Adam Czetwertyński

Harcerstwo (177) Kuchnia (22) Kultura (263) Polityka (37) Pożegnania (25) Szkoła (74) Varia (104)

Wielki koszyk, czyli kłopot

Wielki koszyk widać już z wielu punktów Warszawy. Fakt, najlepiej z lewego brzegu Wisły i z kilku mostów. Wielki koszyk rośnie jak grzyb po deszczu i dominuje już nad Saską Kępą i Kamionkiem. W wielkim koszyku (czy na pewno ślicznym?) odbędzie się wielkie kopanie roku 2012. Kibice piłkarscy będą zachwyceni, dwa nowe stadiony w Warszawie (bo pamiętać trzeba o całkiem odnowionej Legii) uruchomione. Zachwyceni też przyjezdni - odnowiony przystanek “Stadion”, nawet jest szansa, iż nowa linia metra dojeżdżać będzie do naszego Narodowego. (Stadionu - nie teatru). Pysznie.
Euro minie, koszyk nam się opatrzy, jakoś się z trudem do niego przyzwyczaimy, i wszyscy, także mieszkańcy południowej Pragi, zaczniemy zastanawiać się, po co nam to było. W koszyku nie zorganizujemy nowego bazaru Europa. Nie wypada. Taki nowy, taki śliczny - przydatny będzie… No właśnie? do czego będzie przydatny nowy stadion? Ze trzy-cztery zawody międzynarodowe, gdzie trybuny będą wypełnione. Pamiętajmy, że przy mniejszej liczbie kibiców wystarczy Legia. Ze trzy-cztery występy znanych zespołów. Czy to wszystko? Dożynki mamy w Spale lub Częstochowie. Zgromadzeń ludowych, aby sobie poprotestować, już nie przewidujemy. Festiwale Młodzieży i Studentów to nie dla nas.
Więc jak? Jesteśmy skazani na umieranie wielkiego koszyka? Stadion Dziesięciolecia umierał kilkadziesiąt lat. Czy to samo grozi Narodowemu?
Nie, nie znam programu zagospodarowania stadionu. Jak go wykorzystywać na co dzień. Można obudować go innymi obiektami, by był on częścią większej całości, ale ten pomysł jakoś umarł śmiercią naturalną. Centrum kongresowego nie ma, basenu 50-metrowego też, centrum handlowego (ale nie bazaru, lecz obiektu większego od Arkadii) także. Cóż, będzie sobie koszyk egzystował i władza nasza dokładać będzie do niego spore sumy, by się za bardzo nie dekapitalizował. Władza będzie dokładać do niego pieniądze każdego z nas. Taka hojna władza.
Dlatego, choć stadion nie jest własnością miasta, miasto powinno zaproponować sensowne rozwiązania, co dalej z nim robić. Kilka (niech będzie kilkanaście) imprez w roku to stanowczo za mało.



Komentarze wyłączone dla tego wpisu.