Adam Czetwertyński

Harcerstwo (177) Kuchnia (22) Kultura (262) Polityka (37) Pożegnania (25) Szkoła (74) Varia (104)

October, 2018 w archiwum

Druh Stefan

Tak, to koniec pewnej epoki. Odejście druha Stefana do lepszego ze światów zamyka długi etap istnienia, funkcjonowania, działania Hufca Praga-Południe. Oczywiście pierwszym, jakby zwrotnym momentem było przekazanie władzy w hufcu Andrzejkowi. To prawda. Ale wśród nas ciągle była wyczuwalna obecność druha Stefana. Był czynnym instruktorem ZHP. Popularność naszego komendanta, fakt, że dziś honorowego, widać było to niedawnej uroczystości rocznicowej, gdy wszyscy życzyli mu 100 lat życia. Niestety, nasze życzenia nie spełniły się.
W którym roku poznałem druha Stefana? Może w 1957, nie pamiętam, ale na pewno w 1958, gdy pojechałem na prowadzone przez niego zgrupowanie w Kolibkach koło Sopotu. Ja - szeregowy harcerz, on - nasz komendant. Ja w “133″, on - szef Hufca Saska Kępa. Na jego ręce składałem tam 22 lipca Przyrzeczenie Harcerskie. Ile lat temu? No tak, sześćdziesiąt. Przez te sześćdziesiąt lat działaliśmy razem. Raz bliżej, raz dalej. Ale zawsze w jednym hufcu. Przez krótki czas byłem nawet jego zastępcą, byłem namiestnikiem starszoharcerskim, byłem szczepowym. Blisko, bardzo blisko. Redagowałem niektóre książki przez niego napisane. Ta najbardziej osobista, wspomnieniowa, podobała mi się. Inne po prostu były potrzebne.
O naszych relacjach od pewnego czasu mówi się “szorstka przyjaźń”? Tak, była ona bardzo szorstka. Lecz o tych relacjach może napiszę w innym czasie.
Rzadko się widzi człowieka tak zaangażowanego w pracę organizacji. Przez te sześćdziesiąt lat (z krótką przerwą związaną z problemami osobistymi), jakie pamiętam, druh Stefan żył harcerstwem i dla harcerstwa. Takich ludzi już nie ma. Może działo się tak dlatego, że nie miał własnych dzieci? Że tymi dziećmi (czasem mało dopieszczanymi) byliśmy my wszyscy? Setki i tysiące wychowanków. Ogromny życiowy sukces. Tych harcerskich sukcesów (ale także zawodowych) miał wiele. Żartowaliśmy sobie z “Zuchmistrza”, że taki staroświecki, mało nowoczesny. Ale był on wykorzystywany w bardzo wielu gromadach w całej Polsce. Czy to nie sukces? Ocypel… O nim można pisać długie opowieści. Krąg “Romanosów”. Czy to nie ogromne sukcesy? I tak dalej, i tak dalej.
Druh Stefan, nawet gdy nie był instruktorem czynnie włączającym się w pracę hufca, był cały czas z nami, był swoistym punktem odniesienia. Patrzył na nas krytycznie. I był nam potrzebny.
Nieco niespodziewanie nas opuścił. Nie wytrzymało serce. Żal.

Kolorowa organizacja?

Muszę przyznać, że tego nie rozumiem. ZHP jest od pewnego czasu atakowany za… bycie organizacją, w której przestrzega się Prawa Harcerskiego, w której za brata uważa się każdego innego harcerza, atakowany za to, iż jest związkiem… tolerancyjnym. Za bycie organizacją otwartą i skupiającą także osoby, które mogą chcieć (upraszczając) brać udział w paradach wolności.
Rzecz w tym, że jakaś mało znana, czyli także mało znacząca organizacji, “wykryła”. iż w ZHP promuje się homoseksualizm i wszelkie “zboczenia” z tym związane. Że jest tęczową organizacją. Czytelnikom niniejszego tekstu zwracam uwagę na cudzysłowy, bo jeszcze ktoś chciałby poprzednie zdanie przeczytać wprost. Organizacja ta apeluje do nas, byśmy wrócili na właściwą skautową drogę cnoty. Rozumiem, że ktoś niezwiązany z harcerstwem ma jakąś wizję naszych postaw, zachowań, zasad. Kto to jest? Dlaczego tak się nami interesuje? Chce nas zmienić? Nie wiem i nawet za bardzo wiedzieć nie muszę. Ktoś swoimi buciorami wchodzi do mojego domu i głośno krzyczy: - U was obrazek na ścianie wisi krzywo, natychmiast go poprawcie! - Ba, zaczyna wysyłać do mojej rodziny i znajomych listy w tej sprawie. Wywierać nacisk na pojedyncze osoby… Pokazuje, że inne organizacje harcerskie są lepsze.
Być może jacyś instruktorzy w jakimś środowisku napisali i opublikowani niefortunne sformułowanie dotyczące tolerancji. Po pierwsze być może, po drugie nie reprezentują oni całej organizacji. Być może zaproszenie Roberta Biedronia, człowieka bardzo w Polsce popularnego, na spotkanie na zlocie w Gdańsku było niefortunne. Po pierwsze być może, a po drugie jeżeli nie mamy zapraszać takich ludzi jak Biedroń, to kogo? Grupka naszych instruktorów brała udział w warszawskiej Paradzie Równości. I dobrze. Bo dlaczego nie?
Tak na marginesie, gdybyśmy mieli w ZHP zapraszać i nie zapraszać osób w zależności od opinii wypowiadanych przez ludzi z jakiejś organizacji “protestującej”, to być może nie powinno być u nas Prezydenta, Premiera, a może zespołów szantowych?
Ktoś nas nie lubi. Jest homofobem. Znalazł sobie temat i chce nam szkodzić. Po co? Dlaczego? Czy tylko, by na tym proteście zarobić (bo organizuje przy okazji zrzutkę pieniędzy na prowadzenie owych protestów)? I zagajmy sobie banalne pytanie: - Kto za tym stoi? - Nie wiem i wiedzieć nie chcę. Cóż, przyszło nam bronić poglądu, że białe jest białe a czarne jest czarne. Czy ten pogląd w naszym społeczeństwie jest do obronienia?

Kler

Wszyscy obejrzeli. A ja nie? Więc nie chciałem być gorszy. I nie byłem. Sala już nie wypełniona po brzegi. Ale nie ma się co dziwić. Pewnie jestem trzymilionowym widzem. Tak być musiało. To tyle, jeżeli chodzi o wprowadzenie.
Tragedia czterech księży (bo jest to trzech panów w średnim wieku plus biskup). Potwornie przerysowana. Ja rozumiem, że film oparty na faktach. Ale taka intensyfikacja owych faktów powoduje, że zaczynamy się zastanawiać, czy to film artystyczny, dzieło sztuki, jakim film być powinien, czy jakiś materiał publicystyczny rodem z TVN24. I ta myśl nie odstępuje mnie od chwili, gdy bohaterowie tak wiele piją i upijają się do nieprzytomności. Zapijanie własnych nieszczęść? Wykonywanie pracy (powołania przecież w filmie nie widać) po alkoholu, pokazywane na ekranie, jest niesmaczne, razi, niezależnie od tego, czy księża czasem w realu tak się zachowują, czy nie. Na ekranie bez przerwy pokazywane są pieniądze. Pojedyncze walory i całe pliki. Jedni z księży są bogaci, bardzo bogaci. Inni biedni. Ale wszyscy są pazerni. Alkohol, pieniądze i miłość. Zawsze grzeszna, zawsze niezgodna z zasadami obowiązujące z kościele, ale także niezgodna z kodeksem karnym. I z naszą, uniwersalną, bo wcale nie tylko katolicką moralnością.
Ten zbitek zła (a nie są to wszystkie obszary niemoralności, jakie są prezentowane są w filmie) powala, a mnie, jak napisałem - razi. To tyle, jeśli chodzi o rozwinięcie.
Czy dobrze, że taki film publicystyczny powstał? Tak, oczywiście tak. Czy dobrze, że został tak rozreklamowany? Także dobrze. Bo zwraca uwagę na nasze polskie problemy. Nie tylko polskich księży. Ale całego naszego społeczeństwa. Gdzie przemoc w stosunku do dzieci jest nadal powszechna, gdzie alkoholizm niszczy ludzi i całe rodziny, gdzie nie każdy pedofil ponosi za swe wyczyny surową karę. Dlatego dobrze, że “Kler” znalazł się na ekranach i jest tak powszechnie oglądany. To było zakończenie.

Znów nad Morzem Śródziemnym

Piszę ten tekst “dla historii”. Niech pozostanie wpis, że znów byliśmy w Turcji, że znów nad Morzem Śródziemnym. Że ponownie było ciepło, ba. Bardzo cieplo i słonecznie. Z Turcją to jest tak, że za stosunkowo nieduże pieniądze otrzymuje się możliwość zamieszkania w dobrych warunkach i otrzymuje się bardzo dobre jedzenie. Może porównań nie mogę zrobić zbyt wiele. Ale jednak gdybyśmy byli kilka czy kilkadziesiąt kilometrów na zachód na jednej z greckich wysp, nie bylibyśmy tak zadowoleni. A w Grecji byliśmy kilkakrotnie. Hiszpania? Portugalia? Wyspy Kanaryjskie? Madera? No nie, za te pieniądze mieszkalibyśmy w trzygwiazdkowych hotelach ze śniadaniem, góra także z drugim posiłkiem. Nasz pokój z bezpośrednim zejściem do basenu, z lodówką codziennie uzupełnianą, z co drugi dzień zmienianą pościelą i codziennie zmienianymi ręcznikami… A plaża w Turcji? Z błękitną flagą? Tam, na zachód od Turcji, trzeba by długo takiej szukać… Ten piaseczek, ta przezroczysta woda. W naszym zapełnionym do ostatniego pokoju hotelu nie trzeba polować na leżaki (ci, którzy jeżdżą nad Morze Śródziemne, wiedzą, w czym rzecz). Nie trzeba stać w kolejce do restauracji, by zjeść kolację. Nie trzeba prosić się o ręczniki plażowe (był taki dzień, że mieliśmy ich osiem). O nic nie trzeba się martwić.
A to, że ciasteczka marne, tylko baklawę da się jeść - trudno. A to, że grupa naszych rodaków tak się zachowuje, że trzeba się wstydzić, iż jest się Polakiem - musimy się z tym pogodzić. Wszak nie będziemy ich wychowywać. Byli paniskami i zachowywali się jak niewychowane paniska. Hotel był ich. Przykre. Ale jedzenie ciasteczek nie było obowiązkowe, a obchodzenie z daleka tych osobników też było możliwe. Ostatniego dnia pobytu, już w czasie wyjazdu, wzięli nas za Niemców. I dobrze.
Czy Turcja jest bezpieczna? W hotelach i miejscowościach turystycznych - tak. Czy jest tam pięknie? Oczywiście. I jest blisko. Dwie i pół godziny lotu. Nie można się zmęczyć. Dlatego pewnie długo przemysł turystyczny innego państwa, będący w zasięgu naszych możliwości finansowych, Turcji nie dorówna.