Adam Czetwertyński

Harcerstwo (208) Kuchnia (25) Kultura (282) Polityka (38) Pożegnania (40) Szkoła (74) Varia (112)

January, 2021 w archiwum

List do Rzeczniczki ZHP

Droga Druhno Martyno,
Z pewnym opóźnieniem przeczytałem newsa, zamieszczonego na stronie www.zhp.pl. News jest bardzo ważny, gdyż autor (autorka?) prezentuje rozmowę przedstawicieli organizacji harcerskich z Prezydentem RP. Lecz nie dlatego zaprzątam czas Druhny, by napisać, że cieszę się, iż taka rozmowa się odbyła.
Ja chciałbym zwrócić uwagę na jedno, wydaje się kluczowe jedno zdanie. Brzmi ono: “Dzisiejsze pokolenie młodych ludzi będzie nieproporcjonalnie dotknięte długotrwałymi konsekwencjami pandemii a harcerstwo będzie musiało wesprzeć młodzież”. Tak. To niesłychanie ważne, aby nasze społeczeństwo, w tym młodzież, była proporcjonalnie dotknięta konsekwencjami pandemii. Powinniśmy więc jako organizacja wspierać młodych ludzi, by konsekwencje były jak najbardziej proporcjonalne. Bardzo mnie to cieszy, aczkolwiek smuci, iż nasza organizacja nie będzie chciała skracać owych długotrwałych konsekwencji.
Uważam jednak, że w trakcie spotkania z Prezydentem nie do końca nasi przedstawiciele właściwie zaprezentowali naszą rzeczywistość. Chyba że najważniejsze są konsekwencje długotrwałe. Bo jeżeli chodzi o konsekwencje krótkotrwałe, to nieproporcjonalne konsekwencje pandemii dotykają starsze pokolenie. To wśród tego pokolenia koronawirus zbiera największe żniwo. A wszak wśród członków naszej organizacji mamy wielu seniorów. Czy o nich zapomniano?
Nic to, nie przejmujmy się seniorami. Najważniejsze, że harcerstwo będzie wspierać młodzież w walce z nieproporcjonalnymi konsekwencjami pandemii. Wspierajmy młodzież, by, jak czytamy w newsie, przede wszystkim proporcjonalne były: żałoba, samotność i problemy ze zdrowiem psychicznym.
hm. Adam Czetwertyński
redaktor

Bronek

Kolejne pożegnanie. Moje zapiski w tym miejscu (coraz rzadsze) stają się coraz dłuższą listą tych, którzy zostawili nas, przechodząc do tego ponoć lepszego ze światów. Dwa dni temu opuścił nas Bronek. Kolejny instruktor, który rzeczywiście był harcerzem na całe życie.
Bronek był jedną z najsympatyczniejszych osób, jakie znałem. Moim zdaniem był chodzącą dobrocią i przyjaźnią. nie, takich to już na świecie nie ma. Jego droga harcerska była początkowo typowa, podobna do innych, do tych instruktorów, którzy zaczynali swoją “karierę” w drużynie i awansowali na szczebel a następnie chorągwi. Bronek był dobry - awansował.
Poznałem go dość późno, jakieś trzydzieści lat temu. Był gwiazdą w chorągwi - zastępca komendanta. Organizował wyjazdy ogromnych grup harcerskich na uroczystości patriotyczne do Włoch. Wymyślał zadania programowe dla całej chorągwi. Był jej duszą, imponował swoim doświadczeniem. I w pewnym momencie wszystko pękło - Bronek czuł się skrzywdzony, usunięty na margines chorągwianych działań. Inni na jego miejscu obraziliby się nie tylko na jakichś instruktorów, ale na całą organizację. Bronek nie - osiadł w podpoznańskich Czapurach, gdzie wraz ze swą ukochaną Krysią założył… drużynę harcerską. Ot tak, po harcersku i instruktorsku.
Dawno temu w czasie zlotu ZHP w Gnieźnie odwiedziłem ich w małym domku w Czapurach, ale po raz ostatni widziałem się z nimi w trakcie zlotu na Wyspie Sobieszewskiej. Tak, Bronek - lat 76 - był ze swoją drużyną (i z Krysią) na zlocie. Normalnie, po harcersku. Pod namiotem. Nigdy nie wiadomo, kiedy z kim wypije się tę ostatnią kawę. Na zlocie ZHP taka właśnie była.
PS Bronek był przykładem instruktora, który zaprzecza wszystkim głośno wykrzyczanym teoriom, że bezpośrednio z dziećmi w harcerstwie powinni pracować młodzi, tacy, którzy naprawdę rozumieją swych wychowanków. A czy drużynowa, który jest dobrą ciocią, a nawet babcią czy przyboczny dziadek jest gorszy? Patrząc na Bronka i jego harcerską służbę można powiedzieć, że każdy wiek jest dobry, aby robić w harcerstwie to, co się naprawdę kocha. I może to być służba dziecku.