Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

A w Świdnicy…

To jest niezwykle interesujące - oceniać nasze restauracje dające nam posiłki na tzw. prowincji. Gdyby patrzeć wyłącznie na programy telewizyjne Magdy Gessler, można by sądzić, że w całej Polsce karmią nas fatalnie. Gdy się w mało znanych miastach i miasteczkach przebywa, obraz ten nie wygląda najgorzej. Ba, wygląda zupełnie nieźle.
Będzie o dwóch jakże różnych miejscach.
Pierwsze z nich to restauracja w centrum miasta, restauracja w hotelu stylizowanym na taki, którego tradycje sięgają XIX wieku. Hotel “Fado”. obrusy, serwetki wyglądające jak z materiału, sztućce o ciekawych kształtach. Kelner w ukłonach proponuje “stolik ten sam, co zawsze, ten, który Pani lubi”. Opiekuje się nami jak dziećmi. Doradza, komentuje, pyta. A jedzenie? Dobre. Biały barszcz z ziemniakami (niepolecany przez kelnera) bardzo smaczny, w barszczu jajko przepiórki, wędzonka. Na drugie danie wędzona pierś z kaczki (to takie danie, które pozostało z Walentynek), popcorn z kaszy gryczanej i kilka udziwnionych dodatków. Te dodatki zdecydowanie można sobie darować, bo kaczka znakomita. Miękka, soczysta i, jak zapowiedziano, wędzona. Zdecydowane cztery z plusem. Obok mnie G. wcina łososia. - Przesuszony - mówi. Jak przesuszony, to przesuszony. Niech będzie. I jakieś interesujące desery, których nie jadłem - po barszczu i kaczce nic więcej włożyć w siebie nie mogłem.
A drugie świdnickie miejsce to “TreMonti”. Skąd te włoskie trzy góry? Pytamy panią kelnerkę. - Nie wiem, to tak ładnie brzmi - pada odpowiedź. Bo “nie wiem” albo “nie umiem” to cecha tej włoskiej nowej restauracji. Takiej na przedmieściu, opisanej: - Do nas trzeba skręcić na wprost stacji benzynowej. Jeszcze błotniste podwórko i wchodzimy od ogrodu do bardzo miłego, bezpretensjonalnego miejsca. Płonie ogień - można piec pizzę. Pani kelnerka nieprzytomna - coś zapisuje. Pytanie, czy na pewno wie, jakie było zamówienie. Nie, nie przejmujmy się tą panią. Bo podaje dobrą, włoską, zupę pomidorową. Podaje dziwną zupę z rydzami i wędzoną rybką. No i te drugie dania. Pierś kurczaka na koprze włoskim. Tego nie da się opisać, jak to wygląda. I dlaczego te frytki są osobno? Ale razem - smaczne. Obok mnie na talerzu polędwica wołowa. Dobra. I rydze. Czy mogą być dobre gotowane rydze? Wcześniej zamrożone? Kto to wymyślił? Ale - uwaga, uwaga - to nie jest gorsza kuchnia niż w hotelu w środku miasta. A o ile taniej. Tylko ta panienka, która nawet talerzy nie zabiera po zjedzonym przez nas posiłku. Ale może to był jej pierwszy dzień pracy.
Dwie restauracje w Świdnicy. Da się w tym mieście dobrze zjeść.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz