13/01/2010
I znów nie napisałem
Co jakiś czas przyłapuję się na tym, że znów nie napisałem kolejnej opinii o przedstawieniu, o widowisku, o recitalu. Gdzieś umyka kawałek moich przeżyć, jakiś jeden, drugi trzeci dzień… Cóż, może trzeba spisywać ulotne wrażenia, krótkie, powierzchowne?
Piwnica pod Baranami
Co takiego jest w tym zespole, że z taką radością idzie się na ich koncert? I to niezależnie od tego, czy śpiewają w swoim starym, znanym repertuarze, czy śpiewają kolędy i pastorałki. Przed Bożym Narodzeniem pojawiają się w Warszawie i śpiewają… to duża radość słuchać ich, a na dodatek chłonąć ich dowcipy prosto spod Wawelu.
Tristan
Jakiż to piękny balet! Jaka muzyka, jaka scenografia, jaki taniec. I nic to, ze nie każda scena opisana w programie nie do końca jest czytelna. Można siedzieć na widowni i nie starac się przypomoinać, co artyści pzredstawiają. I też dobrze. Naprawdę, balet z elementami tańca współczesnego ma głęboki sens. Dobrze, że przeniesiono go ze Sztokholmu…
Marylin
Czy Lupa prezentuje nam coś więcej niż tylko błahą opowiastkę o słynnej artystce? Czy jej tragiczne losy to coś więcej niż melodramatyczne dzieje dziewczyny, która była nikim i stała się niespodziewanie dla samej siebie ikoną XX wieku? Czy to przedstawienie w Dramatycznym na pewno zasługuje na na miano najlepszego spektaklu roku 2009? Nie wiem. Choć poczytałam także sporo recenzji na temat tego widowiska, naprawdę nadal nie wiem.
Trip 71
Od czasu do czasu piszę tu o magii teatru, o tym, jak ważne jest, by przedstawienie nas urzekło, zafascynowało, byśmy jak w starożytności wyszli ze spektaklu duchowo oczyszczeni. Taką szansę na prawdziwy teatr miał “Trip” - podróż do Las Vegas w fascynujących amerykańskich latach siedemdziesiątych. Strasznie się aktorzy starali, bardzo reżyser studia Koło się starał. Dwójka aktorów (w tym Agata Buzek) grała dziesięć ról. I co? Przejmiemy się parą nieudaczników? Wzruszymy się? Zainteresujemy ich losem? Nie. Ogromna szkoda.
Uwaga! Ponoć Centralny Basen Artystyczny kończy swą działalność. Już nie mogę się doczekać, co w murach starej YMCA’y będzie się w najbliższym czasie działo.
PS Tkacz doskonała
Już po napisaniu powyższego tekstu byłem na recitalu Krystyny Tkacz. Śpiewała w “Syrenie” piosenki Tucholsky’ego. Ktoś powiedział, że w Ameryce byłaby ona prawdziwą, wielką gwiazdą. Jak ona śpiewa! Tylko że inscenizacja w przeciętnym teatrze warszawskim jest przeciętna. Powinna porywać, wzruszać, fascynować. A jest to tylko cudowne wykonanie. Kupiłem płytę ze spektaklu. Mogłem nie iść do teatru i wysłuchanie piosenek w domu (powtarzam - świetnie wykonanych) zupełnie wystarcza.

Polecam “Wassę Żeleznową” w OCH-Teatrze z Krystyną Jandą w roli głównej.
OCH nie, tylko nie przedstawienie z Jandą! Nawet w teatrze prowadzonym przez jej córkę. Z domu do tego teatru mam dziesięć minut drogi i będzie to mój stale odwiedzany teatr. Ale bez Krystyny Jandy.
Przyślij mi własną recenzję, może zmienię zdanie… Będzie to trudne, ale wszystko jest możliwe.
pozdrawiam
Oczywiście, postaram się napisać do końca tygodnia. A skąd uprzedzenie do oglądania spektakli w wykonaniu tej aktorki?
Jeden lubi torcik orzechowy, drugi woli czekoladowy. Jeden woli Jandę, drugi Budzisz-Krzyżanowską lub Jun. O aktorce, która lekceważy widza, mogę długo… To nie jest tak, że ani razu więcej w życiu nie pójdę na spektakl z Jandą. Pójdę. Ale jeszcze nie teraz. Teraz poczytałem recenzje z tego przedstawienia. Nie spotkałem jeszcze pozytywnej opinii.