Adam Czetwertyński

Harcerstwo (177) Kuchnia (22) Kultura (263) Polityka (37) Pożegnania (25) Szkoła (74) Varia (104)

Moja szkoła

Siedzę w Mickiewiczu - uroczystość 120-lecia mojej szkoły. Przepracowałem w niej tak nieco hobbystycznie ponad 40 lat. Obok mnie moi koledzy i koleżanki - nauczyciele. Ci dziś uczący, ale i wielu emerytów, pedagogów, którzy odeszli ze szkoły przed kilku czy kilkunastu laty. Ktoś przemawia, ktoś bije brawo, za chwilę będą występować uczniowie. Dyrektorka, pani B., będąca symbolem naszego liceum (jak ona dobrze wygląda, a przecież jest ode mnie znacznie starsza) wyraźnie wzruszona. 120-lecie mojej szkoły? Na pewno mojej?
Z moimi kolegami z klasy siaduję w naszym starym “Sułtanie”, który dziś nazywa się “Maska”. “Sułtan” to kawałek historii Saskiej Kępy i równocześnie nas - absolwentów Prusa. Bo to liceum jest naszą szkołą. Zbieramy zdjęcia z tamtych czasów, przypominamy sobie kolegów i koleżanki. Zbiera się nas niewielkie grono, około 10-osobowe, mamy kontakt jeszcze z kilkoma naszymi przyjaciółmi z klasy. Są tacy, na szczęście jeszcze nieliczni, których odwiedzimy 1 listopada. A część naszej klasy z naszej szkoły gdzieś nam zaginęła.
A przecież moją szkołą jest podstawówka. Tej, której nie ma, nosząca numer 17. Nasza “Koza” - wychowawczyni, która zawsze była stara, a zaczynała uczyć jeszcze przed wojną. Uczyła nas siedem lat. Uczyła nas czytać, pisać, liczyć i rysować w pierwszej czy drugiej klasie, a gdy już nas nauczyła, tego, co najważniejsze, pozostała nauczycielką matematyki i biologii. Takie to były czasy - nasza pani była od wszystkiego. Także od pokrzykiwania na nas i karania. Nie, nie klęczeliśmy na grochu, ale do kąta czasem nas kierowała (- Jesteś na lekcji niegrzeczny, będziesz w czasie zajęć stał w kącie). Najczęstszą karą było zostawanie po lekcjach w szkole. Po prostu - zakaz wyjścia ze szkoły przez godzinę lub dwie. (Tak na marginesie - nie było telefonów komórkowych, ba, w domach nieliczni, naprawdę nieliczni mieli na Saskiej Kępie telefony. Siedzieliśmy w szkole i nikt się nie martwił, że się zagubiliśmy. Co by było, gdyby dziś zastosowano taką karę?).
Zachowało się nasze zdjęcie z drugiej klasy. Grupa dzieciaków w granatowych fartuszkach. Wszyscy chodziliśmy do szkoły w fartuszkach, chłopcy, dziewczynki. Tak, to była moja klasa w mojej szkole.
No tak, każda z tych trzech szkół to moja szkoła. Moje wspomnienia, moja nauka (i nauczanie), moi koledzy i koleżanki. Która jest najbardziej “moja”? Nie, na kolejnym etapie życia każda z nich była i nadal moją jest. I tak już zostanie. Na zawsze.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz