Adam Czetwertyński » 2016 » June

Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

June, 2016 w archiwum

Janek

Zmarł Janek, instruktor w warszawskim harcerstwie mityczna. Miał prawie 90 lat. Z nich bardzo wiele poświęcił naszemu ruchowi. Zaczynał harcerską działalność w Szarych Szeregach. Był drużynowym. A później pełnił bardzo wiele funkcji w kilku środowiskach, także u nas - na Pradze Południe. Janka pamiętać będę przede wszystkim jako instruktora, o którym można było opowiadać niezliczone anegdoty.
Był człowiekiem - “pistoletem”, szybkim, zdecydowanym, konkretnym. Mógł być przez harcerskie władze wysyłany na różne fronty do załatwienia jednej sprawy. W jednym hufcu bywał rok, dwa, trzy. Załatwiał sprawę i był przerzucany dalej.
Ostatni raz widziałem Janka jakiś czas temu na spotkaniu chorągwianej komisji historycznej. Spięliśmy się raz i drugi. Dawno już ze sobą nie współpracowaliśmy. I co zrobił konkretny i rzeczowy Janek? Nie obraził się, nie. Po prostu napisał pisemko, że rezygnuje z pracy w komisji. Taki był.
Był fanem punktualności. Gdy mówił, że zaczyna spotkanie o 17.17, to choćby się waliło, choćby burza z piorunami szalała wokół, spotkanie zaczynał punktualnie. I, uwaga, uwaga – też punktualnie kończył. Na dodatek wszelkie narady, zbiórki, odprawy prowadził krótko i rzeczowo.
Kiedyś zdumiał nas. Jakąś zbiórkę rozpoczął z 6-minutowym opóźnieniem. Oczywiście z naszej winy – niesubordynowanych instruktorów. Mieliśmy ją zakończyć po godzinie. Co czyni druh J.? Komunikuje nam: - Zaczynamy z sześciominutowym opóźnieniem, zakończymy spotkanie sześć minut wcześniej. – No i zbiórka trwała 12 minut krócej. I wszystko, co należało, na niej zostało omówione.
Nie dziw więc, że gdy któryś z naszych komendantów spóźnił się ze swoim obozem z rajdu około godziny (a obozowaliśmy w Wołosatem – do rozpoczęcia Operacji Bieszczady 40 było jeszcze kilka lat), Janek pozbawił go funkcji i karnie przeniósł do innego obozu.
Tu należy wam się chwila radosnej zadumy, bo życie z zegarkiem w ręku nie jest proste. Na tym samym obozie Janek na własnej skórze o tym przekonał. Lubił on, jak tu delikatnie powiedzieć…, lubił płeć piękną a i liczne dziewczęta patrzyły w niego jak w obraz. To było dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Janek był nieduży, szczupły. No, Adonisem nie był. A dziewczyny były nim zafascynowane.
Wróćmy do obozu w Bieszczadach. Zdecydował się tam na spacer z pielęgniarką (a może księgową?) na Tarnicę. Ot – wejdą, zejdą. Nic trudnego. Nie wiem do dziś co się tam wydarzyło, poszli na Rozsypaniec? Dotarli do Zgniłochy? W każdym razie nie wrócili na noc do obozu! A było to po ukaraniu owego komendanta obozu za godzinne spóźnienie! Już chcieliśmy zaangażować do pracy GOPR, gdy zmarnowana para pojawił się w obozie. Janek był o krok od zdjęcia siebie samego z funkcji. Tylko nie miał go kto zastąpić, więc do końca obozu dotrwał na swym stanowisku.
Janek, jako że cenił płeć przeciwną, nie uznawał obozów koedukacyjnych. Twierdził, że prawdziwy mężczyzna nie może oglądać kobiety (nawet takiej 16-letniej) w bieliźnie, w piżamie, nieumytej, nieuczesanej i bez odpowiednio zrobionego makijażu. (Nasze obozy były organizowane dla harcerzy, którzy mieli co najmniej lat). Twierdził, że harcerki mają wyglądać ślicznie i mają się chłopcom podobać. I to był podstawowy argument przeciw takiej koedukacji.
Tak, to harcerstwo Janka było jakby całkiem inne niż moje, ale wierzcie, choć czasem nielubiany był skuteczny w swym działaniu. Na krótko, przecież był “pistoletem”.