Adam Czetwertyński » Przebudzona wiosna

Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

Przebudzona wiosna

Tekst z końca XIX wieku. Modernizm połamany z naturalizmem. Utwór “odważny”, jak na tamte czasy niezbyt cenzuralny. Wszak jest w nim mowa nie tylko o paskudnym drobnomieszczaństwie, o strasznej szkole z bezdusznymi pedagogami czy o nieumiejętności wychowywania dzieci, a przede wszystkim o pierwszych miłościach (męsko-damskich i męsko-męskich), o przerwanej ciąży i o tym, że dzieci prawdopodobnie nie przynosi bocian, wpadający z małym zawiniątkiem przez komin. A więc banalna ramotka w stylu naturalistycznych powieści Gabrieli Zapolskiej, z której jednak wyziera odważne zmierzenie się z ówczesnymi, sprzed ponad wieku, problemami społecznymi.
Na inscenizację “Przebudzenia wiosny” Franka Wedekinda porwał się Teatr Powszechny. Można tę sztukę wystawić dwojako.
Po pierwsze jako obrazek sprzed lat, ot, przypomnienie sytuacji, problemów, zachowań, które nas bardziej śmieszą niż smucą (ten stały, aż do pewnego momentu śmiech na sali…). Ta matka, która ma tak zasadniczy kłopot z uświadomieniem czternastoletniej córki. Ta rada pedagogiczna - banda głupków, przy której nauczyciele z “Ferdydurke” to pestka… Można przy tym pośmiać się z naiwności dorosłych, z przebiegłości dzieci. W którymś momencie nawet uronić łzę.
Można też spróbować pokazać “Przebudzenie wiosny” jako tekst uniwersalny, z drugim, trzecim i czwartym dnem. Tekst o wartościach nieprzemijających, metaforycznie, poetycko, nastrojowo. Akcja może się wszak dziać w jakimś “tutaj”, w jakimś “wszędzie”.
To, co pokazano w teatrze jest pomieszaniem tych dwóch koncepcji. Polsko-angielska reżyser Helena Kaut-Howson coś miała na myśli, coś chciała po swojemu w wielkiej sali wykładanej ciemnoniebieskimi kafelkami zaprezentować. Ale jak ukazać ową uniwersalność problemów dorastania na tekście naiwnym, dziś na pewno nie szokującym? Co znaczą figury znajdujące się w tle klasy szkolnej, domu i lasu? Nie, nie rozumiem tej koncepcji. Ale pewnie znajdą się uczeni w piśmie, którzy dokonają odpowiedniich interpretacji i całą głębię inscenizacji zaprezentują. Ja nie.



Komentarze wyłączone dla tego wpisu.