Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (104)

I po zlocie

Pora na podsumowanie zlotu kieleckiego. I, wierzcie mi, nie jest to proste. Dlatego w tym tekście pójdę na łatwiznę i zrelacjonuję opinie harcerzy spoza Polski.
Gościliśmy sześć reprezentacji - z ZHPpgK (przyjechała ze Stanów Zjednoczonych), z Litwy, Białorusi, Czech, Mołdawii i Kazachstanu. Opiekowałem się nimi na zlocie i dlatego mogę ich opinie przedstawić. Jaki był to zlot zdaniem tych harcerzy?
Był bardzo, bardzo udany. Podobały im się zajęcia programowe, tak te przedpołudniowe - w miejscach programowych - jak i popołudniowe i wieczorne. (- Od trzeciego dnia zlotu przestaliśmy brać bilety, i tak by dla wszystkich nie wystarczyło, szliśmy na pasujące nam zajęcia i zawsze byliśmy przyjęci - powiedział jeden z instruktorów). Dla harcerzy z Białorusi najwspanialsza była wyprawa do Warszawy na Dzień Wojska Polskiego, dla reprezentacji z Czech zajęcia “adrelinowe”, dla harcerzy z Kazachstanu - te na wodzie (nic dziwnego, wody u nich bardzo mało), z Litwy - koncerty. Za to Kasia z USA stwierdziła, że ogromnym plusem zlotu była otwartość, przyjaźń wszystkich uczestników. Pewnie coś w tym jest - dobrych zajęć było wiele (nikt nie wymienił wesołego miasteczka!), ale najważniejsze było autentyczne braterstwo. Bardzo dobrze też zajmowali się tymi grupami ich opiekunowie ze strony polskiej.
Tu dygresja - wypowiedź instruktorki, komendantki drużyny zlotowej: - Zupełnie nie sądziłam, że instruktorzy i harcerze z naszej chorągwi są tak znakomici. Dzięki komendantowi naszego gniazda nie mamy żadnych problemów. Ten zlot doprowadzi do współpracy naszych hufców, a to od lat nie miało u nas miejsca.
Słabe strony zlotu? Po pierwsze - brak możliwości palenia ognia, a więc niemożliwość organizowania normalnych ognisk harcerskich. Bo co to za harcerstwo bez ognisk? Po drugie - słaby przepływ informacji. O wielu imprezach po prostu w gniazdach nie wiedziano. Czemu to gazeta zlotowa nie podawała bardzo precyzyjnego rozkładu zajęć na następny dzień? Bo to wymagało nieco pracy? Po trzecie - jedzenie. I nie chodzi tu tylko o owe słynne krokieciki (ja je zjadłem!), lecz także punktualność na przykład śniadań w gniazdach. Kończyły się one niekiedy około dziewiątej, a więc harcerze nie mogli zdążyć na poranne zajęcia.
Gdy analizuję te opinie, wydaje mi się, że plusów było znacznie więcej od minusów. Harcerze spoza Polski wyjechali ze zlotu zachwyceni i nic tego zachwytu nie zmieni. Czy taka sama jest opinia harcerzy z Polski?



Komentarze

  1. Polcia
    October 19th, 2007 | 08:37

    … moja drużynka wspomina Zlot z wielkim uśmiechem na twarzy, bardzo im sie podobało, o czym wiedza Ci, których zabrakło na tym Zlocie.
    pozdrawiam Polcia