Adam Czetwertyński

Harcerstwo (204) Kuchnia (25) Kultura (279) Polityka (37) Pożegnania (32) Szkoła (74) Varia (109)

May, 2020 w archiwum

Tylko lepiej

Pamiętamy wszyscy, że dla dzieci trzeba pisać tak samo jak dla dorosłych, tylko lepiej. Wydaje mi się, że w czasach epidemii nasze działania, szczególnie te on-line, powinny być takie same, tylko… lepsze. No tak, ekran komputera jest bardziej wymagający niż wszelkie działania, w których bezpośrednio uczestniczymy. I to jest niezależne od tego, czy są to zajęcia z klasą szkolną, czy rozmowa, w trakcie której staramy się o pracę, czy też spektakl teatralny.
Narzekałem już na występy artystów opery. Przecież głos z internetu nie może dorównać temu, który słyszymy w sali operowej. Ale teraz będzie o teatrze. Tak, o takiej transmisji “na żywo”, transmisji przedstawienia, za które trzeba zapłacić. (Fakt, że nieduże pieniądze). Rzecz firmuje aktor z nazwiskiem, wydaje się - nie puści gniota. Dobry reżyser, wspaniały muzyk, przygotowujący właściwą oprawę. Zapowiedzi obiecują dobrą zabawę.
I co? Ano właśnie nic. Słabiutkie widowisko, ani zabawne, ani mądre. Zastanawiam się, co się stało, bo przecież teoretycznie powinno mi się podobać… I odpowiedź jest jedna. On-line należy pokazywać spektakl jak w normalnym teatrze, tylko lepiej. W teatrze publiczność reaguje. Czasami wybrzmiewa śmiech, czasem odzywają się oklaski. Ktoś za głośno szumi papierkami, gdzieś (ku zgorszeniu widzów) usłyszymy brzęczenie telefonu. Tej widowni, tego kontaktu z publicznością w transmisji on-line nie ma. Cisza. Tylko tam, przed kamerą, ktoś bardzo się stara nas zabawić. I my na fotelu czy kanapie strasznie mu współczujemy, że nic mu z tego nie wychodzi.
Przerzucając programy telewizyjne czasami trafiam na ulubione przez Polaków transmisje z występów rozlicznych kabaretów. I rzecz się powtarza. widownia szaleje, śmieje się, klaszcze. A ja z politowaniem słucham żartów słownych i patrzę na beznadziejne przebieranki aktorów. Zastanawiam się - dlaczego oni (ci na widowni) są tak zachwyceni, przecież te wygłupy są beznadziejne. Tak, ale gdybym siedział w jakimś amfiteatrze, w jakiejś sali i obok mnie znajdowaliby się sami rozbawieni widzowie, też pewnie bym reagował jak oni. Przed telewizorem jest inaczej.
Nie będę recenzował “sztuki”, jaką oglądałem on-line, to nie ma większego sensu. Mam nadzieję, że twórcy tego nieudanego spektaklu sami zauważą, że takie eksperymenty nie powinny się powtarzać. Grać dla prawdziwej widowni - OK, można. A dla tej nowej, komputerowej widowni trzeba zagrać tak samo, tylko lepiej.

