12/01/2010
30 lat po
To był wieczór o harcerzu, który raz na całe życie… Na sali kilkaset osób, które były z Nim związane. Czują się Jego wychowankami. I czują się związani ze sobą do końca swych dni.
Druh Władek - hm. Władysław Skoraczewski - odszedł od nas nieco niespodziewanie równo 30 lat temu. Nie był stary - nie ukończył jeszcze sześćdziesięciu lat. Jeszcze nie pora mu było iść na emeryturę, nie mówiąc o odejściu do innej, ponoć lepszej rzeczywistości.
Pozostawił orkiestrę, chóry - cały Centralny Zespół Artystyczny ZHP i kilka tysięcy, może nawet ponad dziesięć tysięcy wychowanków. Nie pozostawił po sobie następcy, nie sądził chyba, że może zdarzyć mu się to, co każdego nas czeka, ale nie wiemy, kiedy to nastąpi.
Wieczór w Teatrze Roma to wspomnienia - o druhu Władku, zawsze chodzącym na obozach w krótkich spodenkach i czapce z ogromnym daszkiem. O jego miłości do dzieci, do zuchów i harcerzy - członków zespołów, jakie prowadził. O odpowiedzialności, dobrej robocie, pasji. O wartościach, jakie niesie ze sobą idea harcerska. Może też o pięknie muzyki - każdej. Tej prostej, reprezentowanej przez piosenkę harcerską. I tej trudnej, poważnej - w “Widmach” Moniuszki czy “Pasji” Pendereckiego.
Orkiestra wychowanków, chór wychowanków, sala…. Na lewo ode mnie kobieta w średnim wieku - rozśpiewana. Zna wszystkie piosenki prezentowane przez chór. Śpiewa głośno, jakby była na estradzie. Słyszę więc solistkę (śpiewa także partie męskie) i kilkadziesiąt głosów z estrady. Z tyłu za mną były członek orkiestry, dziś nadal czynny muzyk. usta mu się nie zamykają. Czasami zagłusza orkiestrę, czasami orkiestra zagłusza go. Proszę kobietę z lewej, aby nie przeszkadzała. - Proszę pana, ale ja jestem tak podniecona - słyszę w odpowiedzi. Cóż, czy mogę zamknąć usta kobiecie, która śpiewając przypomina sobie młodość?
Siedzę na sali i nagle zaczynam rozumieć, czym jest harcerstwo, jakie mam wokół siebie. Stworzył je jeden człowiek. Osobnik z charyzmą, dla setek dziś dorosłych ludzi autorytet, wzór, drugi ojciec. Dlaczego dziś takich mamy tak mało? Nikt go nie szkolił, nikt nie kazał mu czytać podstaw wychowawczych i nie zmuszał do pisania strategii. I miał zespół, który liczył prawie pięciuset członków. Harcerzy, zwykłych harcerzy i zwykłych harcerek. Znał Prawo i Przyrzeczenie. I był sobą - artystą na scenie Teatru Wielkiego oraz instruktorem w swym ukochanym zespole.
Siedzę na sali i zastanawiam się, jacy byliby oni dziś, gdyby niegdyś nie należeli do zespołu druha Władka? Lepsi? Gorsi? Nie wiem, ale jedno jest pewne - dzięki druhowi Władkowi w nich jest harcerstwo. W nich też do końca życia.

To prawda. Nasz Druh nauczył nas wszystkiego co najpiękniejsze!
Krysia Lewenfisz - Kulesza “Katarynka” i córka Julia - już też “Katarynka”:)
Może szkoda, że nie napisałem o poszczególnych punktach programu. “Katarynce” należałby się odrębny akapit. Julia była super.
W dzisiejszym “Przeglądzie” jest kolejny artykuł o druhu Skoraczewskim. Jeszcze tego tekstu nie czytałem, ale z góry polecam.
pozdrawiam