Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (104)

September, 2015 w archiwum

Wojtek

Kolejna smutna wiadomość. Nie żyje Wojtek. Na okładce książki “ZHP w Dzielnicy Warszawa Praga-Południe 1957 - 1988″ autorstwa druha Romanowskiego zdjęcie - Wojtek sfotografowany jest na pierwszym planie. Koło Pomnika Grunwaldzkiego odbywa się defilada reprezentacji hufca, Wojtek niesie nasz sztandar. W czasach, gdy obozowaliśmy na Warmii i Mazurach, organizowaliśmy rajdy na pola Grunwaldu. Tam spotykaliśmy się w kilkusetosobowym gronie naszych harcerzy. Organizowaliśmy apel i właśnie defiladę. Ta uroczystość prawdopodobnie miała miejsce w 1967 roku, gdy sumowaliśmy akcję “Szuwary”. Wojtek był wówczas komendantem Szczepu 245 WDHiZ.
***
Rok wcześniej Wojtek, wychowanek drużyny, kończył swoją służbę w 46 WDH na obozie w Zakątku. Byłem tam komendantem zgrupowania. Kończył służbę, gdyż młodszoharcerska drużyna, którą prowadził, musiała ulec rozwiązaniu. Szkoła podstawowa, która była pozostałością dawnej jedenastolatki, przestała istnieć. Od jesieni “46″ rozwijały się jako środowisko starszoharcerskie przy LO nr 35 im. Bolesława Prusa. Ten obóz - ośrodka “Wisła” - część kadry hufca dobrze zapamięta. Wojtek z grupką naszych instruktorów wyprawił się nocą do sąsiedniego obozu. Tam strasznie narozrabiali. Podtruli komendantkę obozu świecą dymną na szczury i przenieśli na nasz teren bramę obozu. Oj, napracowali się. W dodatku musieli następnego dnia tę wielką konstrukcję odnieść z powrotem. Wielka harcerska przygoda? Pomimo wszystko tak. Ale jej konsekwencje pamiętam do dziś.
***
To zdjęcie zrobiliśmy na schodach w Prusie. Janek, Grzegorz, Halina, Irena, Ewa… I Wojtek też. Zakładaliśmy w ośrodku “Wisła” Młodzieżowy Krąg Instruktorski “Nadwiślańskie Świetliki”. Skupialiśmy w kręgu świetną kadrę, która kierowała drużynami nad Wisłą. Od Żerżenia poczynając na Liceum Medycznym przy ul. Obrońców kończąc. Mieliśmy długofalowe i realne plany. Był rok 1965. Chodziliśmy na instruktorskie rajdy, organizowaliśmy nasze obozy. Ostatnim z nich był obóz wędrowny kręgu w sierpniu 1967 roku. Na zdjęciu wszystkich uczestników obozu w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej widać także Wojtka. Przymierza się on wówczas do prowadzenia nowego szczepu - 248. Zrezygnuje z tej funkcji w roku 1969. Poprowadzi jeszcze w sierpniu obóz w Trzebiechowie…
***
W jednej z książek druha Romanowskiego o instruktorach hufca jest rubryka: “Małżeństwa zawarte między instruktorami Hufca Warszawa Praga-Południe”. Wśród kilkudziesięciu par widnieją nazwiska: pwd. Aleksandra Świętosławska i pwd. Wojciech Koprowski. Wojtka wówczas już nie było w gronie naszych saskokępskich instruktorów, działał na Grochowie. Ciekawe, czy w domu u Wojtka pozostały jeszcze sztućce, które otrzymywaliśmy od naszych harcerskich władz w prezencie ślubnym.
***
I jeszcze jedno zdjęcie. Kadra hufca skupiona wokół druha Stefana, ma kwiaty w rękach, siedzi. My stoimy. Jakaś uroczystość. Pewnie druha 40 urodziny. Jestem bez brody, Wojtek w jakimś mundurze w innym kolorze niż spodnie. Jest żona naszego komendanta, jest Grzesio, Marysia, Janek - brat Wojtka, Małgosia, Ela, druh Modrzejewski. Jesteśmy śliczni i młodzi. Przed nami, młodymi instruktorami, całe życie.

Między dwiema wodami

To bardzo dziwne miejsce - przez lata niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Z jednej strony Bałtyk, z drugiej strony jezioro Jamno. Wąski paseczek ziemi, który przed laty odciął morską zatokę, która dziś jest jeziorem. Na tym paseczku przez wiele lat rządziło wojsko - przed II wojną światową Niemcy mieli swą bazę samolotów bojowych, ćwiczyli zrzucanie bomb i startowanie oraz lądowanie hydroplanów. Po wojnie ponoć stacjonowały tu oddziały saperów. A dziś na częściowo zabetonowanym kawałku lądu między jakimiś koszmarnymi budynkami i garażami powstają budynki hotelowo-apartamentowe. Mają one dwa ogromne plusy.
Pierwszy z nich to jednak położenie. Z okna widać jezioro, beton zasłonięty jest wysokimi drzewami. A z drugiej strony budynku kilkadziesiąt metrów przez niską wydmę idzie się do morza. Plaża dość wąska, ale czysta. Woda w Bałtyku w tym roku na środkowym Wybrzeżu ma od 6 do 10 stopni. Kąpać się nie da. Ale opalać się na pustawej plaży oczywiście można.
Ten drugi plus to nowy, wypieszczony budynek. Duże pokoje, dobre jedzenie, różnorodne animacje. W hotelu dzieci. Takie małe, malutkie, albo kilkulatki. Nastolatków nie ma. To nie miejsce dla nich. Na płocie baner z animacją nowego kolejnego budynku, który tu powstanie. Prawdziwego apartamentowca. Obok jakąś straszną maszyną jest kruszony beton. Może i tam coś zostanie zbudowane?
Długie spacery do Mielna (choć jesteśmy w tym miasteczku, to do centrum jest kawałek). Po plaży i ścieżką rowerową. Pływanie po jeziorze “Koszałkiem”. Za jeziorem widać bloki przedmieść Koszalina, nie dziwmy się więc krasnoludkowej nazwie. Cztery razy dziennie stateczek pokazuje się na naszej przystani. Jamno jest o wiele bardziej czyste niż przed laty, ale w tym płyciutkim jeziorze kąpać się (jeszcze) nie da.
Jaki to jest świetny wypoczynek! Spokój, cisza. Coraz więcej jest takich miejsc w Polsce. W Polsce, która się rozwija.