Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (259) Polityka (37) Pożegnania (23) Szkoła (74) Varia (103)

Kraków roku 1900

Przełom XIX i XX wieku. Niewielkie miasto na krańcu Galicji. Fakt - dawna stolica Polski, fakt - tradycja Uniwersytetu Jagiellońskiego, dużo kościołów, Kazimierz, w dużej części żydowski, jako jego dzielnica. Ale dlaczego Kraków stał się w tym czasie najważniejszym polskim miastem? Ważniejszym od Warszawy, Lwowa, Poznania czy Wilna? Co takiego miało CK miasto, że tam właśnie tworzyli najwybitniejsi pisarze, dziennikarze, malarze, poeci? Co takiego w nim było, że tam właśnie tradycja powiązała się z nowoczesnością, z rozwojem, który teoretycznie był niemożliwy. Czy ktoś mi to rzeczowo wyjaśni?
W pałacu Szołajskich wystawa “Kraków 1900″. Dużo obrazów (tyle że bez Wyspiańskiego, eksponowanego w gmachu głównym Muzeum Narodowego), rysunków, plakatów, reprodukcji, rzeźb, wyposażenia wnętrz… Ciekawa narracja. Dużo informacji. To tu, to tam strzałka - ten tekst warto przeczytać. Chodzimy po kolejnych salach, poświęconych różnym tematom. Jedne z nich pokazane w pełni, te dotyczące sztuki w epoce modernizmu (to pojęcie jakoś na wystawie nie pada, nie ma też secesji - wszak mieszkańcu Krakowa o modernizmie czy secesji nic wiedzieć nie mogli). Inne, jak na przykład polityka, jest ukazana powierzchownie. Bo cóż to za atrakcja - dowiedzieć się, że Włodzimierz Tetmajer był także politykiem… Może polityka dla mieszkańców tego miasta najważniejsza po prostu nie była
Ten świat krakowskiej inteligencji (brak w nim żydów i jakoś słabo prezentowana jest chłopomania) jest pełen ironii, dowcipu, żartu. To nie tylko poważne portrety, od czego zaczynamy oglądanie wystawy, ale żarty z siebie i świata wokół są na porządku dziennym. To nie tylko kawiarnia Michalika, ale cały ówczesny Kraków bawił się i cieszył. Przecież nie tylko na weselu Rydla i Mikołajczykówny. Nie tylko na licznych balach. Nie tylko przejawiało się to zabawnymi rymowankami i karykaturami twórców, którzy przeszli do naszej historii. Od pierwszej sali wydaje się, że twórcy wystawy traktują Kraków przełomu wieków z przymrużeniem oka. Niby poważne prezentacje, a my czujemy ducha Wyspiańskiego, który bawił się pokazując swoich współmieszkańców w krzywym zwierciadle ironii i żartu.
Ciekawy jest ten Kraków przełomu dwóch wieków. Fascynujący.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz