Adam Czetwertyński

Harcerstwo (174) Kuchnia (22) Kultura (261) Polityka (37) Pożegnania (24) Szkoła (74) Varia (103)

Miarka czasami się przelewa

Festiwal Szekspirowski. Gdańsk. Kolejna taka impreza organizowana corocznie profesjonalnie przez profesjonalną ekipę doświadczonych specjalistów. (Powtórzenie słowa profesjonalny nie jest tu błędem, zastanawiałem się, czy nie należałoby zamiast “doświadczonych” napisać “profesjonalnych”). Oglądam “Miarkę za miarkę” w reżyserii Jana Klaty. Oglądam? Tak można powiedzieć. Udało mi się kupić ostatnie bilety na trzecim balkonie. Wiem, że są tam zamontowane piekielne metalowe barierki, które zasłaniają część sceny. Ale czego się nie robi, aby obejrzeć przedstawienie czeskiego teatru (bo Klata “Miarkę” wyreżyserował w czeskiej Pradze). Z żalem jednak patrzę w dół na liczne wolne miejsca zajmowane przez osoby z wejściówkami. Tym to dobrze…
Komedii Szekspira nie czytałem. Akcję znam bardzo ogólnie. Gdzieś tam po głowie plącze mi się informacja, że władca Wiednia - Wincencjo przekazał swe uprawnienia arystokracie Antonio, który rządził księstwem. I Antonio nadużywa swej władzy. Tyle wiedziałem przed wejściem do budynku Teatru Szekspirowskiego. I tyle samo wiem po wyjściu z teatru.
Wiem jeszcze, że w Szekspirowskim Wiedniu były liczne dyby, elektryczne krzesło i dmuchana lalka służąca panom do zaspokajania ich potrzeb. O dramacie Szekspira nic nie wiem, bo jakiś nieodpowiedzialny gość nie był w stanie obsługiwać rzutnika z przetłumaczonym na język polski tekstem. To, co widzieliśmy, woła o pomstę do nieba. Te napisy i brak napisów tak utrudniały oglądanie przedstawienia, że wydaje mi się, iż cały spektakl prezentowany w oryginale byłby lepszy od tego “z napisami”. Po prostu skupiłbym się na grze aktorów, na pomysłach inscenizacyjnych, muzyce… Gdy przed tobą latają jakieś literki, po prostu oglądać widowiska się nie da.
Zastanawiałem się po wyjściu z teatru, czy nie zażądać od organizatorów festiwalu zwrotu pieniędzy za bilety. Bo uniemożliwili mi obejrzenie spektaklu. Po prostu uniemożliwili. Jakaś miarka się przebrała - to był skandal.
PS Ponoć na kolejnym przedstawieniu czeskiego teatru ten gość od rzutnika też uniemożliwił polskim widzom zrozumienie spektaklu. Ja tego nie rozumiem.



Brak komentarzy - bądź pierwszym, który skomentuje.

Odpowiedz