Adam Czetwertyński

Harcerstwo (200) Kuchnia (25) Kultura (275) Polityka (37) Pożegnania (29) Szkoła (74) Varia (108)

Za Prowansją

- Wejście jest zaraz za Prowansją. - Co? - No tak, następne drzwi za “Prowansją”. - Aaa. Przy Koszykowej? - Tak.
No więc poszedłem “Zaprowansję”. To “Balgera”. Caffe. (Aż chce się popisać o nazwach naszych warszawskich lokali). Troszkę niepokoi wejście - ot, jak do zwykłej cukierni, choć na drzwiach wiszą kartki zachęcające do wejścia nie tylko po słodycze. Za ladą ciastka wyglądające niezwykłe smaczne. Zaraz chcę porównać z Bliklem, z dawnymi ciastami Pomianowskiego, z przebojową cukiernią Gesslerowej. Te mają być włoskie.
Weszliśmy. Kilka stolików i schody na górę. Cisza, spokój, wygodne fotele, dekoracja już prawie świąteczna. To filia “Balgery” z Reytana.
W karcie niedużo skromnych włoskich dań. Trochę sałat, brunschetty, nieco makaronów, zapiekane warzywa, krewetki, jakaś ryba. Bardziej kawiarnia niż restauracja. Można zjeść zupę, małe drugie danie. Bardzo to smaczne, jakby z kuchni domowej, dobrej kuchni. Mam opowiadać, jak smakuje gnocchi gorgonzola? Kluseczki są znakomite. A zapiekany bakłażan?
Cóż tu jeszcze dodać? No tak, można pozachwycać się kawą - bardzo przyzwoitą. Bo tak naprawdę w Warszawie trafić na dobre espresso wcale nie jest łatwo. Co innego trafić na drogie espresso. Z tym nie ma kłopotu. Wydaje mi się, że właściciele wszystkich lokali zmówili się przeciw mnie, abym po prostu zbankrutował, wydając mnóstwo pieniędzy za naparstek przeciętnego napoju. Nie, w “Balgierze” jest zupełnie nieźle. No i ciastka. Zjadłem marengo (tam figurujący jako marenga, pewnie mają rację). Lepszy niż w toalecie w Parku Skaryszewskim. Znawcy warszawskich ciastek wiedzą, co to znaczy. Co, nie byliście w toalecie? Może o niej kiedyś napiszę, tu zachwycam się tortem z Koszykowej. Super.
A więc coś na ząb? Smacznie i niedużo? Spokojnie można wybrać się do “Balgiery”.



Komentarze wyłączone dla tego wpisu.