Adam Czetwertyński

Harcerstwo (177) Kuchnia (22) Kultura (262) Polityka (37) Pożegnania (25) Szkoła (74) Varia (104)

Berek

Telefon: - Pójdziecie z nami do “Berka”? Zamówiliśmy stolik. - Niedzielne popołudnie. Może być i “Berek”. Nic o tej restauracji nie wiem. Więc może tak samo być “Skakanka”, “Kółko graniaste”, jak i “Berek”. Telefon: - To jeszcze będzie P. - Liczę, sześcioro dorosłych, troje dzieci. Już niezła gromadka.
Otwieram komputer - no tak, ta nazwa nie jest związana z zabawami dla dzieci. To żydowskie imię, bo to po prostu restauracja żydowska. Ma żydowskie menu, żydowskiego szefa kuchni. I należy do dużej sieci (czego oczywiście nie wiedziałem) rozlicznych restauracji w Warszawie czy w Krakowie.
W ‘Berku” tłok, wczesne niedzielne popołudnie - duży lokal na dwóch poziomach - nie ma ani jednego stolika. Kuchnia pracuje na 120%. Na pizzę (oczywiście żydowską) czekać trzeba ponad godzinę. Balony “Berka” szybują gdzieś pod sufitem. Armia kelnerów biega po lokalu. Głośno, bardzo głośno.
Wieprzowiny nie ma. Ale karta dość bogata, choć taka ze średniej półki. Takiej nam trzeba. Nie przesadzajmy z wydatkami.
Nie, nie zamawiamy śniadań (serwowanych każdego dnia do 24.00), bierzemy shipudim. Owe tajemnicze dania to zwykłe, duże grillowane szaszłyki. Ze wszystkiego. Z kurzych wątróbek (nie próbowaliśmy), z kurcząt (smaczne, bardzo delikatne), z ryb (dobre!), z owoców morza - krewetek i kalmarów - (jak zwykle jakieś kawałki trzeba wypluwać), z polędwicy wołowej… Tych najciekawszych - z ośmiornic - nikt nie zamówił.
Do szaszłyków dostaliśmy pitę i talerzyki z przystawkami - meze. Meze to zwykły ogórek kiszony, marchewka różnie przygotowana, humus w dwóch smakach, buraczki, kapusta i coś tam jeszcze. Generalnie zielenina kiszona, pieczona, gotowana. Ale także na przykład tzatziki. Meze można potraktować jako oddzielne danie, wtedy dostaje się dziesięć różnych przystaweczek. Można się najeść.
I jeszcze desery. Mus czekoladowy jest musem, pysznym. Krem bawarski dobry. Czy to krem, czy kremogalaretka? Trudno powiedzieć. Jeszcze próbowaliśmy niezłego kremu z jabłkami i jakieś tajemnicze danie, którego chyba nie ma w karcie… Można do “Berka” wpaść na kawę i deser.
To ciekawe - dlaczego dobra, ale wcale nie bardzo dobra restauracja cieszy się tak wielkim zainteresowaniem. Miła atmosfera, dobra obsługa. Ciekawe menu. Ale takich miejsc w Warszawie jest wiele. Dlaczego właśnie ta?



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz