Adam Czetwertyński

Harcerstwo (200) Kuchnia (25) Kultura (275) Polityka (37) Pożegnania (29) Szkoła (74) Varia (108)

Kulturalny tydzień

Poniedziałek
Zaczęło się fatalnie. Dzwoni pani z “Powszechnego”: - Panie Adamie, miał Pan pójść za tydzień na “Romeo i Julię”, ale aktor uszkodził sobie nogę i przedstawienie jest odwołane. - Życzę więc panu aktorowi szybkiego powrotu do zdrowia, aby mógł na obu nogach wskakiwać na balkon lub z niego zeskakiwać. Cóż mogę więcej.
Wtorek
Dzwoni O.: - Może chcesz pójść dzisiaj na “Kabaret warszawski”. Mieli grać tylko pierwszą część, ale grają obie. Wczoraj była premiera. Cała kulturalna warszawka o niej mówi. - Jasne, że chciałem. Nie poszedłem, gdzie miałem pójść, zawaliłem, czego nie miałem zawalić i swoje prawie pięć godzin w Teatrze Nowym odsiedziałem (o czym napisałem odrębny felieton). Po raz pierwszy byłem w hali Nowego przy ul. Madalińskiego. O rzut kamieniem od dawnej siedziby. Pomieszczenie pewnie będzie do końca świata w remoncie (to wejście, ta szatnia, ten brak możliwości napicia się czegokolwiek w czasie kilku godzin), ale dziś prezentuje się imponująco.
Czwartek
“Ciało i umysł” - festiwal teatrów… hm… tańca? ruchu? Nie znam się na takich teatrach. Tu taniec solo, tu w zespole. Jedni ubrani, drudzy całkiem rozebrani. Wybrałem “John the Houseband “. Zapowiedź była intrygująca. Taniec, piosenka, muzyka. Spektakl profesjonalistów udających amatorów, udających profesjonalistów. Znakomita inteligentna zabawa. Prostota i wyrafinowanie. Bomba.
Piątek
“Mewa”. Jak ja lubię sztuki reżyserowane przez Agnieszkę Glińską! W “Narodowym” kulturalnie, klarownie, przekonująco pokazana jedna z najbardziej znanych sztuk Czechowa. “Mewę” oglądać tam można już trzeci sezon. Uważam, że o klasie aktorów (i klasie teatru) świadczy, że kolejne, któreś tam z kolei przedstawienie jest nadal bezbłędnie grane. A tu nawet Joanna Szczepkowska prezentuje się bardzo dobrze, choć staje się rzeczywiście (jak u Czechowa) coraz bardziej starzejącą aktorką.
Sobota (i niedziela też)
Szalone dni muzyki w Teatrze Wielkim (i przed teatrem). Ten pomysł już chwaliłem. Godzinne, czasem krótsze koncerty grane przez najlepsze polskie orkiestry i znakomitych dyrygentów, ale także przez orkiestry szkół muzycznych z całego kraju. Bardzo miło jest siedzieć na wypełnionej sali naszej opery i słuchać poważnej, ale popularnej muzyki francuskiej i hiszpańskiej (bo taki jest grany w tym roku repertuar). “Zabiłem byka…” nuciłem sobie dwa razy. Gdyby jeszcze ta publiczność nauczyła się klaskać w odpowiednich momentach. Ale wszystko jeszcze przed nią.
Tydzień zaczynał się paskudnie, ale nie był jednak najgorszy. Zaczyna się następny.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz