Adam Czetwertyński

Harcerstwo (204) Kuchnia (25) Kultura (279) Polityka (37) Pożegnania (31) Szkoła (74) Varia (109)

June, 2020 w archiwum

Pożar i nie tylko

“Pożar w burdelu” - tak, cytat. Wiem o tym. Ot, popularny zwrot retoryczny. Generalnie - bałagan. totalny. I taką nazwę nadał sobie jeden z popularniejszych zespołów kabaretowych. Zespołów z ambicjami literackimi, zespołów chwalonych. Kiedyś przeczytałem, że występuje na deskach nobliwego Teatru Polskiego w Warszawie. Dlaczego o tym piszę? Bo postanowiłem nigdy w życiu nie iść na spektakl tego wszak naprawdę (co wynika z różnych recenzji) dobrego zespołu. Powód jest prosty - niech inni chodzą na pożary w burdelach. Ja na przedstawienie zespołu o takiej nazwie nie pójdę. Nazwa ta powoduje, że dom publiczny staje się miejscem powszechnie szanowanym. Czymś normalnym, zwyczajnym. Otóż nie. Słowo burdel jest sformułowaniem obscenicznym, wulgarnym. Nie dla mnie.
Podobnie jest z nazwami przedstawień. Swojego czasu ceniony przeze mnie Sylwester Biraga wystawiał w swoim teatrze spektakl zatytułowany jako “przygody penisa” czy “przypadki kondoma”. Jakoś tak. Podobno zupełnie dobre przedstawienie. Nie, nie poszedłem, bo prowokacyjny tytuł mnie zniechęcił do obejrzenia spektaklu.
I jeszcze jeden wątek. Nasi dzielni “artyści” hip-hopowcy. Nawet jeśli przekazują mądre myśli czy słuszne poglądy, czynią to posługując się językiem kibolskim, wulgarnym, niegodnym człowieka cywilizowanego. Dlatego nie znam ani jednego tekstu, jeżeli jakieś zdanie z ich występów wpadnie mi czasem do ucha (słynny ostatnio tekst syna wysokiego do niedawna urzędnika państwowego walczącego z państwem PiS), to drugim mi wypada. Nie znam i nie chcę znać ani jednego nazwiska tych “estradowców”, używających w swej “twórczości” słów wulgarnych.
I jeszcze jeden przykład. Dostałem w prezencie (taki dowcip) egzemplarz tygodnika “NIE”. Przeczytałem od deski do deski. I choć w dużej części podzielam poglądy autorów, to więcej tego pisma do ręki nie wezmę. Właśnie z powodów ubóstwianych tam wulgaryzmów. Nie dla “NIE”. Niezłe hasełko.
Ja wiem, mój mały prywatny osobisty protest nic nie da poza moją osobistą satysfakcją. Ale protestem jest i chciałem o tym napisać.
PS Czasami spotykam się z osobami, które używają słowa na “k” jako przecinka. Życie jest brutalne. Ale zazwyczaj są to spotkania jednorazowe. Bo z takimi ludźmi nie współpracuję.