Adam Czetwertyński

Harcerstwo (173) Kuchnia (22) Kultura (256) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (73) Varia (103)

A w Londynie

Ciągły wyrzut sumienia - nie piszę tu systematycznie felietonów. W efekcie liczba czytelników jest minimalna… Ale cóż, może się kiedyś zmobilizuję i raniutko codziennie jakieś wpis na tej stronie powstanie. Niektórzy to robią na facebooku, ale to nie dla mnie. Nie ta forma.
Byłem w Londynie. Uwaga, uwaga! Po raz pierwszy w życiu. Więc rozumiecie, że niezależnie od faktu, iż znam kilka innych miejsc na świecie, wizyta w Londynie była czymś nadzwyczajnym, niebywałym i doniosłym. No i już. Inicjacja londyńska miała miejsce. Uff. Pojeździłem metrem. Fama mówi, że w tym metrze można się zagubić. To trochę prawda. Bo jak się zagubić w metrze w Warszawie, jeżeli go prawie nie ma? Albo jak się zagubić w świetnie zaprojektowanym (także na głębokość) metrze moskiewskim? A w Londynie można. To moja mało odkrywcza refleksja.
Refleksja druga. Gdy są urodziny królowej, staraj się być jak najdalej od miejsc, gdzie królowa albo jej goście mogliby się znajdować. Tłum cię zadepcze, barierki nie pozwolą na spokojne przechodzenie przez jezdnię. Nie mówiąc, że musisz swój bagaż trzymać ze sobą, na sobie, najlepiej połącz się z tym bagażem w jedność. Jeżeli tego nie uczynisz, co chwila będzie do ciebie podchodził miły pan albo miła pani i zwracała uwagę, że nie wolno ci odstąpić od swoich rzeczy. Nudne to ogromnie.
A kawa w sieciówce, takiej samej jak w Polsce, tak samo wewnątrz wyposażonej, jakby nieco lepsza. Piję taką podwójną espresso, w przeliczeniu tylko niewiele droższą niż w Warszawie, i zastanawiam się, dlaczego ta kawa tak mi smakuje. Czy powodem jest kolumna Nelsona za oknem a za nią gmach muzeum? A może jednak to jakiś inny gatunek kawy? Nie wiem i pewnie nigdy wiedzieć nie będę.
To ciekawe. Na londyńczyków deszcz (no, deszczyk) wieczorną porą nie zrobił wrażenia. Mnie było mokro a oni dalej spacerowali, oglądali występy uliczne, pili piwo. Mnie było mało komfortowo - im nie. Tak, różnię się od typowych londyńczyków i licznych grup gości.
Bo gości w Londynie strasznie dużo. A. powiedziała, że to przecież nie jest szczyt sezonu. To ja nie wiem, jak oni się zmieszczą na chodnikach - w tym szczycie wycieczkowym. Na razie było ciasno, a wycieczek z przewodnikami naprawdę bardzo dużo.
Pierwsze koty za płoty. Muszę się wybrać do Londynu na prawdziwe zwiedzanie miasta. To wcale nie dalej i nie drożej niż wycieczka do Krakowa.



Komentarze

  1. A.
    June 15th, 2018 | 19:26

    Haha, w szczycie sezonu jest naprawdę bardzo, BARDZO ciężko poruszać się po Londynie - pomijając korki o każdej porze dnia (nocy już niekoniecznie, na szczęście), gigantyczny tłum ludzi, to jeszcze zazwyczaj panuje dosyć spory skwar i duchota (bo przecież w którymś momencie pogoda drastycznie się zmieni i nagle spadnie deszcz, po którym kilka minut później nie będzie śladu), wtedy może być to odrobinę męczące.
    Ale polecam, raz na jakiś czas chyba warto… No i tyle tam muzeów, tyle można zwiedzać, tyle oglądać, podziwiać, zachwycać się. Ach… Tęskno.

Odpowiedz