Adam Czetwertyński

Harcerstwo (199) Kuchnia (25) Kultura (274) Polityka (37) Pożegnania (29) Szkoła (74) Varia (107)

December, 2019 w archiwum

W, czyli wigilie (literki nr 19)

Mój Ulubiony Instruktor obudził się i otworzył jedno oko. Oczywiście z wrodzonego lenistwa. Obrócił się na drugi bok i zaczął myśleć. Myślenie, szczególnie w pozycji siedzącej i leżącej, jest ulubioną czynnością Mulina. Co dziś miłego mnie czeka? No tak, wigilia w gronie instruktorów mojej najlepszej organizacji. - Co? - Mulin usiadł z wrażenia. - Przecież wczoraj byłem na wigilii wśród instruktorów. Czy ta dzisiejsza wigilia jest dziś, a może dzisiejsza wigilia jest jutro? I właściwie co to za wigilia? Gdzie? Z kim? Mózg Mulina zaczął parować z wysiłku. Czy dziś jest środa? Na pewno środa?
Tylko spokojnie… Najpierw napiję się kawy, a później zacznę myśleć. Taka kolejność jest właściwa. Jak pomyślał, tak zrobił. Usiadł w swym ulubionym fotelu (czytelników przeprośmy, że nie zostały opisane Mulinowe ablucje) i zastanowił się. - Czy te wigilie są miłą częścią dnia? Ta wczorajsza. Połowa instruktorów miłych Mulinowej duszy mu nieznana. Życzył wesołych świąt, łamał się opłatkiem z sympatycznymi ludźmi, którzy też nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Połowę zgromadzonych na wigilii znał. I niektórych (oj, te ludzkie przypadłości) obchodził z daleka (a oni obchodzili jego). To obchodzenie było kłopotliwe. Niektórych już widział na poprzedniej wigilii, a niektórych zobaczy na kolejnej. Kłopot, Same kłopoty. Bo na dodatek Mulin, musimy to głośno powiedzieć, nie umiał swobodnie precyzować życzeniowych zdań. Ot, powiedzieć “wszystkiego najlepszego” umiał. I jeszcze “zdrowia, zdrowia…”. Ale gdy starał się sformułować zdanie nieco bardziej zindywidualizowane, głos grzązł mu z gardle. Słowa mu się plątały, czerwienił się i zachowywał, generalnie, nieodpowiednio. Więc ten fragment, taki “opłatkowy”, był dla niego bardzo trudny.
Zaczął więc Mój Ulubiony instruktor rozważać plusy i minusy wigilijnych spotkań. Życzenia - to nie to. Jedzenie - kto by lubił postne pierogi z kapustą? Prezenty? Co to za prezenty? Żenada. jakiś długopis, to ma być prezent? Atmosfera? Dalmy sobie spokój…
Siedział więc Mulin w fotelu i wpadł na pomysł, który go wcale nie zdziwił. - Na dzisiejszą wigilię nie idę! Po prostu nie idę i już. Oni w tym tłumie braku mojej osoby nie zauważą. Będę miał wolny wieczór!
Mulin westchnął głęboko. Życie jest piękne i zapowiada się miły dzień. Sięgnął po filiżankę z kawą.