Zyski w wirusowych czasach

To już prawie dwa miesiące wirusowych czasów. Siedzę w domu, patrzę w telewizor, ekran komputera, czytam gazety. Zupełnie nie wiem, dlaczego, ale nie czytam książek. W tym poprzednim życiu, przed koroną, czytałem. A teraz nie. Ale nie jestem psychologiem, diagnozy nie postawię.
Od jakiegoś czasu zacząłem oglądać materiały proponowane przez rozliczne instytucje kultury. Powinienem zacząć od słynnego koncertu internetowego, odbieranego przez setki tysięcy ludzi na całym świecie - organizowanego przez Metropolitan Operę w Nowym Jorku. Wydarzenie głośne, sprawne technicznie, z ogromną liczbą solistów występujących we własnych domach. I ta orkiestra! Wszyscy się zachwycali, ale chyba z powodu oryginalnych koncepcji realizacyjnej. Nasz Piotr Beczała w swej chałupie w beskidzkiej Żabnicy. (Ile to lat temu prowadziłem tam zimowisko dla kadry starszoharcerskiej? Czy nie w roku 73?). Ale czy ktoś mógł się zachwycić jakością dźwięku? Ja zachwycony nie byłem.
Dlatego lepsze są profesjonalne prezentowane nagrania. Ot, świetny “Rejwach” w Teatrze Żydowskim według opowiadań Mikołaja Grynberga. Solidnie zrobione przedstawienie na ważne polsko-żydowskie tematy. Nieco z uśmiechem, nieco z nostalgią. Sporo prawdy o polskim antysemityzmie. To się ogląda. I to się ogląda na malutkim ekranie ze słuchawkami w uszach.
Ogląda się też znakomite przedstawienie “Broniewski” Teatru Wybrzeże. Oczywiście możemy zastanawiać się, czy rzeczywiście ten poeta, który miał taką lekkość pióra, był przez całe dorosłe życie pod wpływem alkoholu. Czy ta choroba zniszczyła mu realne życie. Nie da się ukryć - biografia Broniewskiego jest zadziwiająca. Po obejrzeniu tego widowiska nadal nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego poeta podejmował zadziwiające decyzje. Czy tylko to wpływ alkoholu? Jest kilka świetnych scen, jest interesująca scenografia. Ale najważniejszy są aktorzy, którzy tak sprawnie i z pełnym autentyzmem pokazują Broniewskiego i przy okazji kilkadziesiąt lat polskiej historii.
I jeszcze, dosyć przypadkowo, obejrzałem oryginalne “Jezioro łabędzie”, gdzie łabądkami są mężczyźni. Matthew Bourne wystawił ten balet w całkiem nowej, bardzo atrakcyjnej inscenizacji. To się ogląda! To nieprawdopodobne, ale nikt nie musi nam podpowiadać akcji. Wiemy, kiedy jest scena realistyczna, wiemy, kiedy wizje Księcia. Chyba puszczę sobie to widowisko jeszcze raz.
Obejrzałem więcej widowisk, nie poświęcę im tu miejsca. Ale przede mną kolejne dni. Komputer otwarty. Są jednak zyski w wirusowych czasach.

Straty w wirusowych czasach

Na długo, bardzo długo odciąłem się od bieżących wydarzeń kulturalnych, od tego, co proponowały różne instytucje w wirusowych czasach. Ale ja dziś nie o tym. Bo wirus zrobił mi kłopot. W czasie tych tygodni (a niedługo będzie można napisać - miesięcy) zostaliśmy odcięci od prawdziwego, normalnego teatru, kina czy filharmonii. Od prawdziwej kultury. Dla mnie, okazało się, że to nie tyle kłopot, lecz ogromny kłopot.
Tak się zdarzyło, że na wiosnę miałem kupionych kilka biletów. I nawet, jeżeli w niektórych wydarzeniach będę w przyszłości uczestniczył, to już nie będzie to samo. Najsmutniejsze, najgorsze dla mnie było przełożenie Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego. Prawdziwe zmartwienie. Cóż mi z tego, że koncert zapowiedziany na Wielki Piątek odbędzie się 13 września. Jeżeli rzeczywiście się odbędzie. To już nie będzie ta atmosfera, nie będzie zbliżających się Świąt (chyba że odległe Boże Narodzenie). Pożegnalibyśmy tego dnia Mistrza Pendereckiego, którego kompozycji słuchaliśmy w trakcie festiwalowych koncertów. Tak, tu wirus zrobił mi dużą krzywdę. Miałem bilety (i mam nadal) także na inny koncert tego festiwalu, ale w tym przypadku to już nie taki żal. Przed Wielkanocą miałem też obejrzeć “Jezusa Chrystusa Superstar” w Teatrze Rampa. I nic z tego. A podobno ten musical dobrze jest w Rampie wystawiany.
Ale biletów miałem więcej. W Narodowym chciałem obejrzeć “Woyzecka”. Kilka dni po premierze. Pisano, że został nowocześnie, oryginalnie wystawiony. Na wiosnę nie obejrzę. W Romie miałem być na recitalu na małej scenie, w Teatrze Lalka na przedstawieniu, którego tytułu nie pomnę, polecone przez znajomych jako nieprawdopodobnie interesujące widowisko. I jeszcze ominęła mnie pod Pałacem Kultury “Tosca” - już w czerwcu, pod koniec sezonu. Ciekaw jestem, czy jest ona przełożona o rok.
Siedzę więc w domu. Koronawirus nas uwięził. Ale oczywiście tkwi we mnie żal, bo nikt mi tych przedstawień, tych koncertów nie zwróci.
Były to bilety kupione przed 10 marca. Ile jeszcze innych wydarzeń kulturalnych mnie ominęło? Między innymi dlatego nie lubię koronawirusa. Pewnie to nieco naiwne, takie prostackie. Ale nie da się ukryć, że życie się toczy i ten aspekt sytuacji “więziennej” z tego powodu jest bardzo dla mnie ważny.