Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

Zofija

Pożegnanie. Po raz kolejny. I inaczej być nie może. Czas płynie. Ludzie odchodzą z naszego najlepszego ze światów. Niektórzy przygotowują się do tego wydarzenia latami i miesiącami. A inni opuszczają nas niespodziewanie. We śnie. Tak jak Zofija. Była z nami stosunkowo krótko, cztery czy pięć lat. Jednak zdążyła w swej karierze przez rok być szczepową. Opisywanie dziejów “mojego” szczepu, który w tamtych latach tworzyłem własnymi rękami, zajęłoby zbyt wiele miejsca. Istotne, że Zofija najpierw była szeregową harcerką, później drużynową, a w roku 1973/74 kierowała niewielkim wówczas Szczepem 3 WDH. Zofija poszła swoją drogą, studiowała historię sztuki i nie miała z naszym środowiskiem wielu kontaktów. Ale, i o tym chciałbym tu napisać, do końca życia pozostała harcerką. I wydaje się, że to harcerstwo ją ukształtowało. To nasze obozy wędrowne w Bieszczadach i Beskidzie Niskim pozostawiły w Zofiji trwały ślad. Całe dorosłe życie interesowała się kulturą Łemków, znała się na ikonach, pisała je, ratowała cerkwie, w tym jedną z nich dosłownie.
Bardzo interesujący jest fragment wspomnienia, jakie zostało zamieszczone na stronie Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich. Oto, co pisze autor wspomnienia:
- Z mojej perspektywy Zocha była przede wszystkim harcerką, najlepszej próby. To wyjaśnia, jak pracowała z ludźmi już w czasach poharcerskich. Wielu znalazło dzięki niej ulgę dla duszy i ciała. Kontynuowała tradycję rodzinną - jej ojciec był twórcą i wieloletnim dyrektorem Centralnej Składnicy Harcerskiej. Spytajcie ludzi pamiętających Warszawę z czasów PRL, co to była za instytucja. Na przykład jako pierwsza oficjalna placówka handlowa sprzedawała komputery. W latach 1978-81 Zofia Szanter zorganizowała akcję (z udziałem ludzi z SKPB), która uratowała przed zawaleniem cerkiew w Przysłopiu. Wymieniono przegniły dolne wieńce zrębu, zrobiono odwodnienie. Praca była czysto społeczna i mało zmechanizowana. Uwarunkowania „zewnętrzne” inne niż dziś, gdy władze terenowe uważają dawne cerkwie za swój atut i nie szczędzą środków unijnych i własnych na ich remonty.
Tak, po prostu Zofija była przede wszystkim harcerką. Jak kilka setek wychowanków naszego środowiska. We wspomnieniach, jakie zostały o niej spisane, ta cerkiew jest głównym punktem. Ale mnie się wydaje, że te czterdzieści kilka lat wcale nas nie dzieli. Zofija jest blisko. Ze swoimi harcerskimi pasjami, ze swoim harcerskim, aż do bólu, życiem.



Komentarze

  1. Piotr Tracz
    January 10th, 2017 | 09:06

    Dziekuje Ci Adamie za te cieple i mädre slowa.

Odpowiedz