Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (256) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (73) Varia (103)

Trzy razy Janda

Nieprawdopodobny weekend. Trzy razy byłem w teatrze Krystyny Jandy. Nie, nie dlatego, że uznałem, iż trzeba nadrobić wszelkie zaległości. Nie. Po prostu na jedno przedstawienie kupiłem a na dwa dostałem bilety, a darowanemu koniowi (jak wiadomo) w zęby się nie zagląda. Trzy przedstawienia. Każde inne. O każdym więc słów kilka. No i wnioski.

Piosenki z teatru
Sama szefowa bawi pierwszego wieczoru publiczność opowieściami różnej treści i śpiewaniem piosenek z trzech jej spektakli. Ponieważ pierwszy z nich był w czasach, którego widzowie i tak nie pamiętają (ach ta skleroza), a pozostałe były równie dawno, pomysł bardzo dobry. Tylko to wykonanie… Powszechnie lubimy Krystynę Jandę, lubimy, jak opowiada i śpiewa. Tylko że opowiada zacinając się, gubiąc wątki, zapominając słowa. A piosenki? Mniej lub bardziej znane? Trochę podobnie. Doświadczona artystka potrafi jakieś słowo zamienić, coś zaśpiewać, aby widz nie zauważył wpadki. Ale czasem wpadki są zbyt duże. I Janda wykrzykuje: - Zapomniałam tekstu! – Publiczność jej to wybacza, ale ja tu zbyt tolerancyjny nie jestem.

Opowieści emigranta
Czesław, czyli Czesław Mozil jest dziś celebry tą. Bo wziął udział w jakimś programie telewizyjnym. I choć z lekka sepleni, choć jego piosenki budzą duże wątpliwości, jest na tyle popularny, że zgromadził sporą grupę publiczności na spektaklu, będącym także show jednego aktora. Opowiada o swoim życiu, nieco innym niż nasze, bo wychowywał się w Danii. Osiem lat temu wrócił do Polski… Czy da się porównywać Krystynę Jandę z Czesławem, jeżeli ta pierwsza mogłaby być matką tego drugiego? Można, oczywiście że można. W tym przypadku biograficzne opowiastki przeplatane piosenkami zostały przygotowane bardzo solidnie. Czesław gra, śpiewa i mówi – wydaje się czasem, że czyni to równocześnie. To fizycznie jest niemożliwe, a jednak… Gdy trzeba – sepleni. Gdy trzeba – nie. Jak on to robi? Nie wiem. Ponoć nasi najwybitniejsi kucharze mają to samo – na wizji kaleczą język a na co dzień świetnie posługują się naszym językiem.

W domu starców
Bardzo cenię sobie „Chłopców” Grochowiaka. To jedna z najlepszych sztuk, jaka została napisana w czasach PRL-u. Mrożek, Różewicz no i Grochowiak. Znakomita trójka tak różnych twórców. W „Polonii” oglądamy opowieść o starości, o przemijaniu, o ludzkich słabostkach. O ludzkich wzlotach i upadkach. Oglądamy bardzo mądrą sztukę i zarazem oglądamy złe przedstawienie. Niektórzy aktorzy wybitni, niektórzy modni, grupka mało znanych, ale przecież wszyscy są profesjonalistami. I przed nami teatr prowincjonalny i amatorski. Nie żebym miał coś do teatrów amatorskich i prowincjonalnych. Rzecz w tym, że oglądamy sztampę, banał, jedną wielką przeciętność. Oglądamy przedstawienie, w którym nie ma ducha teatru, jakiegoś autentycznego przeżycia. Szkoda aktorów, szkoda widzów zapełniających wszystkie krzesła na widowni. Wstyd, panie reżyserze, wstyd.

No to policzmy: Janda na trójkę, Mozil na czwórkę, Grochowiak na dwa. Średnia ocena – dostateczna. Mało.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz