Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (104)

No nie, tego już za wiele

Siedzę wczoraj - piątek, trzynastego - w Teatrze Warsawy w dawnym kinie “Wars” przy Rynku Nowego Miasta. Oglądam (a właściwie słucham - bo przedstawienie składa się z cyklu piosenek) bardzo przeciętny spektakl. Tytuł “Międzynarodowy dzień odpoczynku od świętowania”. Zastanawiam się, o co właściwie autorowi chodziło i temu mojemu zasłuchaniu-zastanawianiu wyraźnie ktoś przeszkadza. To pani siedząca w pierwszym rzędzie i perlistym, głośnym na cały teatr śmiechem w zupełnie nieoczekiwanych momentach bardziej bawi widownię niż aktorzy na scenie. Ja nie wiem, o co autorowi spektaklu chodzi, pani “perlista” też nie wie, ale śmieje się zwracając na siebie uwagę - jak być zadowolonym z faktu, że wybrałem się do teatru?
Ale gorzej było nie tak dawno w filharmonii. Obok mnie siedziała starsza pani, mająca na sobie sukienkę dwadzieścia centymetrów nad kolana. Pal sześć, nie muszę się odwracać w jej kierunku i obserwować tłuste uda. Ale pani ta przez prawie cały koncert pokasływała, pociągała nosem, pochrząkiwała i wydawała z siebie dźwięki utrudniające nie tylko jej, ale i mnie słuchanie koncertu. Tak, chorzy ludzie nie powinni chodzić do filharmonii.
Gdy pojawiłem się w filharmonii tydzień później, zastanawiałem się, co tym razem mnie spotka. No i co? Spotkała mnie kolejna nieprzyjemność. Obok mnie siedział pan, który po prostu był niedomyty. Tak, cuchnęło od niego potem. Odwracałem się od niego, jak mogłem, ale przesiąść się w trakcie koncertu nie mogłem. Mogłem się przesiąść w Wielki Piątek w Teatrze Wielkim. Obok mnie sympatyczna pani. Nie kaszle, nie śmierdzi. Wprost odwrotnie - pachnie. Wylała na siebie pół butelki jakiejś dobrej wody toaletowej. Poczułem się jak w raju - ale czy w Wielki Piątek naprawdę tak powinienem się czuć?
Zmienię nieco, ale tylko troszkę - temat. Telefony… Przygody z telefonami komórkowymi to teatralna codzienność. Zazwyczaj mają je starsze panie. Ta panika w momencie, gdy telefon zadzwoni. To przyciskanie rozlicznych przycisków… A telefon nie słuch starszej pani i wciąż dzwoni. Raz obserwowałem, gdy właścicielka telefonu po prostu na niego usiadła. Sądziła, biedaczka, ze nie będziemy dzwonka słyszeć. A myśmy słyszeli… Oj, słyszeli.
Coraz rzadziej widać w teatrze młodych ludzi, którzy wysyłają w trakcie spektaklu sms-y. Kiedyś była to norma, dziś prawie tego nie widać. Ale z przygód “telefonicznych” wydaje mi się najciekawsza w wykonaniu pewnego pana. Siedzimy w teatrze, skupieni. Nagle telefon, który pan ten odbiera. Przykłada do ucha, chwilę słucha a następnie komunikuje, a cała widownia słyszy: - Nie mogę rozmawiać, jestem w teatrze.
I wiecie co? Gdy sobie przypomnę tych najgorszych - pierwsze miejsce zajmuje pani “perlista”. To naprawdę było okropne… Tego było za wiele.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz