Adam Czetwertyński

Harcerstwo (208) Kuchnia (25) Kultura (282) Polityka (38) Pożegnania (40) Szkoła (74) Varia (112)

June, 2021 w archiwum

Kwartet

Dobry tekst, prawdziwa angielska komedia pełna interesujących i zabawnych sformułowań. Na podstawie sztuki teatralnej nakręcony sympatyczny film. Czwórka dobrych wokalistów gra jakby siebie - emerytowanych solistów operowych, przed laty odnoszących duże sukcesy na scenie. Miła sala odnowionego nie tak dawno Basenu Artystycznego, który przejęła Warszawska Opera Kameralna. Niezły, wydaje się, reżyser. Fakt, że o nim nic nie wiem, ale czy muszę znać wszystkich polskich, nawet niezłych, reżyserów? Luźno na widowni (te obostrzenia!), więc widoczność dobra, nikt nie zasłania. Dobra widoczność, nawet, gdy się siedzi nieco dalej.
I co? Ano nic. Nudy na pudy. Nikt się nie bawi. Ani aktorzy na scenie, ani publiczność. Coś tu zdecydowanie nie gra. Może wokaliści nauczeni grać w zupełnie innej konwencji nie potrafią zmienić swych ruchów, nie potrafią operować głosem, ba, nie potrafią bez muzyki nauczyć się dobrze swych ról? Bo kwartetu nie ratuje jedna aktorka teatralna, która też zgodnie z regułą “jeśli wpadłeś między wrony…” nie zachwyca. A pani dyrektor WOK nie opanowała tekstu i haftowała wielokrotnie. Żenada. A może czekaliśmy, aż czwórka solistów na serio zacznie śpiewać. I to czekanie nas tak znużyło? Bo jakiś malutki występ na końcu to mało, bardzo mało. A może winą są mikroporty, które opanowały nasze teatry. I głos aktora znajdującego się na scenie dochodzi doniośle gdzieś z tyłu z lewej strony? A może pan rezyser sobie nie poradził. Niby reżyserował, ale pozwolił na przerysowanie (jak w operze) postaci? Okropne przerysowanie.
Nie wiem, bo tak dobrze się zapowiadało. Chyba będzie lepiej, jeżeli na scence w budynku przy Konopnickiej będą grane widowiska muzyczne. Niech opera zajmie się operą, bo wystawianie normalnej sztuki po prostu ten teatr przekracza.

Teatr w teatrze

Nie, nie będzie o kolejnym spektaklu. Tym razem obrazek obyczajowy.
Jak wiemy, pandemia powoli odchodzi, ale jeszcze nie minęła. Niektórzy twierdzą, że może wrócić do nas jesienią. Bronimy się przed nią i zabezpieczamy się zgodnie z zasadami, które nasz rząd (jego przedstawiciele?) nam akurat wymyślą. Tym razem wymyślili, że w teatrach może być 50% widzów, że ci widzowie mają być w maseczkach i chyba jeszcze to i owo dyrekcjom teatrów przekazano, bo teraz jest w teatrach nieco teatralnie.
Teatr 1
Idziemy z biletami. A tam przed wejściem stos papierków do wypełnienia. Że nie jestem chory, że nie jestem na kwarantannie itd. Nie czytam, podpisuję w dwóch miejscach i daję pani bileterce. Nie nie bierze ona tego oświadczenia do ręki - każe wrzucić do pudełka przypominającego urnę. Mogłem wpisać, że nazywam się Andrzej Duda i jestem aktualnie chory - też bym na widownię wszedł. Wrzuciłem, wszedłem. Obejrzałem.
Teatr 2
Do tego teatru oświadczenia trzeba było wydrukować sobie w domu. Że nie jestem chory, że nie mam gorączki, że z pandemią nie mam nic wspólnego. Podpisany “dokument” oddaję pani bileterce, a ona do mnie: - I jeszcze papier, a wtedy zmierzymy Panu temperaturę. - No dobrze, niech będzie, temperatury nie mam, podpisuję, co trzeba, jakieś magiczne czynności obok mojego czoła i już mogę wędrować na widownię.
Teatr 3
Tu też srogie teksty w Internecie. Wydrukuj oświadczenie, podpisz. A w oświadczeniu konkretnie - które miejsce zajmujesz na widowni. I oczywiście wszystkie informacje o mnie i moich bliskich. Że nie miałem z wirusem kontaktu. Podchodzę do biletera (bo to był chłopak), a on ani urny nie ma, ani chęci zbierania oświadczeń. Wchodzę, jak za dawnych czasów. Bilet zeskanowany i marsz - na widownię. Co za ulga. Tylko po co ja w domu drukowałem, po co wypisywałem, że nie całowałem się z osobą chorą na koronawirusa?
To jak powinno być naprawdę? Powinny być oświadczenia? Powinna być mierzona temperatura? A może to wszystko jest zbędne i do obejrzenia spektaklu wystarczy mieć bilet? Kto to wie?

Druh Staszek

Przeżył 94 lata, zmarł więc w wieku, kiedy w większości odchodzimy do tego lepszego ze światów. Jeden z moich naczelników. Taki, którego znałem, ceniłem, po prostu lubiłem. To kilkadziesiąt lat, gdy ja pracowałem przy Konopnickiej w redakcji na 2 piętrze, a on urzędował na pierwszym. Więc zbyt wiele z naszych kontaktów nie pamiętam.
Zachowało się jedno zdjęcie - Naczelnik ZHP w ówczesnej sali zwanej z niewiadomych powodów kinową (miała okna) wręcza mi i przypina Krzyż za Zasługi dla ZHP. To były czasy, gdy mieliśmy krzyż jednostopniowy. Po prostu krzyż. Było to o tyle dziwne, że ja - instruktor w stopniu harcmistrza - byłem ubrany po cywilnemu w jakimś sweterku. A druh Stanisław był oczywiście w mundurze. Co się stało? Otóż o krzyż nie wystąpił mój ówczesny komendant hufca i komendantka chorągwi, lecz kierownictwo Wydawnictwa Harcerskiego, w którym pracowałem. Tak, ten krzyż otrzymałem jako cywil. I jako cywil w ramach mojego skromnego protestu go odbierałem. Później otrzymałem krzyż złoty, ale to już inna historia.
Druh naczelnik, człowiek niesłychanie skromny, cichy, zazwyczaj uśmiechnięty, wykazał się sporą odwagą walcząc o naszą organizację. Pamiętać przecież trzeba, że bardzo dużo decyzji w sprawach organizacji młodzieżowych zapadało w budynku KC PZPR. A jemu między innymi zawdzięczać trzeba, że Rada Naczelna ZHP nie dopisała nam do naszej nazwy słowa Socjalistyczny. Nie mógł, bo jak, zaprotestować przeciw włączeniu nas do Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej. Efektem powstania FSZMP było przyjęcie w szkołach podstawowych programu HSPS. Ale równocześnie, w ramach podziału sfer działań między organizacje młodzieżowe “otrzymaliśmy” na wyłączność działalność w szkołach średnich. Nie mieliśmy już konkurencji w postaci Związku Młodzieży Socjalistycznej. Wiele tych zmian w harcerstwie to zasługa skromnego wszak instruktora - druha Staszka.
Po odejściu z harcerstwa pracował w kilku instytucjach, bodaj najdłużej w PCK. Mieliśmy w nim dobrego, mądrego przyjaciela. Do spotkania na harcerskim szlaku na niebieskich połoninach…

Marlena

Nie jest łatwo pokazać życie znanej, ba, kultowej postaci. Postaci kontrowersyjnej, podejmującej trudne decyzje tak w życiu osobistym, jak i artystycznym. Marlena Dietrych była artystką wielowymiarową, trudną w relacjach międzyludzkich a równocześnie kochaną przez bardzo wielu. Czy pomysł, aby pokazać ją jako starą alkoholiczkę, częściowo mitomankę, niegodzącą się ze swą starością, w tym ludzkimi kłopotami z poruszaniem się, był dobry? Czy owa postać (grana w Teatrze Polskim przez Grażynę Barszczewską) tak powinna być nam zaprezentowana? Cały czas pijąca i pijana?
Dostaliśmy przedstawienie, którego nie da się ocenić jednoznacznie. Bo piosenki Marleny (wykonywane w większości przez jej młodsze alter ego - Izabellę Bukowską-Chądzyńską) brzmiały dobrze. Aktorzy sprawdzali się w swych rolach, scenografia mądrze zakomponowana (przedstawienie grane jest na małej scenie, gdzie możliwości zabudowania sceny są ograniczone), muzyk starał się, jak mógł. Ale do tego by sztuka w teatrze wybrzmiała, potrzebny jest dobry tekst. Nie może być tak, że przez pełne dwie godziny ani razu się nie wzruszamy losem wielkiej aktorki. Nie denerwuje nas, nie śmieszy. Po prostu dowiadujemy się o pewnych wydarzeniach. Jakby twórcom zależało, aby widzowie zapoznali się z życiorysem i mogli jego elementy po prostu sobie przyswoić. Gdy dochodzi do opowiedzenia nam o “związku” ze Zbyszkiem Cybulskim, nie wiemy, znudzeni lekko poprzednimi opowieściami, co mamy o tej relacji myśleć. Bo to fakt, Marlena była w Polsce, występowała, a Cybulski był nią zafascynowany. Ale jedyne, co wiemy, to ich wspólny pociąg do alkoholu.
Żałuję tych dwóch godzin? Nie. Bo piosenki, bo zdobyta wiedza, bo tyle nazwisk… Aż się chce sięgnąć do “Łuku Triumfalnego” i sprawdzić - czy rzeczywiście tam jest Marlena i autor powieści? Czy to oni? I chce się obejrzeć “Błękitnego anioła” - bo ileż razy można o tym filmie słyszeć i go jeszcze nigdy nie oglądać?
Z jednego jestem zadowolony - autor owej opowieści nie uśmiercił na scenie bohaterki - w duecie mogła zaśpiewać i ta stara, i ta młoda. I uczyniły to bardzo ładnie. A to ogromny plus.