Adam Czetwertyński » Druh Andrzej

Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

Druh Andrzej

Nie, nigdy nie byłem członkiem “Gawędy”, ale obiłem się o ten zespół i miałem niewątpliwą przyjemność być podopiecznym druha harcmistrza Andrzeja Kieruzalskiego. Gdy w nowo otwartym Pałacu Kultury (pamiętacie że przez lata pod neonem można było odczytać, iż nosi imię Józefa Stalina) uruchomiono w jego części Pałac Młodzieży, zapisałem się (a właściwie zostałem zapisany) do jednej z grup. Był to pałacowy teatrzyk kukiełkowy. Dlaczego do takiego zespołu? Wytłumaczenie wymagałoby napisania odrębnego felietonu. Ten felieton jeszcze napiszę…
Najpierw zajmował się nami druh Wesołowski - znakomity specjalista od tej formy teatru a następnie zaopiekował się nami druh Andrzej. Pracował on wówczas na warszawskiej Pradze z powiększającą się ekipą dzieciaków, które nazwały swój teatr “Gawędą”. Myśmy nazwy nie mieli. Oni byli od nas lepsi - pracowali dłużej i operowali nie takimi zwykłymi kukiełkami, ale marionetkami! Tak, mieli kłopot, bardzo się starali, aby nitki się nie poplątały. Widziałem sukcesy, ale widziałem też ich klęskę, gdy marionetki “padły”. Ale to było tylko raz. W jakichś przeglądach bili nas na głowę.
Pracował więc druh Andrzej z nami. Znakomicie. Tekst “Żaczka Szkolaczka” mogę wyrecytować i dziś. Piosenkę Żaczka w wersji wesołej i w wersji smutnej mogę zaśpiewać. A nauczyłem się tekstów sześćdziesiąt lat temu! Laleczki robiliśmy sami, choć oczywiście pod bacznym okiem naszego druha. Graliśmy naszego “Żaczka” kilkakrotnie - a to w jakimś miejskim przeglądzie, a to na imprezie noworocznej w Pałacu. Największym przeżyciem był występ przed Siergiejem Obrazcowem, najwybitniejszym rosyjskim, światowej sławy aktorze i twórcy teatru lalek. Przyjechał on do Polski i siedział przed nami w sali, gdzie występowaliśmy na co dzień. Nie był to mój najlepszy występ. Pomyliłem się, skróciłem fragment drugiego aktu. Ale na szczęście (poza druhem Andrzejem) nikt tego nie zauważył.
Dzięki druhowi Kieruzalskiemu po raz pierwszy moje zdjęcie znalazło się w książce, a właściwie książeczce. To poradniczek “Z kukiełką w plecaku”. Stoję roześmiany grając (cudzą) lalką osła. Mam może dwanaście lat.
Pracowaliśmy czasem wspólnie z “Gawędą”. Ot, nagrywaliśmy dialogi i piosenki do “szkolnego” programu telewizyjnego. Ja długo przy Myśliwieckiej nie popracowałem. Okazało się (czego jeszcze nie było na scenie słychać), że rozpoczęła się u mnie mutacja. Już czyściutko zaśpiewać nie umiałem. I w ten sposób skończyła się moja aktywność w Pałacu Młodzieży. A właśnie wtedy, gdy mnie już w zespoliku kukiełkowym nie było druh Andrzej przeniósł swój zespół z Pragi do śródmiejskiego Pałacu i zaczął rozwijać “Gawędę” w całkiem inny, ogromny, odnoszący sukcesy zespół. Ale już beze mnie. Czasem tego żałuję.
Z druhem Andrzejem spotykałem się na mojej harcerskiej i instruktorskiej drodze kilkukrotnie. Ku mojemu zdziwieniu pamiętał mnie. Rozróżniał wśród setek swych wychowanków. Przez lata mnie to cieszyło.
Druh harcmistrz Andrzej Kieruzalski zmarł kilka dni temu. Inni będą Go wspominać bardziej patetycznie. Znali go dłużej i lepiej. Ja byłem jego wychowankiem tylko dwa lata. Ale to były świetne dwa lata mojego życia.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz