sprzedawał nam żerdzie. Też były wizytację, których jedni się bali, inni nie.
Telefon? Telefon był we wsi, zazwyczaj u sołtysa. Albo w leśniczówce. I dawaliśmy sobie radę. Elektryczność miał obóz w Trzebiechowie. Ale u nas? Nie, przez lata takiego udogodnienia nie mieliśmy. I było dobrze. Bardzo dobrze. Czasami było było trudno. Może największy kłopot mieliśmy z obieraniem ziemniaków. Trwało ono niesłychanie długo. Ot, takie czasy. I męczące warty nocne.
Siedzę sobie w Stężycy przy zadaszeniu koło namiotów kadry. Program realizujemy. Jedzenie dobre. Kadra się sprawdza. Niby jest tak samo, a jednak zupełnie inaczej. Czego brakuje? Może tych wyzwań, może tego trudu, zmęczenia? Może prostoty życia? A może tych codziennych ognisk? I piosenek śpiewanych bez “Ognika”? Może długich wędrówek? Nie wiem.
W jednym nasze harcerstwo się nie zmienia. Pozostaje organizacją, gdzie rodzą się przyjaźnie - takie na całe życie. Pozostaje organizacją, do której mogą wstąpić grzeczne dziewczynki i niegrzeczne chłopcy. Pozostaje miejscem, gdzie autentycznie wychowujemy. Siedzę w Stężycy i myślę, że niegdyś uczyliśmy żyć lepiej i mądrzej. I uczymy tak samo dziś. Choć tamtych sienników i kuchni polowych z cegły żal.