01/03/2010
Zabawki
Obaj umarli młodo, nie mieli jeszcze czterdziestu lat. Obaj tragicznie. Właściwie jeden zabił drugiego. A czy ten drugi w efekcie nie popełnił po kilku miesiącach samobójstwa? Agnieszka ich przeżyła, ale została pokonana przez raka. Zdolni, piekielnie zdolni. Osobowości, znakomitości, sławni, skonfliktowani ze światem, czasem ze sobą. Ale zazwyczaj jak pięknie się kochający! Najpierw szpetni dwudziestoletni, później - trzydziestoletni. Hłasko, Komeda, Osiecka.
Z listów, pamiętników wyłania się burzliwa młodość pokazana na scenie teatru “Roma”. Młodość powojenna, PRL-owska, z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, piekielnie zgrzebna, czasem beznadziejna, ale zazwyczaj optymistyczna. Z wielką ilością wódki w tle. Kluczowym jest więc fragment słynnej opowieści Hłaski o marynarce w nocnej “Kameralnej”. Ale wokół niej tęsknota za lepszym życiem, za prawdziwą miłością. Młodość.
Czy na pewno było tak, że żyli naznaczeni piętnem śmierci? Że czuli się zabawkami w ręku Pana Boga? tak teżz można interpretować ich życie.
Wędrówka za szczęściem kończyła się w Stanach Zjednoczonych. Ale czy prosto było w Kaliforni je znaleźć? W skromnym przedstawieniu w Teatrze “Roma” pokazano, że nie.
To zadziwiające - Hłasko pokazany jakby był własnym bratem, bo nie tyko pijakiem i kobieciarzem (to by było zgodnie ze schematem prezentowania go publicznie), ale i intelektualistą. Osiecka - dziewczyną zakochana. A w tle świetna muzyka Komedy. Z tą muzyką też jest zadziwiająco. Bo balladę “Ze świata czterech stron” znamy i zaśpiewać potrafimy. Ale już “Dwaj ludzie z szafą” (choć w oczach mam scenę nadmorską)? Nie pamiętam… To piękne melodie. Warte popularyzacji.
Na widowni dużo osób starszych. Czy ich młodość też była taka, jak bohaterów “Zabawek Pana Boga”?
